Śląska kuracja odmładzająca. Nastolatkowie atakują

Trener Tadeusz Pawłowski spełnia obietnicę i wprowadza do Śląska młodych graczy. Powody do radości będą jednak dopiero wtedy, gdy choć jeden wybije się w lidze ponad przeciętność.
Takiego znaczenia klubowa młodzież od dawna w Śląsku nie miała. W kadrze pierwszej drużyny jest sześciu nastolatków, jeden dodatkowo z pierwszym zespołem regularnie trenuje.

W towarzyskim spotkaniu z wicemistrzem Niemiec Borussią Dortmund wrocławscy kibice mogli zobaczyć 18-latków Jakuba Wrąbla, Kamila Dankowskiego, Marcina Przybylskiego i Karola Angielskiego oraz 17-letniego Mariusza Idzika. Przeciwko finaliście Ligi Mistrzów sprzed roku zagrałby też pewnie 16-letni Maciej Pałaszewski, ale akurat był na zgrupowaniu reprezentacji Polski.

W kolejnym spotkaniu - już w lidze, z GKS-em Bełchatów - po raz pierwszy w tym sezonie w podstawowym składzie wystąpił Dankowski, a na ostatnie minuty wszedł 17-letni Michał Bartkowiak. Dzień później w pojedynku rezerw doznał skomplikowanej kontuzji i będzie wyłączony z gry na kilka miesięcy.

Talent czy okoliczności?

Tak czy inaczej, Śląsk mecz w ekstraklasie kończył, mając na boisku dwóch zawodników, będących ledwo blisko pełnoletności. Taka sytuacja w ekipie z Wrocławia nie zdarzyła się od dawna. Właściwie od powrotu do najwyższej klasy rozgrywkowej klub stawiał na piłkarzy doświadczonych, młodzi występowali w nim epizodycznie albo wcale.

Tym samym widać, że trener Tadeusz Pawłowski w jakimś sensie spełnia obietnicę, jaką złożył, kiedy Śląsk w marcu obejmował. Szkoleniowiec, znany przecież głównie z pracy z młodzieżą w Austrii, zobowiązał się, że i u nas obiecujących graczy będzie do zespołu wprowadzał. I robi to, w przeciwieństwie do poprzednika Stanislava Levego czy Oresta Lenczyka, który zdobywał z drużyną mistrzostwo Polski.

Na ile Pawłowskiego do takich ruchów zmusza przekonanie co do talentu wrocławskich piłkarzy, a na ile okoliczności - trudno jednoznacznie ocenić. Faktem jest bowiem, że kiedy trener dysponował liczniejszą kadrą, to na nastoletnich zawodników nie stawiał. Wyjątkiem był właściwie występ Kamila Dankowskiego w ostatnim meczu poprzedniego sezonu u siebie z Cracovią. Teraz, kiedy szkoleniowiec nie ma już w kim specjalnie wybierać, do gry desygnuje młodzież. Także importowaną, jak pozyskany z Korony Kielce Karol Angielski czy kupiony z Górnika Wałbrzych Michał Bartkowiak.

Będą jak Linetty?

O ile więc należy się cieszyć, że proporcje wiekowe w Śląsku się zmieniają, a młodzi piłkarze do zespołu trafiają, o tyle należy również zauważyć, że póki co w drużynie nastolatkowie poważniejszej roli nie odgrywają.

Klubowi z Wrocławia wciąż daleko więc w tym aspekcie choćby do Lecha Poznań. W ekipie "Kolejorza" od nowego sezonu regularnie gra 17-letni Dawid Kownacki, wielkim talentem jest 19-letni Karol Linetty, a coraz więcej występów notuje 18-letni Dariusz Formella.

Odważnie i chętnie na młodych piłkarzy stawiają również m.in. mistrz Polski Legia Warszawa i Ruch Chorzów. W barwach Legii kilka spotkań od początku sezonu zaliczyli m.in. 17-latkowie Mateusz Wieteska i Adam Ryczkowski oraz 20-latkowie Bartłomiej Kalinowski i Łukasz Moneta. Z kolei w drużynie Ruchu od tych rozgrywek podstawowym obrońcą został 18-letni Michał Helik. Poza tym od dwóch sezonów regularnie grają 19-letni Kamil Włodyka i 21-letni Daniel Dziwniel, a coraz więcej szans trener "Niebieskich" Jan Kocian daje też 20-letniemu Martinowi Konczkowskiemu.

- Młodzi mają jeszcze czas. Do dorosłej piłki musimy wprowadzać ich z głową - nie pochopnie. Nasi młodzi piłkarze muszą dojrzeć jeszcze nie tylko fizycznie, ale i psychicznie do gry w ekstraklasie - mówił kilka dni temu szkoleniowiec Tadeusz Pawłowski.

Trener Śląska wciąż ostrożnie podchodzi do występów nastolatków w ekstraklasie, choć nie ukrywa, że potężne nadzieje wiąże z 18-letnim bramkarzem Jakubem Wrąblem. Pytany o niego przed meczem z Borussią, odpowiedział: - Musimy się zastanowić, czy chcemy pokazać światu nasz wielki bramkarski talent. Jeszcze wpadnie w oko komuś ze sztabu szkoleniowego Borussii Dortmund i go stracimy - żartował Tadeusz Pawłowski.