Sport.pl

Tadeusz Pawłowski dla wroclaw.sport.pl: Cieszmy się z małych rzeczy

- Musimy cieszyć się z małych sukcesów, na wielkie jest jeszcze czas. Nie gramy pięknie, ale punktujemy - mówi trener Tadeusz Pawłowski.


Rozmowa z Tadeuszem Pałowskim, trenerem Śląska Wrocław:

Dawid Antecki: Śląsk jest na razie poza pierwszą ósemką i gra nierówno. Po pięciu kolejkach sezonu trudno więc powiedzieć, żeby drużyna spisywała się na piątkę.

Tadeusz Pawłowski: - Myślę, że gdyby nie kontuzja Marco Paixao, to mielibyśmy kilka punktów więcej, bylibyśmy w pierwszej trójce i ludzie z uznania nosiliby nas na rękach.

Wiem, że nie gramy pięknego futbolu, ale to nie powinno być zaskoczeniem. W zespole zaszło wiele zmian, właściwie straciliśmy kręgosłup drużyny, licząc od bramkarza Mariana Kelemena, przez stopera Adama Kokoszkę, pomocnika Dalibora Stevanovicia czy właśnie Marco Paixao. W poprzednim sezonie to przede wszystkim na jego barkach spoczywało zdobywanie bramek, a mimo to po jego kontuzji punktujemy. Są więc powody do zadowolenia.

Zawodnicy, których pan wymienił, do zespołu już nie wrócą. W przypadku Marco Paixao nie wiadomo natomiast, kiedy piłkarz wróci na boisko, a przede wszystkim do formy. Czy zatem Śląsk może mieć problem z awansem do pierwszej ósemki?

- Awans to nasz cel. Po podziale punktów wszystko może się zdarzyć. Doskonałym przykładem jest chociażby Ruch Chorzów, który w ubiegłym sezonie sięgnął po medal. Oczywiście o wejście do grupy mistrzowskiej nie będzie nam łatwo. Wystarczy spojrzeć na inne ligowe drużyny. Wisła Kraków ma silny skład z kilkoma uczestnikami mistrzostw świata, Lechia Gdańsk sprowadza piłkarzy na potęgę. Śląsk jest aktualnie na przeciwległym biegunie, ale to nie znaczy, że złym.

Na biegunie oszczędności?

- Obraliśmy pewną filozofię i zamierzamy się jej trzymać. Nie stwierdzimy nagle: "Dobra, kupujemy trzech-czterech piłkarzy, bo nie wygraliśmy z Cracovią". Dzięki ostatnim ruchom transferowym mamy gwarancję korzystnych dla klubu kontraktów. Po sezonie nie okaże się nagle, że paru piłkarzy nas opuszcza, a inni chcą sporej podwyżki. Nie dopuścimy do takiej sytuacji w trakcie sezonu, w której nagle powiemy: "Sorry, ale jesteśmy niewypłacalni". Nie chcemy powielić błędów Śląska z ostatnich lat - naszym głównym celem nie jest tylko wynik w tym sezonie, ale są też dalekosiężne plany, stabilizacja klubu. Wcześniej chyba zbyt rzadko analizowało się tutaj wiek pozyskiwanych zawodników, zapominano o zdolnej młodzieży i piłkarzach z regionu. Nie sztuka pozyskać graczy z pensjami po 100 tys. zł. Mam świadomość tego, że nie jest łatwo zastąpić zawodników, którzy od nas odeszli po sezonie, ale już nasza w tym głowa, aby wydobyć jakość ze zdolnych piłkarzy, którzy trafili do nas w ich miejsce. Musimy cieszyć się z małych sukcesów, a na wielkie jest jeszcze czas.

Czy nawet małe sukcesy są możliwe bez nowego środkowego napastnika?

- Jego pozyskanie w naszej obecnej sytuacji jest niezbędne. Robimy wszystko, aby do końca okienka transferowego wzmocnić się takim zawodnikiem.

Jest pan zadowolony z płynności gry Śląsk? Póki co jest szarpana, odbywa się fazami.

- To kwestia środka pomocy. Tam jednak nie jest łatwo zastąpić takiego piłkarza jak Stevanović. Hateley i Droppa to typowi defensywni pomocnicy: gracze od czarnej roboty, solidni ligowcy, ale nie tacy, którzy pokierują grą. Nasi zawodnicy ze środka pola nie potrafią przyspieszyć gry, tak jak robił to Dalibor, potrzebują na to więcej czasu. Słoweniec pod tym względem był niemal wirtuozem. Potrafił bardzo umiejętnie nadawać tempa akcjom czy zagrywać piłkę na jeden kontakt.

Może więc warto w tym miejscu wypróbować Sebastiana Milę? Tak jak kiedyś zrobiono w Liverpoolu z Stevenem Gerrardem.

- Spotkałem się z Sebastianem przed meczem z Cracovią, odbyliśmy szczerą rozmowę. Zapytałem go, na jakiej pozycji dałby drużynie najwięcej. I wie pan, co odpowiedział? Wskazał na prawe skrzydło. Nadzieją na przyszłość Śląska jest jego coraz lepsza forma. Jest bliski powrotu do optymalnej dyspozycji, ale to niełatwe. Najpierw przecież walczył z nadwagą, a potem stracił nie tylko sporo kilogramów, ale też siłę. Widzę, że brakuje mu jeszcze waleczności. Sebastian to bardzo kreatywny zawodnik, ale jest typem gracza, za którego "czarną robotę" muszą wykonać inni. U nas Mila ma status wolnego elektronu, gracza zwolnionego z zadań defensywnych. Tacy swobodnie biegający, ale niezwykle kreatywni piłkarze jak on są ważni. W nowoczesnym futbolu nie ma jednak na boisku miejsca dla większej ich liczby. Mecz z Borussią był tego doskonałym przykładem.

Nie popadł pan po tym spotkaniu w depresję? Śląsk szybko właściwie został zmiażdżony, w 20 minut stracił dwa gole i było po spotkaniu.

- Nie ma sensu porównywać Śląska z Borussią. Tam jeden piłkarz kosztuje kilka razy więcej niż cała nasza drużyna, a inny jest jednym z najszybszych na świecie. Jestem pewien, że mecz z niemiecką drużyną da nam jeszcze wiele korzyści, poczynając od materiałów do analizy, a na szkoleniu młodzieży kończąc. Szybkie przejście z ataku do obrony czy umiejętność dłuższego utrzymania się przy piłce to tylko niektóre elementy, które zespół z Dortmundu zaprezentował na najwyższym poziomie.

Oczywistym jest, że nie będziemy grać jak dortmundczycy. Byłoby pięknie, gdybyśmy znaleźli połączenie gry Borussii z Bayernem Monachium. Ale nie wszyscy podzielają moją opinię (śmiech ).

Przeciwnikiem takiej tezy był trener Jürgen Klopp, z którym rozmawiał pan przed meczem?

- Klopp mówił mi, dlaczego gra w innym stylu aniżeli Bayern, woli szybkie rozgrywanie i kontrataki niż długie konstruowanie akcji i dominację w posiadaniu piłki. Powiedział, że gdyby Borussia grała taką piłkę jak Bawarczycy, to kibice w Dortmundzie spaliby na trybunach (śmiech ).

Pan jako trener Śląska nie spał chyba dobrze po interwencjach bramkarza Wojciecha Pawłowskiego w meczu z Pogonią, Chciał Pan niemieckiego Śląska, no to mieliśmy wrocławskiego Manuela Neuera

Neuer jest tylko jeden na świecie. To co wydarzyło się w meczu z Pogonią Szczecin nie było zaplanowane. Do dziś nie wiem co się wtedy stało. Już przy pierwszej interwencji Wojtka wiedziałem, że to nie skończy się dobrze. Nie był sobą i w ogóle nie kontrolował swojego zachowania - tak jakby był w jakimś letargu. Oczywiście nie zmienia to faktu, że chcemy wzorować się na najlepszych, czyli na Niemcach. Uczulam piłkarzy np. na rozgrywanie piłki po ziemi, Robertowi Pichowi pokazywaliśmy jak gra Mario Goetze.

Czy trener Jürgen Klopp zdradził panu receptę na sukces Borussii?

- Rozmawialiśmy głównie o szkoleniu młodzieży. Do zabawnej sytuacji doszło w przerwie meczu. Trener Klopp dziwił się, gdy na boisku wpuszczałem Jakuba Wrąbla. Krzyknąłem z uśmiechem w jego kierunku, że chłopak ma 18 lat. Szkoleniowiec Borussii zrobił zdziwioną minę. Później w trakcie meczu przy każdej dobrej interwencji Kuby, Klopp patrzył w moim kierunku i kiwał z uznaniem. Jestem pewien, że po tym meczu Wrąbel wylądował w notesie trenera Borussii.

Wrocław.Sport.pl - jesteśmy także na Facebooku >>

Więcej o:
Komentarze (3)
Tadeusz Pawłowski dla wroclaw.sport.pl: Cieszmy się z małych rzeczy
Zaloguj się
  • jad120262

    Oceniono 15 razy -11

    Śląsk potrzebuje trenera, a nie gościa pokazujacego piłkarzom jak gra Mario Goetze. Śląsk zamiast kontraktować zgaję młodzieńców, którzy nie radzą sobie nawet w III lidze powinien był zatrzymać Stevanovica i Kelemena.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX