Sport.pl

Śląsk lepszy od Jagiellonii, a przegrywał przez większą część meczu

Jagiellonia Białystok przegrała trzeci mecz z rzędu. Białostoczanie po pierwszej połowie spotkania ze Śląskiem prowadzili 1:0. Po przerwie czerwoną kartkę dostał Jakub Słowik, a goście strzelili trzy gole.
Jesteśmy także na Facebooku! Wystarczy, że nas polubisz >>Po ostatnim meczu, gdy Legia obnażyła słabość defensywy Jagiellonii, Michał Probierz dokonał zmian w tej formacji. Na prawej stronie Filip Modelski, który od początku sezonu grał w podstawowej jedenastce, musiał ustąpić miejsca Adamowi Waszkiewiczowi. Po słabym występie od składu został odsunięty Jonatan Straus, a na lewą obronę wrócił Radosław Jasiński. Zmiany zaszły także w środku defensywy. Obok Martina Barana pojawił się Michał Pazdan, a Marek Wasiluk był wśród rezerwowych. W miejsce Pazdana w pomocy od początku zagrał Ukrainiec Taras Romanczuk, który obiecująco wypadł w końcówce meczu z Legią.

I od początku spotkania defensywa Jagi była poddawana mocnym próbom przez zawodników Śląska. Groźne były stałe fragmenty gry egzekwowane przez gości. W 12. minucie po rzucie rożnym do piłki doszedł Flavio Paixao i próbował mocnym uderzeniem z ostrego kąta zaskoczyć Jakuba Słowika. Kilka minut później Sebastian Mila łatwo ograł na prawej stronie Waszkiewicza i Przemysława Frankowskiego i podał do wbiegającego w pole karne Dudu. Mocny strzał Brazylijczyka na róg odbił Słowik.

Po kilkunastu minutach gry gospodarze zaczęli się odgryzać udanymi akcjami. Pierwszy strzał na bramkę Mariusza Pawełka oddał w 20. minucie Frankowski. Potem do dwóch okazji strzeleckich doszedł Mateusz Piątkowski. Przy drugiej jego strzał z pola karnego dał prowadzenie gospodarzom. Akcja bramkowa była poprzedzona dobrym odbiorem i wymianą podań Frankowski - Piątkowski. Tak więc Piątkowski po kilku zmarnowanych bardzo dobrych okazjach w poprzednich meczach się przełamał. Napastnik mówił, że być może za bardzo kalkuluje, a powinien oddawać strzał szybciej. Tak jak planował, tak właśnie zrobił w sobotę. Do przerwy gospodarze utrzymali prowadzenie.

Od pierwszego gwizdka drugiej połowy Śląsk z większym animuszem zabrał się do odrabiania strat. W 50. minucie Krzysztof Danielewicz zdobył nawet gola, dobijając strzał Mili, ale sędzia odgwizdał spalonego.

Przełomowy moment meczu miał miejsce w 61. minucie. Paixao wyszedł sam na sam z bramkarzem Jagi i gdy go mijał, ten powalił na ziemię napastnika gości. Czerwona kartka i rzut karny. Do bramki wszedł Bartłomiej Drągowski (zmienił Romanczuka), ale przy precyzyjnym strzale Mili nie miał szans. Tak więc było 1:1 i większe szanse na zdobycie kompletu punktów miał Śląsk. Ale pomimo gry w osłabieniu gospodarze wcale nie wyglądali gorzej od Śląska. Do 85. minuty. Wtedy najpierw Jagiellonia była blisko zdobycia bramki. Po szybkim wyjściu z własnej połowy dośrodkował Patryk Tuszyński, ale strzał głową Piątkowskiego przeleciał obok bramki. W odpowiedzi goście szybko przenieśli piłkę na drugą połowę boiska i Lukas Droppa pewnym strzałem wyprowadził Śląsk na prowadzenie 2:1. Chwilę potem wynik meczu na 3:1 ustalił Krzysztof Ostrowski.



Jagiellonia Białystok - Śląsk Wrocław 1:3 (1:0)

Strzelcy bramek: Mateusz Piątkowski (24.) - Sebastian Mila (65.), Lukas Droppa (85.), Krzysztof Ostrowski (88.).

Jagiellonia: Słowik - Waszkiewicz, Pazdan, Baran, Jasiński - Grzyb, Romanczuk (64. Drągowski) - Frankowski (70. Wasiluk), Gajos (90. Świderski), Tuszyński - Piątkowski.

Śląsk: Pawełek - Zieliński, Celeban, Hołota, Dudu - Droppa (86. Hateley), Danielewicz Ż (87. Calahorro) - Mila, Machaj, Pich (72. Ostrowski) - F. Paixao.

Wrocław.sport.pl ćwierka także na Twitterze >>

Więcej o: