Rewelacyjny wicelider ekstraklasy: Śląsk drugi na koniec 2014 roku!

Piłkarze Śląska w ostatnim meczu w 2014 roku pokonali Bełchatów 2:1. Wrocławianie są niespodziewanym, ale zasłużonym wiceliderem ekstraklasy
Ostatni raz tak udanie wrocławska drużyna kończyła w mistrzowskim sezonie 2011/12. Wówczas zespół Oresta Lenczyka na półmetku rozgrywek po 17 meczach był pierwszy z 37 punktami. Dziś drużyna trenera Tadeusza Pawłowskiego na urlopy wyjeżdża w podobnych nastrojach - po 19 spotkaniach Śląsk jest sensacyjnym, ale zasłużonym wiceliderem ekstraklasy.

- To bardzo ważny dla nas mecz. Po zwycięstwie święta będą lepiej smakowały - mówił przed tym meczem szkoleniowiec Śląska Tadeusz Pawłowski.

Trener Śląska zdawał sobie sprawę, że ewentualna porażka jego drużyny z GKS-em Bełchatów, a zwycięstwa bezpośrednich rywali z tabeli Lecha Poznań i Wisły Kraków, mogły strącić wrocławian z ligowego podium.

Śląsk w meczu z Bełchatowem od początku dłużej utrzymywał się przy piłce i kontrolował przebieg gry. Niestety, nic z tego nie wynikało. Miejscowi przeważali, ale nie byli w stanie stworzyć jednej dobrej okazji bramkowej. Z czasem inicjatywę przejmowali za to rywale - grali mądrze w obronie i byli groźniejsi w wyprowadzaniu kontrataków.

W 34. minucie Bartosz Ślusarski wyłożył piłkę niemal do pustej bramki nadbiegającemu Damianowi Szymańskiemu. Ale Śląsk miał farta, bo przed utratą bramki uratowała go poprzeczka. Kilkanaście sekund później bełchatowianie znów mogli zdobyć gola, jednak uderzenie Poźniaka ofiarnie zablokował Piotr Celeban.

Ale to Śląsk zdobył bramkę. Jak wiele dla zespołu znaczy obecność nominalnego napastnika, najlepiej świadczy sytuacja z 61. minuty. Wracający po ciężkiej kontuzji Marco Paixao sprytnym uderzeniem głową z trudnej pozycji posłał piłkę głową tuż przy słupku. Dla Portugalczyka był to pierwszy gol w lidze od maja. Świetną asystę zaliczył Lukas Droppa.

Od tej pory mecz zrobił się bardziej otwarty. Obie drużyny chętniej atakowały. Bełchatowianie dobrą okazję mieli na kwadrans przed końcem spotkania. Strzałem głową po rzucie rożnym Mariusza Pawełka próbował zaskoczyć obrońca Marcin Flis. Bramkarz Śląska popisał się efektowną interwencją.

Chwilę po tej akcji Śląsk podwyższył na 2:0. W polu karnym Grzegorz Baran sfaulował Tomasza Hołotę i arbiter spotkania wskazał na 11. metr. Karnego wykorzystał drugi z braci Paixao - Flavio. Dla Portugalczyka był to 12. gol w tym sezonie. Flavio Paixao zrównał się liczbą bramek z liderem klasyfikacji króla strzelców Mateuszem Piątkowskim z Jagiellonii.

W doliczonym czasie gry Bartosz Ślusarski strzelił honorowego gola dla rywali.

Piłkarze Śląska to zespół, który na własnym stadionie nie przegrał już od 17 spotkań! A bracia Paixao po raz pierwszy, od kiedy grają w Śląsku, w jednym meczu strzelili po bramce. Jedynym przygnębiającym faktem - po tej świetnej piłkarskiej jesieni Śląska - jest to, że kibice nie chcą oglądać meczów wrocławian na żywo. Na meczu z GKS-em Bełchatów było zaledwie 7315 kibiców, w tym wiele młodzieży szkolnej, która weszła na stadion za darmo. To druga z najniższych frekwencji Śląska w tym sezonie. Mniej kibiców było tylko na meczu 3. kolejki z Zawiszą Bydgoszcz - 6839.

Śląsk - GKS Bełchatów 2:1 (0:0)

Bramki: 1:0 - M. Paixao (61.), 2:0 - F. Paixao (80. karny), 2:1 - Ślusarski (90.)

Śląsk: Pawełek - Zieliński, Celeban, Pawelec, Droppa (90. Machaj) - Calahorro (45. Dankowski), Hołota - F. Paixao, Mila, Pich - M. Paixao (73. Ostrowski)

GKS: Malarz - Basta, Baranowski, Flis, Norambuena - Baran, Poźniak (73. Wacławczyk), Szymański - Komołow (67. Prokić), Michał Mak (84. Zięba) - Ślusarski