Sport.pl

Śląsk marketingowo nie wykorzystał popularności Mili, teraz nie reklamuje meczów z Legią. Dlaczego klub się nie promuje!?

Marketingowo i wizerunkowo Śląsk nigdy nie potrafił wykorzystać fenomenu popularności Sebastiana Mili. To niewytłumaczalne, jak klub mógł zaprzepaścić tak wielki potencjał promocyjny swojego byłego gwiazdora
Lechia Gdańsk właśnie przygotowała kilkaset plakatów z wizerunkiem Sebastiana Mili. Na plakatach piłkarz zaprasza kibiców do kupowania karnetów i chodzenia na mecze gdańskiego klubu. Reklamy z Milą pojawią się na citylightach, w komunikacji miejskiej oraz na słupach reklamowych stojących w Gdańsku. Poza tym w lokalnym radiu wyemitowanych zostanie 70 reklam, w których Mila zachęca do chodzenia na mecze Lechii.

Pojawiły się także klubowe kubki - na nich koszulka z numerem 6 i nazwiskiem Mili.

Lechia wykorzystuje Milę

Nic w tym dziwnego. Niedawno pisałem, że Lechia kupuje Milę nie tylko dlatego, że jest dobrym piłkarzem i podniesie sportowy poziom zespołu. Sprowadzenie tego gracza będzie dla Lechii także świetnym posunięciem marketingowo-reklamowym, które poprawi wizerunek klubu. Mila - od dawna konsekwentnie podkreślający swoją miłość do Lechii - ma stać się idolem, bohaterem, z którym mogą utożsamiać się miejscowi kibice.

Lechia wykorzystuje to, że Mila stał się ostatnio postacią niezwykle popularną. Piłkarskim bohaterem, który do sportowych sukcesów wywalczonych ze Śląskiem Wrocław dołożył świetne mecze w reprezentacji Polski. Pojedynki w kadrze i gol strzelony mistrzom świata, Niemcom, uczyniły zawodnika bohaterem narodowym. Popularną gwiazdą zapraszaną nie tylko do programów sportowych, ale i politycznych czy rozrywkowych. Lechia umiejętnie podtrzymuje tę milomanię i wykorzystuje gwiazdorski wizerunek zawodnika do swoich celów marketingowych.

Szkoda, że wcześniej Śląsk nie potrafił zrobić czegoś takiego.

Śląsk szuka kibiców

We wrześniu minionego roku w tekście "Witajcie na pustym stadionie" pisałem, że szefowie piłkarskiego Śląska robią wiele, aby przyciągnąć widzów na wrocławski stadion. Jednak ich działania nie przyniosły praktycznie żadnych efektów - frekwencja na meczach była zazwyczaj dramatycznie niska.

Zaznaczałem, że Śląsk prowadzi akcje reklamowe wśród młodzieży szkolnej, przygotowuje dla uczniów specjalny sektor na stadionie i za darmo wpuszcza ich na mecze. Poza tym klub zachęcał mieszkańców bezpłatnym dojazdem komunikacją miejską na stadion czy obniżkami cen biletów. Śląsk dzwonił też do kibiców i puszczał im nagranie napastnika Marca Paixao, który po polsku zapraszał ich na mecz.

Niestety, niewiele to dało.

Reklama korytarzowa

Z perspektywy czasu widać, że dla swoich celów Śląsk nie potrafił wykorzystać wizerunkowego potencjału Mili. Choćby po jesiennych spotkaniach reprezentacji Polski z Niemcami, Szkocją czy Gruzją. Ale także przed laty - w 2012 roku - kiedy zespół zdobył mistrzostwo Polski.

W październiku po meczu z Niemcami, w którym Mila strzelił gola, Polska oszalała na jego punkcie. Piłkarz po tym spotkaniu został na zgrupowaniu kadry. Śląsk, chcąc wykorzystać jego popularność, poprosił zawodnika, aby zachęcił kibiców do przyjścia na kolejny mecz wrocławskiego zespołu.

I Mila stanął w ciasnym hotelowym przedpokoju z białą kartką w rękach, na której było napisane: "Wszyscy na mecz, sobota, godz. 15.30". W środku kartki umieszczono herby Śląska oraz Piasta Gliwice. Ktoś z kolegów zrobił mu fotkę i "reklama" była gotowa. Śląsk umieścił ją na klubowej stronie internetowej, Facebooku i Twitterze.

I jak przed laty pisał satyryk Jan Tadeusz Stanisławski: "to by było na tyle". Na tym praktycznie zakończyło się wykorzystywanie wizerunku Sebastiana Mili przez Śląsk. Bo cóż z tego, że po powrocie Mili z kadry klub zorganizował konferencję prasową z reprezentantem? Piłkarz mówił o kadrze, meczach z Niemcami i Szkocją. Promował siebie, drużynę Adama Nawałki.

Śląsk był w bardzo dalekim tle.

Raz na sto lat

Zaskakujące, że Śląsk - mając fenomenalną okazję - nie przeprowadził wizerunkowej kampanii, podczas której Mila promowałby nie tylko siebie, ale głównie Śląsk. Zachęcałby wrocławian do przychodzenia na mecze, gwarantowałby niezapomniane emocje. I euforię podobną do tej, którą wywołał u milionów Polaków po golu i triumfie nad Niemcami.

W najbliższych latach wrocławski klub nie będzie miał równie wymarzonej sytuacji, aby marketingowo podpromować się dzięki swojemu piłkarzowi. Żartobliwie rzecz ujmując - nieczęsto się zdarza, aby zawodnik Śląska strzelił gola w zwycięskim meczu z aktualnymi mistrzami świata.

Porywająca ekspresja!

Wszystkiego nie da się tłumaczyć oszczędnościami, brakiem pieniędzy. Kilka billboardów w centrum miasta, kilkadziesiąt plakatów na przystankach komunikacji miejskiej, na których Mila zapraszałby (tak jak w 2009 roku cała drużyna) na koncertowe granie Śląska - to nie zrujnowałoby budżetu Śląska. A miałoby szanse przynieść lepsze efekty niż wysyłanie trzeciego rezerwowego bramkarza i innych słabo rozpoznawalnych zawodników z szerokiej kadry Śląska na promocyjne spotkania ze szkolną młodzieżą.

Tym bardziej że ogromna, ekspresyjna i świetna wizualnie reklama z wizerunkiem Mili cieszącego się po strzeleniu gola ciągle wisi na jednej ze ścian budynku klubowego przy ul. Oporowskiej. Tylko że owa reklama zawieszona na malutkiej ulicy Oporowskiej - gdzie Śląsk nie rozgrywa już meczów, lecz trenuje - jest wyjątkowo niszowym miejscem do promocji, ekspozycji czegokolwiek. Czy taki billboard zachęcający do przychodzenia na mecze Śląska nie mógł pojawić się na głównych, najbardziej ruchliwych ulicach Wrocławia? Tam w kilka dni zobaczyłoby go kilkaset tysięcy ludzi.

I rozwiewając wątpliwości malkontentów - w październiku 2014 roku naprawdę nikt nie zakładał i nie wiedział, że cztery miesiące później Mila odejdzie ze Śląska. Wtedy jeszcze mógł i powinien promować wrocławski klub.

Promocja bezpośrednia

Kwestii reklamy Śląska nie rozwiązuje dobry pomysł wydania wspólnego kalendarza na 2015 rok z piłkarzami i koszykarkami Ślęzy. W kalendarzu jest Mila (choć dziś w Śląsku go już nie ma), są inni piłkarze, trener Pawłowski. Jednak przeciętny wrocławianin o kalendarzu musi najpierw się dowiedzieć i kupić go, aby zobaczyć promocyjny efekt. Niestety, wie o tym niewielu.

A Śląsk potrzebował i potrzebuje potężnej wizerunkowej promocji bezpośredniej, takiej, która pozwoli dotrzeć klubowi do kilkuset tysięcy wrocławian. Reklamy zamieszczane w klubowych mediach docierają do kilku, kilkunastu tysięcy najwierniejszych fanów, którzy i tak kupią karnety czy bilety i usiądą w sektorze za jedną z bramek.

Tylko że na trybuny trzeba przyciągnąć kilka, a nawet kilkanaście tysięcy nowych widzów. Tych, którzy dziś bywają na meczach rzadko albo wcale.

Jeśli to się nie powiedzie, trybuny Stadionu Miejskiego nadal będą porażały pustką. Chyba że miasto zdecyduje, aby wciąż za darmo wpuszczać na obiekt tysiące uczniów ze szkół.

Marketingowy marazm

Mili już w Śląsku nie ma i nie będzie. Ale przecież wciąż jest rewelacyjnie medialny trener Tadeusz Pawłowski - prawdziwa legenda klubu. Są choćby bracia Paixao. Śląsk i jego mecze trzeba promować zawsze. I konsekwentnie zachęcać widzów do przychodzenia i dopingowania zespołu. Teraz pojawił się inny doskonały moment, aby to uczynić.

Za kilka dni Śląsk rozegra we Wrocławiu najpierw ćwierćfinałowy mecz Pucharu Polski, a później pojedynek ligowy, z marketingowo wymarzonym rywalem - Legią Warszawa. Przyjedzie tu mistrz Polski, najbardziej medialny klub w kraju. I co? I wielkie nic!

Na razie tego fascynująco zapowiadającego się spotkania lidera i wicelidera ekstraklasy Śląsk nie promuje wcale. Poza suchą notką na stronie internetowej, że można kupować bilety na mecz, panuje zadziwiające milczenie. Całkowity marazm.

Dokąd zmierzasz, Śląsku?

Natomiast kibice promują już mecz z Legią. Na mieście pojawił się plakat z napisem: "1. Bitwa o berło i koronę, Śląsk - Legia".

Sformułowanie podgrzewa atmosferę, gdyż wprost nawiązuje do fatalnych wydarzeń z 2012 roku. Niektórzy piłkarze Śląska świętujący wówczas zdobycie mistrzostwa Polski ironicznie wykrzykiwali na wrocławskim Rynku hasło: "Gdzie twoje berło, gdzie twoja korona, Legio pierd...?".

Skandal zakończył się zawieszeniem na kilka meczów niektórych zawodników Śląska.

Teraz kibice nawiązują do tamtego zdarzenia. Czy to dobra promocja meczu? Czy zachęci rodziny z dziećmi do przyjścia na stadion? Mam wątpliwości.

Poza tym kij ma dwa końce. A jeśli wrocławski zespół nie zdobędzie pucharu czy mistrzostwa? Kibice rywala zawsze mogą zrewanżować się w podobnie prymitywny sposób i zaśpiewać "Bez berła, bez korony - taki jesteś, Śląsku....".

Więcej o:
Komentarze (34)
Śląsk marketingowo nie wykorzystał popularności Mili, teraz nie reklamuje meczów z Legią. Dlaczego klub się nie promuje!?
Zaloguj się
  • zbychn61

    Oceniono 89 razy 47

    jak zwykle jad na Śląsk z rymowanką w tle, ujawnia prawdziwą sympatię autora.

  • jerry018

    Oceniono 38 razy 32

    "Poza tym kij ma dwa końce. A jeśli wrocławski zespół nie zdobędzie pucharu czy mistrzostwa? Kibice rywala zawsze mogą zrewanżować się w podobnie prymitywny sposób i zaśpiewać "Bez berła, bez korony - taki jesteś, Śląsku...."."

    Ależ panie redaktorze, legioniści od kilku lat w każdym meczu Legia-Slask rozgrywanym przy Lazienkowskiej ryczą na cały stadion "gdzie twoje berło i korona k... pier..." oraz bezpośrednio do Mili "Mila, co ty ku....."

    Faktycznie, każdy kij ma dwa końce.

  • qiub92

    Oceniono 28 razy 22

    Parę dni temu pisaliście artykuł, z którego wynikało, że z badań przeprowadzonych w Polsce Śląsk jest drugim najpopularniejszym klubem w Polsce (za Legią). Więc po co ma się jeszcze promować? Kto ma przyjść na stadion ten przyjdzie. To Polska liga jest tylko przecież.

  • ksiegarnia2

    Oceniono 15 razy 15

    Autor zarzuca Sląskowi ,ze nie potrafi przyciągnąc kibiców poprzez wykorzystywanie wizerunku Mili ,jednocześnie chwali Lechię za drukowanie plakatów z Milą z zaproszeniami na spotkania Lechii ,czy autor potrafi dowieś zalenośc frekwencji na stadionie od od masowej reklamy z wizerunkiem Milii ?.Szanowny autorze ,braki na stadionie Sląska nie są zalene od plakatów tylko od jakości gry piłkarzy ,wiec głaskanie władz Lechii ze potrafią coś zrobic aby Milę wykorzystac jest grubo przedwczesne ,bo jak Lechia nadal bedzie dołowa to nawet Mila na golasa nic nie pomoze.

  • franziskanernonne

    Oceniono 17 razy 15

    czytam tytul i sobie mysle: czy red. Brzozowski sie obudzil. Juz dawno nie bylo absurdalnego psioczenia. No i jak widac mialem racje.

  • cinek11

    Oceniono 16 razy 14

    To red. Brzozowski się zmarnował. Nikt go nie wziął do Wa-wy do TVP albo innego c+ i zgorzkniały siedzi całe życie we Wrocku i judzi przeciwko Śląskowi od tylu lat. Co rusz wynajduje nowe tematy, a wszystko się sprowadza do jednego: jak tu doj...ć Śląskowi!!! Tajny agent Amiki i Zagłębia!!

  • kakaowe-oko-1

    Oceniono 18 razy 14

    Pan chyba nie wie o czym pisze! Śląsk od zawsze promował się Sebastianem i Sebastiana. Sebastian to część historii Śląska i symbol Wrocławia, tak było, od kilku lat zdobywał tytuł sportowca roku na Dolnym Śląsku! Obecny na każdym kroku w mediach na imprezach w mieście a nawet na scenie podczas Sylwestra z dwójką! Proszę o inny temat!

  • aa.6

    Oceniono 22 razy 14

    Panie Brzozowski! Każdy kij ma dwa końce :) Dobrze że pan to w końcu zauważył. Ktoś kto cały czas kogoś kopie może w końcu sam zostać kopniętym przez kopanego :) Bardzo trafne, bardzo... :) Jakieś wnioski na przyszłość :) ???

  • jad120262

    Oceniono 12 razy 12

    Lechia kupiła reprezentanta Polski, bohatera ostatnich zakończonych sukcesem meczów reprezentacji i jednego z najlepszych piłkarzy ekstraklasy - taki wizerunek mozna wykorzystywać. Kiedy Mila przychodził do Śląska był piłkarzem wracającym z niebytu. Panie Brzozowski przydałoby się trzymać faktów, nie własnych wyobrażeń.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX