Sport.pl

Nic nie może wiecznie trwać: Śląsk już wie jak smakuje porażka we Wrocławiu

Śląsk przegrał z Jagiellonią 0:1 i spadł na trzecie miejsce w tabeli. To pierwsza porażka wrocławian u siebie za kadencji trenera Pawłowskiego.
Gdyby w piłce nożnej liczyły się tylko statystyki, Śląsk mecz z Jagiellonią wygrałby w cuglach. Wrocławianie na bramkę rywali oddali 20 strzałów, w tym siedem celnych. Pięć kolejnych blokowali zawodnicy gości. To oznacza, że wrocławianie średnio "bombardowali" bramkę "Jagi" co 3,5 minuty. Mieli też zdecydowaną przewagę w posiadaniu piłki.

Rywal w kierunku bramki strzelał tylko dwukrotnie. Najpierw w 13. min, gdy po dośrodkowaniu Modelskiego bramkę strzałem głową zdobył Karol Mackiewicz. Rywal trafił do siatki Śląska, bo lotu piłki nie przecięli Celeban i Zieliński. Drugi celny strzał Jagiellonii też mógł skończyć się bramką. Ale Tomasz Hołota po strzale Mateusza Piątkowskiego wybił piłkę niemal z linii bramkowej. Poza tym większego zagrożenia pod bramką Śląska Jagiellonia nie stwarzała. Ale wygrała.

Śląsk grał bardzo ofensywnie, ale mało kombinacyjnie - akcje konstruował głównie prostymi środkami: dalekimi podaniami, z pominięciem linii pomocy, do braci Paixao. Po przerwie drużyna trenera Pawłowskiego tak zdominowała już rywali, że grała w ataku pozycyjnym, nie schodząc praktycznie z połowy gości. Problem w tym, że zawodziła w jednym z najważniejszych elementów gry - piłkarze byli makabrycznie nieskuteczni. Zawodnicy Śląska w żaden sposób nie mogli sobie poradzić z bramkarzem gości Krzysztofem Baranem.

Baran przeciwko Śląskowi bronił albo świetnie, albo szczęśliwie, jak w przypadku uderzenia Lukasa Droppy i przy dobitce Flavio Paixao, kiedy leżał już murawie, a Portugalczyk miał przed sobą pustą bramkę. I gola nie strzelił!

Trener Śląska zaskoczył, sadzając na ławce rezerwowych skrzydłowego Roberta Picha i wprowadzając młodego Kamila Dankowskiego. 18-latek był wyróżniającym się zawodnikiem Śląska. Szarpał, dochodził do sytuacji strzeleckich, uderzał na bramkę. Raz strzelił lekko i wprost w bramkarza, a przy drugim strzale piłka zatrzymała się na słupku. Ale ogólnie Dankowski bardzo pozytywnie zaskoczył.

Śląsk stworzył jeszcze kilka okazji do wyrównania. Najlepszą zmarnował rezerwowy Milos Lacny - jego strzał z pięciu metrów obronił Baran. Śląsk przegrał pierwszy mecz na własnym stadionie, od kiedy na ławce trenerskiej zasiada Tadeusz Pawłowski, i spadł na trzecią pozycję w lidze. Nowym wiceliderem została Jagiellonia, która przed tygodniem wygrała 3:1 w Warszawie z Legią.

Boiskowe statystyki nie muszą mieć przełożenia na końcowy wynik meczu. Ale matematyka jest nieubłagana, jeśli chodzi o tabelę. Śląsk w dwóch wiosennych meczach ligowych zdobył jeden punkt. Jagiellonia początek wiosny miała teoretycznie arcytrudny, gdyż przyszło jej grać na boiskach lidera i wicelidera - wygrała w Warszawie oraz we Wrocławiu i jest rewelacją początku rundy.

Śląsk - Jagiellonia 0:1 (0:1)

Bramka: 0:1 - Mackiewicz (13.)

Śląsk: Wrąbel - Zieliński, Celeban, Hołota, Dudu - Droppa (81. Pawelec), Hateley, Danielewicz (76. Lacny), F. Paixao, Dankowski (76. Pich) - M. Paixao

Jagiellonia: Baran - Straus, Tarasovs, Madera, Modelski - Pazdan (65. Romanczuk), Grzyb - Mackiewicz (59. Piątkowski), Gajos (77. Tymiński), Dzalamidze - Tuszyński.

Więcej o: