Korona - Śląsk 2:2. Ryszard Tarasiewicz: Czujemy niedosyt

- Piąty mecz bez porażki napawa optymizmem przed następnym spotkaniem - mówił po meczu ze Śląskiem trener Korony Kielce Ryszard Tarasiewicz
Śląsk zremisował w Kielcach z tamtejsza Koroną 2:2.

Spotkanie ocenił szkoleniowiec kieleckiej drużyny Ryszard Tarasiewicz: - Mogliśmy mieć cztery punkty więcej. Tak nie jest. Chociaż piąty mecz bez porażki napawa optymizmem przed następnym spotkaniem. Słowa uznania dla moich zawodników. Przy takiej dyspozycji i klasie przeciwnika, tracąc szybko bramkę, odpowiedzieliśmy bardzo ładnymi akcjami i prowadziliśmy do przerwy. Wiedzieliśmy, że Śląsk bardzo dobrze czuje się w ataku pozycyjnym, dlatego staraliśmy się grać wysoko i praktycznie przez całe spotkanie nie stworzyli sobie z akcji okazji bramkowej. Szkoda, że jesteśmy ubożsi o dwa punkty, jak w Bielsku-Białej.

- Nie odpowiem na pytanie, czy stracone bramki to wina naszego bramkarza. Tak bywa w piłce nożnej. Bramkarz to taka pozycja, że jak się popełni błąd - traci się gola. Kibic wołał do mnie, bym siedem minut przed końcem zmieniał bramkarza. Pomyślałem sobie: "O ty baranku...". On jest tego świadom, inni zawodnicy i my wszyscy. Jesteśmy zespołem - w mojej subiektywnej ocenie - w którym nie ma diametralnej różnicy w grze u siebie czy na wyjazdach. Chłopcy dobrze się czuli, wcześniejsze rezultaty dały im więcej pewności, wiary i jest nieźle. A mogło być lepiej.

- Wiemy, jakie popełniliśmy błędy, ale błędy w meczach będą zawsze. Trzeba je jak najbardziej minimalizować. Jest niedosyt, ale wiemy jakie. Luis Carlos - podkręcony staw skokowy, nie naderwana torebka stawowa, ale 48 godzin da nam więcej odpowiedzi. Większość trenerów chce, by zespół szybko przenosił ciężar gry z lewej na prawą i odwrotnie. Kwestia tylko, kiedy to zrobić i czy zawodnicy wygrają pojedynek na skrzydłach. Czy mają wystarczająco dynamiki, nawet kosztem techniki. Dziś dobrze wyglądały nasze skrzydła. Nawet po zejściu Carlosa utrzymaliśmy dynamikę w bocznych sektorach - zakończył trener Korony.