Po kolejnym meczu piłkarzy Śląska we Wrocławiu: Pusto, nudno, smutno

Śląsk tylko bezbramkowo zremisował u siebie z Podbeskidziem. Przed meczem trener Tadeusz Pawłowski zadeklarował, że Śląsk walczy o mistrzostwo Polski, ale gra tak, jakby bronił się przed spadkiem.
- Celem na rundę wiosenną jest pierwsza ósemka. Zagwarantuje nam ją 40 punktów. Chcemy zdobyć je jak najszybciej, wtedy z piłkarzy spadnie ciężar - mówił niedawno trener Tadeusz Pawłowski. Przed meczem z Podbeskidziem szkoleniowiec zmienił punkt widzenia i pierwszy raz publicznie przyznał, że jego zespół gra o mistrzostwo.

Ale na razie Śląsk nie może być jeszcze pewnym gry w grupie mistrzowskiej. Do końca pierwszej części sezonu pozostały cztery kolejki. Przy wyjątkowo niekorzystnych wynikach wrocławianie mogą nawet znaleźć się w grupie spadkowej. A z taką grą, jaką Śląsk zademonstrował w meczu z Podbeskidziem, nie jest to niemożliwe.

To, że Śląsk zagrał słabo, przyznał po meczu sam Pawłowski, który swojej drużyny zwykle nie krytykuje. - Być może był to najsłabszy mecz za mojej kadencji - powiedział.

Gra Śląska była kiepska. Wrocławianie co prawda atakowali, ale i tym razem nic z tego nie wynikało. Ich akcje były bardzo chaotyczne, bezmyślne. Przez sporą część meczu piłkarze Śląska sprawiali wrażenie, jakby nie mieli pomysłu na budowanie groźnych akcji i wygranie meczu.

Do składu Śląska po ponadmiesięcznej przerwie wrócił bramkarz Mariusz Pawełek. I to jedyny pozytywny element sobotniego meczu. Obecność doświadczonego golkipera była wyraźnie zauważalna - nie tylko bronił pewnie, ale dyrygował defensywą Śląska, czego w ostatnich spotkaniach ewidentnie brakowało.

Po raz kolejny zawiedli gracze ofensywni na czele z braćmi Paixao i Robertem Pichem. W meczu z Podbeskidziem każdy z nich miał przynajmniej po jednej dobrej okazji do zdobycia bramki. Ale bez efektów.

Najbliżej zdobycia bramki był wprowadzony na ostatni kwadrans meczu rezerwowy napastnik Milos Lacny. Choć na boisku przebywał krótko, zdążył stworzyć dwie groźne sytuacje, ale piłka po jego strzale głową zatrzymała się na słupku. Lacny spotkania nie dokończył. Dwukrotnie niebezpiecznie atakował wślizgiem, za co zobaczył dwie żółte kartki, a w konsekwencji czerwoną.

Nie dość, że mecz był słaby, to oglądało go zaledwie 8 tys. widzów. Na 43-tysięcznym stadionie wyglądało to fatalnie. 

Śląsk - Podbeskidzie 0:0

Śląsk: Pawełek - Zieliński, Celeban, Pawelec, Dudu - Hateley, Hołota, F. Paixao, Grajciar (71. Danielewicz), Pich (76. Lacny) - M. Paixao.

Podbeskidzie: Zajac - Tomasik, Konieczny, Stano, Górkiewicz - Iwański, Deja, Chmiel (87. Malinowski), Sokołowski - Śpiączka (72. Demjan), Korzym (62. Chrapek).

Czerwona kartka: Lacny (87. za drugą żółtą).