Albański piłkarz Sebino Plaku oskarża: Byłem niewolnikiem Śląska

Sebino Plaku jako zawodnik Śląska Wrocław

Sebino Plaku jako zawodnik Śląska Wrocław (Fot. Mieczysław Michalak / Agencja Gazeta)

- W Śląsku chcieli mnie złamać. Prezes Żelem nieustannie mnie niszczył. Byłem jak niewolnik - mówi Albańczyk Sebino Plaku, do niedawna piłkarz wrocławskiego Śląska
Przemysław Mamczak: Przez wiele miesięcy odmawiał pan rozmów z dziennikarzami.

Sebino Plaku: Wcześniej chciałem, ale nie mogłem rozmawiać. Za krytyczne wypowiedzi o Śląsku zostałbym ukarany, gdyż taki miałem zapis w kontrakcie. Teraz mój kontrakt ze Śląskiem został rozwiązany. Dlatego mogę i chcę opowiedzieć prawdę. Przez ostatnie miesiące pisano o mnie, przedstawiając tylko w złym świetle. Podkreślano, że dużo zarabiam, a jestem w fatalnej formie. Ale to była wersja klubu. Chcę, aby ludzie zobaczyli moją stronę wydarzeń.

Trenerzy Śląska narzekali na pana dyspozycję, i to opisywały media.

- Może byłem w nieco słabej formie. Nie grałem jak wcześniej, nie strzelałem bramek. Nie chcę, aby zabrzmiało to jak usprawiedliwienie, ale miałem wtedy bardzo poważne problemy osobiste. Moja żona była w ciąży i poroniła. Psychicznie byliśmy zdruzgotani. To był kwiecień 2014 roku, wtedy przyszedł do mnie prezes Śląska Paweł Żelem i powiedział: "Sebino, wiemy o twoich rodzinnych problemach. Jeśli możemy ci w czymś pomóc, pamiętaj, że zawsze możesz na nas liczyć. Chcemy, abyś wrócił do wysokiej formy. Liczymy na ciebie". Zapewniłem go, że zrobię wszystko, aby wrócić do wielkiej formy.

Tak się nie stało.

- Na początku tego sezonu złapałem kontuzję. Miałem problem z kolanem, potem z kostką. Śląsk postanowił to wykorzystać. Pod koniec sierpnia, na cztery dni przed zamknięciem okienka transferowego, prezes Żelem poprosił mnie do gabinetu. I powiedział wprost: "Nie chcę cię więcej w zespole. Wypłacimy ci pięć pensji, ale w ciągu czterech dni masz opuścić zespół".

Prezenty od Gazety Wyborczej

Jak pan zareagował?

- Chciałem grać w Śląsku, walczyć o miejsce w zespole. Poza tym żona zaszła w kolejną ciążę i lekarze zalecali, aby do rozwiązania nie przemieszczała się. Dlatego zależało mi, aby pozostać we Wrocławiu przynajmniej do narodzin dziecka. Podczas rozmowy zapytałem prezesa, czy mam jakieś inne wyjście.

Co odpowiedział?

- Prezes Żelem zaproponował mi obniżkę pensji o połowę. I zaznaczył: "Na podjęcie ostatecznej decyzji masz 20 minut". Na stole leżał już wydrukowany aneks do kontraktu. Byłem zaskoczony, zdezorientowany. Nie wiedziałem, co powiedzieć. Uznałem jednak, że obniżka kontraktu była za duża. Nie mogłem tego zaakceptować.

W Śląsku zarabiał pan około 40 tysięcy miesięcznie, a kontrakt miał obowiązywać jeszcze przez dwa lata. Gdyby zaakceptował pan cięcia, straciłby pół miliona złotych.

- Nie chcę mówić o zarobkach. Chcę tylko zwrócić uwagę na propozycję obniżenia zarobków aż o połowę. Naprawdę na tak duże cięcia nie mogłem się zgodzić.

Jak zareagował prezes Żelem? 

- Nerwowo. Zaczął mnie straszyć. Powiedział, że będę miał indywidualne treningi, dodatkowe zadania marketingowe. Stwierdził, że będę trenował dzieci, a jeśli otrzymam jakąś ofertę z innego klubu, to on zablokuje mój transfer. Kilka razy podejmowałem próby zawarcia ugody ze Śląskiem, jednak za każdym razem prezes Żelem nie chciał ze mną rozmawiać. Odczuwałem, że mnie lekceważy. Potem pojawiły się kolejne problemy. Pensję wynikającą z kontraktu otrzymywałem z dwu- lub trzymiesięcznym opóźnieniem. Prezes Żelem po wypłaceniu mi pensji proponował jedynie, abym zrezygnował z kolejnych wypłat, a w zamian będę mógł odejść ze Śląska, opuścić klub. Nie zgodziłem się.

Co wydarzyło się później?

- Zostałem odsunięty od pierwszego zespołu i musiałem trenować indywidualnie. Treningi zaczynałem o godzinie 8 rano, ale na stadionie przy ul. Oporowskiej musiałem meldować się o godz. 7.15. Plany treningowe otrzymywałem od trenera Łukasza Becelli, zawsze z dopiskiem: "zbiórka 45 minut przed treningiem". Każdego dnia miałem trzy sesje treningowe.

Dlaczego musiał pan meldować się już po 7 rano?

- Trener Becella powiedział, że w tym czasie mogę się przygotować do zajęć i skorzystać z masażu czy z porady lekarza. Ale po godz. 7 w klubie nie było nikogo. Tylko ja. Nie było masażystów ani lekarza. Trener przychodził na ósmą. Dzień zaczynałem od biegania z trenerem Markiem Kowalczykiem. Każdego dnia szliśmy z budynku klubowego do parku Grabiszyńskiego, gdzie musiałem przebiec 10 kilometrów, praktycznie zawsze tą samą trasą. Nie mogłem urozmaicić sobie ćwiczeń i zmienić miejsca. Zawsze musiałem biec tymi samymi ścieżkami.

Jak wyglądały kolejne treningi?

- Pierwsze zajęcia kończyły się około 10.30. Brałem prysznic, jechałem do domu, aby coś zjeść. Bo o 12.15 znów musiałem meldować się w klubie. Jednak przerwa między treningami często była tak krótka, że nie miałem wyjścia i musiałem zostać w klubie. Wtedy jadłem coś w korytarzu czy w szatni. Przerwy między kolejnymi zajęciami były równie krótkie, tak że zazwyczaj nie miałem czasu, aby wrócić do domu. Wtedy na kolejny trening czekałem, siedząc w klubie lub w swoim samochodzie. Następne zajęcia miały charakter treningu z dziećmi bądź ćwiczeń w siłowni.

Jednym z elementów szkoleniowych były pana zajęcia z dziećmi. Prowadził pan ich treningi?

- Nie. Praca z młodymi piłkarzami nie polegała na prowadzeniu treningów, tylko zagrzewaniu ich do walki. Stałem z boku boiska, klaskałem i pokrzykiwałem. A rodzice dziwili się i pytali, o co tu chodzi. Byli zaskoczeni, że profesjonalny piłkarz Śląska przychodzi na zajęcia i nie prowadzi treningów, tylko dopinguje dzieciaki jak kibic. Dziwił ich charakter tej akcji marketingowej Śląska, gdyż piłkarze się nie zmieniali. Zawsze pojawiał się tylko jeden i zawsze ten sam - Plaku.

Po tym wszystkim miał pan jeszcze trzeci trening.

- Na koniec dnia ćwiczyłem z rezerwami Śląska. Trzy razy w tygodniu, mając już w nogach 10 kilometrów biegu i półtorej godziny ćwiczeń w siłowni. Nawet w dniu meczu biegałem rano te 10 kilometrów. Do dziś nie mogę w to uwierzyć, że ktoś wymyślił taki absurdalny cykl treningowy - rano 10 kilometrów biegu, a kilka godzin później grałem w meczu rezerw Śląska. 

W rezerwach strzelał pan bramki.

- Tak, w sparingach czy meczach trzeciej ligi strzelałem trochę bramek. Nawet trzy czy dwa gole w czasie krótkiego pobytu na boisku, bo często wchodziłem z ławki rezerwowych. Pamiętam jeden mecz, w którym strzeliłem dwa gole i zostałem zmieniony. Zapytałem wtedy trenera Piotra Jawnego, dlaczego zdjął mnie z boiska, a ten przyznał: "Jeśli strzeliłbyś jeszcze jednego gola, to miałbym w klubie spore problemy".

A zadania marketingowe prowadzone dla Śląska, które były jednym z elementów treningu?

- Rozdawałem gazetki klubowe na wrocławskim Rynku albo w galerii handlowej Magnolia.

Przedstawiciele Śląska podkreślali, że indywidualne treningi mają umożliwić panu powrót do dawnej formy i grę w pierwszej drużynie.

- Czy byłoby to możliwe przy tak ciężkich obciążeniach? Chyba żaden piłkarz w historii Śląska nie trenował tak dużo jak ja. Widziałem, że dla niektórych trenerów prowadzących ze mną zajęcia ta sytuacja nie była komfortowa. Tak po ludzku było im po prostu głupio. Nie chcę im zaszkodzić i nie powiem, o kogo chodzi, ale widziałem, że oni mają tego wszystkiego już dość. Nie znęcaliby się nade mną, gdyby nie wymagali tego od nich przełożeni.

Szefowie i trenerzy Śląska wierzyli, że treningi przywrócą pana do dobrej formy? Czy raczej Śląsk chciał pana złamać, aby zgodził się pan rozwiązać kontrakt na ich warunkach?

- Jestem przekonany, że chcieli mnie złamać. Byłem jak niewolnik. Wychodziłem z domu przed godz. 7, a wracałem po 21. Tylko niedziele miałem wolne. Nigdy nie czułem, że ciężko pracuję po to, aby wrócić do gry w pierwszym zespole Śląska.

To mocne oskarżenia.

- Nikt poza mną bez względu na formę nigdy nie był traktowany tak źle jak ja. Byłem drastycznie karany pod byle pretekstem. Raz spóźniłem się osiem minut na zbiórkę przed treningiem, na zbiórkę, nie na trening. Do treningu miałem jeszcze 37 minut. Otrzymałem za to 20 tys. zł kary. W pierwszym zespole zawodnicy za dziesięć minut spóźnienia płacą 20 zł kary. Gdy rano, wychodząc z szatni, spóźniłem się o kilkanaście sekund, trener Kowalczyk straszył mnie: "Sebino, jest 8.01, możesz być za to ukarany. Tu są kamery".

Podobno Śląsk nałożył na pana jeszcze inne kary.

- Drugą karę otrzymałem w dziwny sposób. Znów wlepiono mi 20 tys. zł grzywny za to, że zostałem wezwany do Warszawy na posiedzenie Izby ds. Rozwiązywania Sporów Sportowych przy PZPN. Tam złożyłem wniosek o rozwiązanie kontraktu z winy Śląska. W mailu napisałem do Śląska, że zostałem wezwany do Warszawy do PZPN. Kiedy następnego dnia wróciłem do Wrocławia, dowiedziałem się, że za nieobecność na porannym treningu biegowym czeka mnie kara. W piśmie podpisanym przez prezesa Żelema zaznaczono: "Powszechnie wiadomo, że biuro klubu pracuje do godziny 17.00, a wiadomość mailowa została wysłana po 19". Nieobecność na treningu następnego dnia rano była więc nieusprawiedliwiona". Co ciekawe, Śląsk informacje o moich tygodniowych planach treningowych przesyłał mailami, choćby w niedzielę o godz. 22.30. I następnego dnia o 7.15 musiałem być w klubie.

Sugeruje pan, że to efekt działań prezesa Żelema.

- Miesiąc przed wyjazdem na święta piłkarze dostali rozpiskę treningów. Ja dostałem taką rozpiskę jako ostatni. Gdy wcześniej pytałem szkoleniowców o plan treningów, odpowiadali mi: "Jeszcze ich nie mamy, gdyż prezes Żelem jest w Turcji". Zaskakujące i dziwne, prawda? Bo co prezes Śląska ma do planów treningowych jakiegoś tam piłkarza? To prezes je ustala?

Konflikt był poważny i skierował pan sprawę do rozstrzygnięcia przez Izbę ds. Rozwiązywania Sporów Sportowych przy PZPN.

- Nigdy nie chciałem sądzić się ze Śląskiem. Mam wspaniałe wspomnienia z klubu: fanatyczni kibice, świetni koledzy z drużyny. Było normalnie, dopóki do klubu nie przyszedł nowy prezes. Pod koniec lutego otrzymałem informacje, że prezes Żelem ma nową propozycję. Chciał rozwiązać kontrakt i zapłacić mi z góry, ale za jedynie ostatnich sześć dni lutego. W zamian za to miałem milczeć. W porozumieniu znalazł się zapis, że nigdy nie powiem prawdy o tym, jak to wszystko wyglądało.

I co?

- Nie zgodziłem się. Dlaczego miałbym ukrywać to, co zrobili ze mną? Przecież pan Żelem, pod osłoną klubu, nieustannie mnie niszczył. Próbował złamać. Z pomocą Boga i rodziny wytrzymałem to. Prezesowi nie udało się mnie zniszczyć.

Prezes Żelem miał zadanie wyciągnąć Śląsk z długów i szukał oszczędności.

- W Śląsku wprowadzono cięcia, pozbywano się tzw. kominów płacowych i najlepiej zarabiających piłkarzy. Kiedyś prezes Żelem powiedział mi, że według sztabu szkoleniowego moja wartość spadła o połowę. Dlatego moja pensja powinna zmaleć o połowę. Kiedyś wszedłem do pokoju, gdzie siedzieli trenerzy: Pawłowski, Becella, Barylski i Czajka. Zapytałem trenera Pawłowskiego, czy naprawdę uważa, że moja piłkarska wartość spadła aż o 50 procent? Pawłowski zaprzeczył, że coś takiego powiedział.

Rozmawiał pan o swojej sytuacji z trenerem Pawłowskim? 

- Trener powiedział, że mam miejsce w drużynie, ale muszę o nie walczyć. Później jednak zawiodłem się na nim. Zabolało mnie, gdy w wywiadzie powiedział, że Śląsk robi wszystko, aby doprowadzić mnie do jak najlepszej formy. Przecież on wiedział, jak naprawdę wyglądają moje treningi. Wiedział, że każdego dnia biegam. 10 km po parku, że coś tam robię z dziećmi. Wiedział, że to nie było dla mojego dobra. Zdawał sobie sprawę, że dzięki tym zajęciom nie miałem wrócić do pierwszego zespołu. Wszystko robiono celowo, aby mnie złamać. Żaden trener nie rozpisałby tak ciężkich treningów. W Śląsku wiedzieli, że te mordercze ćwiczenia miały mnie złamać. A do mediów przekazywano tylko jedną informację - Plaku jest w fatalnej dyspozycji. Teraz wiem, że od początku taki był plan prezesa Żelema. 

Jak reagowali piłkarze, ktoś próbował się za panem wstawić?

- Sebastian Mila powiedział mi, że próbują mnie złamać i muszę być silny. "W Polsce takie rzeczy zdarzały się już wcześniej" - tłumaczył mi. Nigdy nie spotkałem się z takim traktowaniem. Słyszałem tylko, że w Polsce nazywa się to "Klub Kokosa".

Ale pod koniec lutego Izba ds. Rozwiązywania Sporów Sportowych nie przyjęła pana argumentów i rozwiązała pana kontrakt ze Śląskiem bez orzekania o winie.

- To zaskakująca decyzja, której się nie spodziewałem. Nie ma winnych, a ja zostałem bezrobotny. Będę się odwoływał.



Komentarze (27)
Albański piłkarz Sebino Plaku oskarża: Byłem niewolnikiem Śląska
Zaloguj się
  • eend

    Oceniono 54 razy 42

    Nie ma żadnego znaczenia jaki był Plaku. Znaczenie ma ewidentny, klasyczny mobbing za który szanowny prezio może a właściwie powinien beknąć. Dobry prawnik, dobrze rozpisany pozew i prezio będzie musiał płacić sowite odszkodowanie za takie traktowanie KONTRAKTOWEGO PRACOWNIKA KLUBU. Polak burak nie mając pojęcia o zarządzaniu bierze się za "diądzenie" klubem piłkarskim i nie widzi żadnej prawnej a więc legalnej możliwości rozwiązania umowy o pracę. Debil. Na miejscu Plaku za niewielkie pieniądze wynająłbym prawnika który jeszcze na tym nieźle zarobi. Sądzę, że gra jest warta świeczki a i sprawa jeżeli stanie się znana może stanowić memento dla podobnych burasów prezesów którzy łamią prawo.

  • his_dudeness

    Oceniono 54 razy 40

    Podpisali słabego gracza za pensję gracza dobrego i potem chcieli ją rozwiązać.
    Nikt nie ma wątpliwości, że Plaku nie był warty swojej pensji, no ale ktoś mu ten kontrakt zaoferował i podpisał - klub.

  • zbychn61

    Oceniono 169 razy 21

    Co to za niewolnik, który w każdej chwili mógł "wyrwać" się na wolność i nie chciał z tego skorzystać, bo 40 tyś za bieganie po parku to niezła pensja. Lenistwo i jeszcze raz lenistwo charakteryzuje tego gracza. 20 tyś to i tak za dużo jak na jego poziom sportowy, a jemu było mało.

  • noriakikassai

    Oceniono 99 razy 15

    Wygląda to tak, że cały ten Śląsk Wrocław to taka firemka z nawykami jak z bazaru. Obrażanie się, robienie po złości, propozycje nie do odrzucenia. Z czym oni chcą iść podbijać Europe?
    Niezależnie czy piłkarz jest leń czy pracowity, nie ważne czy mówi prawdę czy nie. Umowę podpisaną trzeba respektować jak chce się uchodzić za poważnego partnera.
    Prezes chce zaoszczędzić? bardzo dobrze! niech sobie najpierw obetnie pensje, sprzeda samochód i zacznie jeździć tramwajem a potem może zacząć gadać o obniżkach z kadrą.

  • above82

    Oceniono 99 razy 13

    Biedny "piłkarz" musiał trenować i to było takie straszne, a ja właśnie jestem za tym by takich leni bez formy gonić bo małych pieniędzy nie zarabiają. Z obecnej kadry Śląska już się wyłaniają następni do zapierdzielania klub płaci to wymaga proste .

  • zbycholik

    Oceniono 41 razy 11

    Czy "Śląsk" Wrocław jest we władaniu jakiejś mafii...? Panie Prezesie Żelem, kto tam Pana wstawił...?

  • takisobiejac

    Oceniono 36 razy 10

    Bo to Polska właśnie...
    wystarczy wygooglować sobie gębę tego Żelema i od razu widać, że cham i burak.

    Szkoda, bo gra Sebino mi się podobała. Miał chłopak fantazję. Ale go zgnoili.

  • bokaj

    Oceniono 8 razy 8

    Można człowieka gnoić, można go mobilizować.
    To drugie trudniejsze, bo wymaga profesjonalizmu trenerskiego, umiejętności współpracy.
    To pierwsze polega tylko na chamskim poganianiu - można zaspokoić swoją potrzebę władzy i dominowania, co każdy cham ma we krwi.
    Zakontraktowali gościa jako piłkarza, a nie roznoosiciela gazetek.
    Część komentarzy pokazuje, że dalej jesteśmy w Azji - Europa dąży do profesjonalizmu. Gdyby w takiej Borussii prezes w ten spozób traktował piłkarzy, to Kuba dawno zamiatałby szatnię i kibicował dzieciom.
    Jak taki stl zarządzania mamy w klubach, to nie dziwota, że jesteśmy piłkarskim 3 światem. Jaka tam musi być atmosfera? Czego inni piłkarze mogą się spodziewać obserwując taką sytuację kolegi? Jaką tymi metodami można wyzwolić motywację?

  • zostawciemniewspokoju

    Oceniono 13 razy 5

    Szmaty same go kupiły, same mu dały ten kontrakt. A potem, po wrocławsku, z gestem: spiertego kolego.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

LOTTO Ekstraklasa 2017/18

lp. Drużyna M Pkt Br. Zw. R Por.
1 Legia Warszawa 37 70 55-35 22 4 11
2 Jagiellonia Białystok 37 67 55-41 20 7 10
3 Lech Poznań 37 60 53-34 16 12 9
4 Górnik Zabrze 37 60 68-54 16 12 9
5 Wisła Płock 37 57 53-45 17 6 14
6 Wisła Kraków 37 55 51-42 15 10 12
7 Zagłębie Lubin 37 52 45-42 13 13 11
8 Korona Kielce 37 49 49-54 12 13 12
9 Cracovia Kraków 37 50 51-52 13 11 13
10 Śląsk Wrocław 37 50 50-54 13 11 13
11 Pogoń Szczecin 37 45 46-54 12 9 16
12 Arka Gdynia 37 43 46-48 11 10 16
13 Lechia Gdańsk 37 39 46-58 9 13 15
14 Piast Gliwice 37 37 40-48 8 13 16
15 Bruk-Bet Termalica 37 36 39-66 9 9 19
16 Sandecja 37 33 34-54 6 15 16

  • Grupa mistrzowska
  • Grupa spadkowa