Właściciele piłkarskiego Śląska zapowiadają: Za dwa, trzy lata chcemy zagrać w Lidze Mistrzów!

Współwłaściciele piłkarskiego Śląska potwierdzili, że chcą kupić cały klub i rozwijać go ?po wrocławsku i po polsku?. - Mamy ambicję, żeby Śląsk grał w Lidze Mistrzów, i w ciągu dwóch, może trzech lat to się uda - przekonywali.
Przedstawiciele Wrocławskiego Konsorcjum Sportowego, posiadający 51 procent akcji Śląska, podczas piątkowej konferencji prasowej oficjalnie potwierdzili, że chcą odkupić od gminy Wrocław pozostałe 49 procent akcji klubu. Tym samym planują zostać właścicielami stu procent akcji klubu.

Wizja rozwoju Śląska: "Po wrocławsku i po polsku"

- Wiemy, że miasto chce sprzedać swoje akcje, a my jesteśmy gotowi je kupić - mówił Stanisław Han, prezes firmy Hasco-Lek, jeden z udziałowców Konsorcjum.

Jednak akcjonariusze pytani o wizję, plan rozwoju Śląska odpowiadali ogólnikami, bez konkretów.

Han tłumaczył: - Chcemy rozwijać klub po wrocławsku i po polsku. Mamy ułożony plan, ale nie powiem dokładnie jaki, bo wtedy wszyscy z zewnątrz będą wiedzieli, jaki mamy pomysł na rozwój Śląska. Na stadionie podczas meczów musi być minimum 20-30 tys. ludzi i nad tym pracujemy. Planujemy rozwój Śląska dla dobra nas, mieszkańców Wrocławia i Dolnego Śląska. Takie miasto jak Wrocław musi mieć zdrową drużynę - przekonywał Han.

Właściciele Wrocławskiego Konsorcjum Sportowego odrzucili możliwość odsprzedania swoich akcji innym inwestorom. Nie sprzedadzą ich Grzegorzowi Ślakowi, który chce kupić sto procent akcji, czy Andrzejowi Kucharowi - ten zastrzegł, że rozważyłby możliwość zainwestowania w Śląsk, gdyby mógł kupić większościowy pakiet akcji.

Kierunek Liga Mistrzów

Inny ze współwłaścicieli Konsorcjum Rafał Holanowski z Supra Invest SA dodawał: - Aby klub i stadion zarabiał, myślimy o muzeum klubu, o giełdzie samochodowej, o bardzo wielu obszarach działalności, co pozwoli gonić budżety naszych rywali. Mamy ambicję, żeby Śląsk grał w Lidze Mistrzów, i mam nadzieję, że w ciągu dwóch, może trzech lat to się uda - rozmarzył się Holanowski.

Znaczną część konferencji Han, Holanowski oraz prezes Śląska Paweł Żelem poświęcili "Wyborczej" oraz byłym właścicielom Śląska. Winę za trudną sytuację klubu kolejny już raz zrzucono na minioną ekipę zarządzającą Śląskiem. Natomiast "Wyborczej" zarzucano, że wbrew temu, co napisaliśmy, Śląsk wcale nie znajduje się w "trudnej sytuacji finansowej".

Han: - Kiedy przejmowaliśmy klub, był on mocno zadłużony. Praktycznie długi sięgały od 2011 r. Te długi należało uporządkować, część spłacić i wyprowadzić klub na prostą. Planowaliśmy i planujemy rozwój Śląska, bo utożsamiamy się z klubem i Wrocławiem.

Z kolei Holanowski przekonywał: - Mimo obniżonej dotacji z miasta potrafiliśmy utrzymać klub, nie zadłużając go na nowo, i jednocześnie spłacić 15 mln zł długu. Czujemy się dotknięci tym, że przedstawia się nas jako osoby niezainteresowane rozwojem klubu.

Pod prądem

Prezes Śląska Paweł Żelem nie odniósł się bezpośrednio do informacji o tym, że Śląsk zalegał z opłatami za ochronę podczas meczów czy opłatami za energię elektryczną, tylko apelował do dziennikarzy: "Możecie sprawdzić w gniazdkach, że nie mamy z tym problemu i nigdy nie będziemy mieli".

Prąd był.

Żelem odniósł się także do faktu, że piłkarze nie otrzymali ostatnio całej pensji - co opisywały także inne media - i tłumaczył się, że w minionym miesiącu dostali pieniądze. Potem mało konkretnie zaznaczał, że "w tym miesiącu, w uzgodnieniu z radą drużyny, ustaliliśmy harmonogram wypłat".

Żelem przekonywał, jak świetnie ma się klub, którym zarządza. Problem w tym, że jego zapewnienia nie brzmiały zbyt wiarygodnie, gdyż Rafał Holanowski równocześnie przyznał, że właśnie teraz Stanisław Han musiał ratować Śląsk. - Pożyczył dodatkowo klubowi 2 mln zł, żeby ten mógł regulować bieżące zobowiązania - podkreślał Holanowski.

Wszystko wskazuje, że z pieniędzy pożyczonych od Stanisława Hana Śląsk spłaci zaległe rachunki oraz wypłaci pensje piłkarzom. Czyli informacje o problemach finansowych Śląska, publikowane m.in. w "Wyborczej", nie mijały się z prawdą.

Mimo to prezes Żelem narzekał na nasze publikacje i podsumował je słowami: - Autor manipuluje opinią publiczną i kibicami. Według mojej oceny pluje na klub i na naszą pracę - zakończył.

ARTUR BRZOZOWSKI KOMENTUJE: MIŚ

Prezes i współwłaściciele Śląska twierdzą, że w klubie jest wspaniale, nie ma żadnych problemów finansowych. Ale po chwili przyznają, że jeden z udziałowców musiał właśnie pożyczyć dwa miliony złotych, aby klub mógł funkcjonować. Aż chce się zapytać: Jeżeli jest tak dobrze, to dlaczego jest tak źle?

Kuriozalną całość uzupełniają plany o grze w Lidze Mistrzów. Za trzy, może już za dwa lata. Niedawno o grze w Lidze Mistrzów w ciągu trzech lat mówił Wojciech Stawowy, trener Widzewa Łódź. Klubu w zasadzie skazanego na degradację do II ligi.

Niestety, misterny plan ataku Śląska na Ligę Mistrzów psują niektórzy niewdzięczni dziennikarze, którzy - według prezesa Żelema - "plują na klub".

Przy takich argumentach merytoryczna dyskusja o sytuacji Śląska nie ma większego sensu. Bardziej wygląda to na komedię, kabaret.

Zdarzenia w Śląsku przypominają niektóre sceny z kultowego filmu Stanisława Barei "Miś". W "Misiu" prezes klubu sportowego Tęcza miał w swoim gabinecie szafę ze specjalnie zamontowanym magnetofonem. Każdy sportowiec, trener czy pracownik klubu mógł wejść do gabinetu i powiedzieć czy zaśpiewać coś do szafy.

I mówili oraz śpiewali: "Czasem, aż oczy bolą patrzeć, jak się przemęcza, dla naszego klubu, prezes Ochódzki Ryszard, naszego klubu Tęcza. Ciągle pracuje! Wszystkiego przypilnuje i jeszcze inni, niektórzy wtykają mu szpilki. To nie ludzie - to wilki! Łubu dubu, łubu dubu, niech żyje nam prezes naszego klubu. Niech żyje nam".

A zawodniczki do szafy opowiadały: "Warunki na zgrupowaniach miałyśmy bardzo dobre! Wszystko to zasługa naszego prezesa i nie jest prawdą, że nad łóżkami dach przeciekał! Szczególnie, że prawie nie padało! Prezes dba o nas jak ojciec najlepszy!"

PRL-owski prezes Ochódzki jest uniwersalnym symbolem działacza sportowego. Czy prezes Żelem w swoim gabinecie zainstalował już szafę z magnetofonem?