Sport.pl

Śląsk w Poznaniu miał się potwierdzić powrót do dobrej formy. Skończyło się wielkim rozczarowaniem

Śląsk przegrał w Poznaniu z Lechem 0:2, co było najniższym wymiarem kary. Wrocławianie zagrali słabo, a w drugiej połowie zostali zdeklasowani przez rywali
W minionej kolejce Śląsk przełamał serię dziesięciu meczów bez wygranej i pokonał 3:0 Lechię Gdańsk. Mecz z Lechem miał pokazać, czy zwycięstwo było początkiem dobrej passy wrocławskiej ekipy, czy jednostkowym przypadkiem.

Przeciwko Lechowi trener Tadeusz Pawłowski desygnował do gry identyczny skład jak na Lechię. Ale efekt był bardzo mizerny. Śląsk jedynie do przerwy prowadził wyrównaną grę z Lechem. Początkowo to nawet wrocławianie byli groźniejsi, próbując ataków na bramkę rywali. Ale efektów tego nie było. Z upływem czasu obie drużyny zaczęły prezentować się mizernie i pojedynek, zapowiadany jako hit 29. kolejki ekstraklasy, był wielkim rozczarowaniem.

Wszystko odmieniło się po przerwie. Niestety, odmieniła się tylko jedna drużyna - Lech. W drugiej połowie poznański zespół dosłownie znokautował Śląsk. Rywale cały czas dynamicznie i niekonwencjonalnie atakowali, co chwilę stwarzając zagrożenie pod bramką Mariusz Pawełka. Zepchnięty do głębokiej defensywy Śląsk rozpaczliwie się bronił, nie mógł wyjść z własnej połowy. Dominacja Lecha była ogromna.

Pierwszą bramkę dla przeciwników - po kapitalnym dośrodkowaniu Barry'ego Douglasa - zdobył Fin Kasper Hamalainen. Później Lech miał mnóstwo kolejnych okazji bramkowych, uderzali: Kownacki, Pawłowski, Lovrencsics. Ale świetnie bronił Pawełek, raz piłka trafiła w słupek, a w innej akcji piłkę z pustej bramki wybił Ostrowski. Śląsk nie istniał, był całkowicie bezradny.

W tej części meczu wrocławianie stworzyli jedną okazję - Machaj strzelał z rzutu wolnego, ale piłka odbiła się od poprzeczki. A na pięć minut przed końcem gry wszystko było już jasne - fiński stoper Paulus Arajuuri głową posłał piłkę do siatki Śląska i było po meczu.

- Zabrakło nam trochę jakości - analizował po meczu trener Śląska Tadeusz Pawłowski. - Po odzyskaniu piłki za szybko ją wyprowadzaliśmy i w ten sposób zaliczaliśmy sporo strat. Mówiłem chłopcom już w przerwie, by nie biegali w jednym kierunku. Obrona Lecha stała bardzo wysoko i zabrakło nam jakości w środku pola, by się przez nią przebić. To było decydującym czynnikiem. Szybko pozbywaliśmy się piłki, zbyt szybko. A Lech zdecydowanie po przerwie przyspieszył grę, miał za dużo wolnego miejsca - mówił.

Śląsk może się cieszyć, że w Poznaniu udało mu się uniknąć pogromu. A przedstawiciele klubu powinni przestać mówić o ciągłym pechu. Bo gdy w dwunastu meczach wygrywa się zaledwie raz, to już nie jest pech. To po prostu słabość.

Lech - Śląsk 2:0 (0:0)

Bramki: 1:0 - Hamalainen (59), 2:0 - Arajuuri (83)

Lech: Gostomski - Kędziora, Arajuuri, Kamiński, Douglas - Trałka, Linetty - Lovrencsics (72. Formella), Hamalainen (90. Zulciak), Pawłowski (87. Keita) - Kownacki

Śląsk: Pawełek - Zieliński, Celeban, Pawelec, Ostrowski - Danielewicz (72. Hateley), Hołota - F. Paixao, M. Machaj (84. Dankowski), Pich (73. Lacny) - M. Paixao

Więcej o:
Komentarze (2)
Śląsk w Poznaniu miał się potwierdzić powrót do dobrej formy. Skończyło się wielkim rozczarowaniem
Zaloguj się
  • zbychn61

    Oceniono 3 razy 1

    Słabość to ma chyba osoba, która dopuszcza te Wasze pseudo dziennikarskie artykuły o Śląsku. Mecz nie był specjalnie piękny, ani też słaby. W pierwszej połowie przeważał Śląsk, w drugiej Lech. Skorża w wywiadzie stwierdził, że Śląsk przesadził z włożonymi siłami w pierwszej połowie i ustawił zespól tak, aby to wykorzystać co się udało. Tyle w temacie tego niby pogromu i słabej gry zespołu.

  • janusz57-51

    0

    A gdzie był PAN trener od JUNIORÓW liczył KASĘ czy cuś ?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX