Śląsk zagra w eliminacjach do Ligi Europy: Jak nie stracić na tym sukcesie

Piłkarze Śląska w lidze odnieśli sukces - awansowali do pucharów i zagrają w eliminacjach Ligi Europy. Oby ta rywalizacja nie okazała się dla wrocławskiego klubu pocałunkiem śmierci
Śląsk zakończył sezon na czwartym miejscu, co zapewniło mu grę w Lidze Europy. Wprawdzie po pierwszej części rozgrywek wrocławianie byli wiceliderem tabeli i niektórzy zapowiadali, że drużyna powalczy o mistrzostwo Polski, ale stało się inaczej. W 2015 roku zespół prezentował się nieco słabiej i stracił szanse gry o złoto.

Jednak awans do Ligi Europy i tak jest sukcesem trenera Tadeusza Pawłowskiego. Przeszedł on do historii Śląska jako pierwszy, który awansował z wrocławskim klubem do europejskich pucharów najpierw jako piłkarz, a teraz jako szkoleniowiec.

Mało widzów i pieniędzy

Paradoksalnie dobry sportowy wynik nie przekłada się na sytuację finansową klubu. Śląsk wciąż nie pozyskał tytularnego sponsora. Na mecze wrocławian chodzi wyjątkowo mało kibiców i czasami trybuny 43-tysięcznego stadionu straszą pustkami. Małe zyski z meczów oraz brak solidnych sponsorów powodują, że w klubie tnie się koszty i oszczędza.

Z tego powodu w ostatnich miesiącach z zespołu odeszło kilku ważnych, najlepiej zarabiających zawodników (Marian Kelemen, Adam Kokoszka, Dalibor Stevanović) - klub nie był w stanie płacić im wysokich kontraktów. Sprzedano też reprezentanta Polski Sebastiana Milę. Teraz odchodzi snajper Marco Paixao. Przechodzi do Lecha Poznań, bo ten oferuje mu znacznie wyższe zarobki.

Wiosną - mimo oszczędności - sytuacja klubu nadal była trudna. Dlatego jeden ze współwłaścicieli musiał pożyczyć dwa miliony złotych, aby Śląsk miał na bieżące wydatki.

Pomysł na Śląsk

Nie ma wątpliwości, że ciągłe cięcie kosztów i wydatków nie może być głównym pomysłem na zarządzenie klubem. Tym bardziej jeśli w każdym sezonie chce się walczyć o puchary. Ciągłe osłabianie zespołu zniecierpliwiło wreszcie trenera Pawłowskiego. Kilka dni temu, już po awansie do Ligi Europy, szkoleniowiec zaapelował do szefów klubu o wzmocnienia. - Teraz powinien zadziałać klub, bo potrzebujemy czterech zawodników, żeby grać w pucharach - podkreślał Pawłowski.

Ale czy znajdą się pieniądze na transfery dobrych graczy? Wciąż nie wiadomo, kto zostanie większościowym właścicielem Śląska i jakie pieniądze zostaną przekazane na funkcjonowanie zespołu.

Miasto mówi dość

Największy ciężar utrzymywania piłkarzy spoczywa dziś na gminie Wrocław, która ma 49 procent akcji Śląska. W minionym roku miasto przekazało do Śląska aż 16 mln zł. Teraz jednak zgodnie z deklaracjami prezydenta Rafała Dutkiewicza dotacja zmniejsza się - w 2015 roku z ratusza trafi do Śląska 6 mln zł. Miasto nie tylko nie chce już przekazywać publicznych pieniędzy na zawodowy klub, ale zamierza całkowicie pozbyć się akcji Śląska. Wiosną prezydent Dutkiewicz ogłosił, że gmina odsprzeda akcje Śląska. Wkrótce ma zostać ogłoszony przetarg.

Większościowy pakiet akcji Śląska posiada Wrocławskie Konsorcjum Sportowe, skupiające trzy lokalne firmy: Hasco Lek, Supra Broker oraz PB Inter-System. Przedstawiciele Konsorcjum zapowiedzieli, że chcą odkupić od gminy 49 procent akcji i nadal zarządzać Śląskiem. Jednak nie ma gwarancji, że będą w stanie zapewnić finansowanie klubu na poziomie, który zagwarantuje rywalizację z ligowymi tuzami - Lechem i Legią.

Chęć kupna Śląska zgłosili też Grzegorz Ślak, zarządzający firmą Bartimpex, oraz Andrzej Kuchar, wrocławski biznesmen. Wciąż jednak nie wiadomo, któremu z inwestorów miasto zaufa i komu zdecyduje się sprzedać klub.

Pocałunek śmierci?

Już 2 lipca Śląsk zagra pierwszy mecz w Lidze Europy. Dziesięć dni wcześniej podczas losowania wrocławianie poznają swojego przeciwnika. Rywalizacja w tych rozgrywkach wiąże się ze sporymi wydatkami, wynikającymi głównie z kosztów podróży do bardzo dalekich krajów, takich jak: Kazachstan, Wyspy Owcze, Armenia czy Islandia. Na zyski nie ma co liczyć, grając w Lidze Europy, Śląsk raczej będzie musiał do tego dopłacić.

Spore wydatki, mecze z mało atrakcyjnymi rywalami oraz równoczesna rywalizacja w europejskich pucharach i polskiej ekstraklasie, wymagająca szerokiej kadry piłkarzy, mogą być dla Śląska problemem. Kiedyś trener Jagiellonii Białystok Michał Probierz przyznał, że "spotkania w Lidze Europy dla mniejszych polskich klubów są jak pocałunek śmierci". Probierzowi chodziło o to, że w pucharach polskie zespoły odpadały szybko, a w lidze nie radziły sobie już tak dobrze jak wcześniej.

Czy Śląsk się przed takim pocałunkiem obroni?