Sport.pl

Mateusz Machaj: Jesteśmy coraz bardziej pewni siebie

Mateusz Machaj w poprzednim sezonie był ważnym ogniwem Śląska. Początek nowych rozgrywek w wykonaniu 26-letniego pomocnika minął jednak pod znakiem rozczarowań.
Przemysław Mamczak: Sezon nie zaczął się dla pana idealnie. Podczas gdy kilku piłkarzy Śląska ma już na swoim koncie po siedem występów, pan na boisku spędził ledwie 82 minuty...

Mateusz Machaj: - Tak, wszedłem tylko na końcówki meczów wyjazdowych w Celje i w Goeteborgu, od pierwszych minut zagrałem natomiast z Pogonią Szczecin i plac gry opuściłem w 56. minucie.

Co się zatem dzieje?

- Nic, po prostu trener ma teraz taką koncepcję. Ja jednak walczę i nadal będę walczył, by wrócić do pierwszej jedenastki.

Odpadliście z europejskich pucharów, ligi również nie zaczęliście najlepiej. Niedzielna wygrana z Termalicą Bruk-Bet Nieciecza zwiastuje przełamanie złej passy?

- Myślę, że tak. To zwycięstwo było nam potrzebne. Jesteśmy bardziej pewni siebie. W kolejny weekend gramy z Lechią Gdańsk i mam nadzieję, że uda nam się powtórzyć sukces z poprzedniego tygodnia. Tą drogą będziemy szli do góry, zbierali punkty. Chcemy walczyć o jak najwyższe cele.

Przed sezonem mocno zagęściło się w szatni Śląska. Do środka pola przyszedł Marcel Gecov, w pomocy występował też Adam Kokoszka, a pozycja "fałszywej dziewiątki", na której tak dobrze radził pan sobie przed rokiem, również jest obsadzona dużo mocniej - poprzez transfery Kamila Bilińskiego i Jacka Kiełba.

- Konkurencja się na pewno zwiększyła. Rywalizacja jest jednak zdrowa. O to chodzi, by w drużynie na każdą pozycję było jak najwięcej graczy, wtedy poziom rośnie. Tak jak powiedziałem jednak na początku, będę walczył do końca, nie będę się poddawał. Do Śląska przyszli dobrzy zawodnicy, ale ja również jestem w stanie powalczyć o miejsce w składzie.

Trener Pawłowski nie musi już pracować nad pana psychiką, jak miało to miejsce w zeszłym sezonie?

- Nie, na pewno nie.

W niedzielę gracie z Lechią, czyli pańskim byłem klubem. Motywuje się pan szczególnie na tego rywala?

- Na pewno jest to szczególny dla mnie rywal, bo spędziłem tam ponad dwa lata. Poza tym końcówki w Gdańsku nie miałem za ciekawej, więc chciałbym zagrać przeciwko Lechii.

Myśli pan, że otrzyma szansę od trenera Pawłowskiego?

- Chciałbym wyjść na plac gry i pokazać, że zasłużyłem sobie na to. Że zasługuję na grę. A decyzja o tym, kto zagra przeciwko Lechii, należy jak zawsze do sztabu szkoleniowego.

To byłby dla pana pierwszy w tym sezonie występ przed wrocławską publicznością.

- Tak. Nie wiem, czy zagram, ale na pewno zrobię wszystko, aby tak się stało.

Lechia po słabym początku sezonu będzie bardzo zdeterminowana, by odnieść we Wrocławiu pierwsze w tym sezonie zwycięstwo...

- Zdajemy sobie z tego sprawę. Lechia bardzo potrzebuje punktów. Ale my też walczymy o to, by nasz dorobek zwiększył się o kolejne trzy oczka. Ja uważam, że uda nam się zwyciężyć.

Więcej o: