Sport.pl

Śląsk - Lechia. Na boisku przyjaźni nie będzie

Lechia Gdańsk miała się włączyć do walki o mistrzostwo, a zajmuje miejsce w dole tabeli. Jakby tego było mało, w niedzielę zmierzy się ze Śląskiem Wrocław, z którym nie wygrała od blisko pięciu lat.
Na starcie sezonu Lechia jest największym rozczarowaniem ekstraklasy. W trzech kolejkach nie wygrała ani razu i z jednym punktem na koncie plasuje się na 13. pozycji w ligowej tabeli. To ogromne rozczarowanie, bo przecież podopieczni trenera Jerzego Brzęczka mieli walczyć o mistrzostwo Polski.

- Aby stworzyć zespół na miarę fazy grupowej europejskich pucharów, potrzeba lat. Czasem chcemy zrobić to z dnia na dzień i takim przykładem jest Lechia. W ostatnich latach przez Gdańsk przewinęło się kilkudziesięciu zawodników. Nieważne, że dobrej klasy - oni muszą stworzyć zespół! W Gdańsku potrzeba cierpliwości i czasu - uważa trener Śląska Tadeusz Pawłowski.

Obie drużyny łączy wiele wspólnego. Od aspiracji, przez prezesa Śląska Pawła Żelema, który był członkiem zarządu Lechii, wieloletniego kapitana WKS-u, a obecnie lidera gdańszczan Sebastiana Milę, aż po Mateusza Machaja, którego gdański klub pozbył się bez większego żalu, a który odbudował się we Wrocławiu.

- Lechia to szczególny dla mnie rywal, bo spędziłem w Gdańsku ponad dwa lata. Poza tym końcówki tego pobytu nie miałem za ciekawej, więc chciałbym zagrać w niedzielę - mówi Machaj.

26-latek w poprzednim sezonie był ważnym ogniwem wrocławskiego zespołu, ale w tym sezonie zagrał w ekstraklasie tylko 82 minuty. Być może ten bilans uda mu się poprawić w niedzielę, gdyż trener Tadeusz Pawłowski bardzo chwalił go na przedmeczowej konferencji prasowej za postępy w grze.

Z Lechią latem łączony był także Kamil Biliński, ale ten zrezygnował z korzystniejszej finansowo opcji, by po kilku latach wrócić do Śląska, czyli klubu, w którym się wychował, i udowodnić kibicom, że jest gotów stać się ważnym punktem zielono-biało-czerwonych.

Biliński po słabszym początku powoli łapie rytm, co podkreśla zresztą sam szkoleniowiec wrocławian. - Strzela już na treningach, zatem będzie strzelał i w meczach - przekonuje Pawłowski.

"Bila" błysnął przed tygodniem w wygranym 2:0 meczu z Termalicą Bruk-Bet Nieciecza. Nie tylko zagrał bardzo dobre spotkanie, ale też, co najważniejsze, strzelił swoją pierwszą bramkę w sezonie. Bramkę niezwykle ważną, która - jak podkreśla sam zainteresowany - pozwoli mu się odblokować.

Pojedynek Śląska z Lechią ze względu na kibiców obu klubów nazywany jest meczem przyjaźni, ale tej na boisku na pewno nie będzie. - Obie drużyny potrzebują punktów. Śląsk i Lechia to drużyny o podobnych aspiracjach - zauważa Pawłowski, który zapowiada, że będzie chciał zaskoczyć rywala uporządkowaną defensywą.

Jednak by odnieść drugą wygraną w sezonie, poza grą obronną Śląsk będzie musiał jeszcze strzelać gole. Jego siła ofensywna po transferach Jacka Kiełba czy wspomnianego już wcześniej Bilińskiego znacznie się zwiększyła, ale i tak wydaje się, że w najwyższej formie jest łączony w ostatnich dniach z tureckimi klubami Robert Pich.

- Lechia jeszcze nie wygrała i zagra z nami na maksimum swoich możliwości. Gdańszczanie mają niezłych technicznie zawodników, dlatego jestem przekonany, że to będzie dobry mecz. Obie drużyny zagrają ofensywnie i będą chciały wygrać. Myślę jednak, że dla nas jest lepiej, gdy gramy z zespołem, który chce wygrać. Lepiej radzimy sobie bowiem, gdy spotkanie jest otwarte - przekonuje Pich.

Będący w doskonałej formie Słowak ma trzy oferty z tureckiej ekstraklasy, ale nie wyklucza, że zostanie w Śląsku na dłużej. - Klub chce przedłużyć ze mną kontrakt, ale ciągle nie wiem, co z tego wyjdzie. Zresztą już po zakończeniu poprzednich rozgrywek prezes powiedział mi, że chce ze mną przedłużyć umowę. Pozostaje nam więc tylko się dogadać - przyznaje były gracz MSK Żylina.

Mecz Śląsk - Lechia odbędzie się na Stadionie Miejskim w niedzielę o godz. 15.30. Bezpośrednia relacja na wroclaw.sport.pl.

Więcej o: