Sport.pl

Śląsk gra ofensywnie, ale nieskutecznie. To jego największa bolączka

Śląsk przeciętnie rozpoczął sezon i ma na koncie tylko jedno zwycięstwo. Problemem wrocławian jest słaba skuteczność
Śląsk w 4. kolejce zremisował z Lechią 0:0, choć bramkowych sytuacji miał bez liku. Dość powiedzieć, że do pustej bramki nie trafił Robert Pich, a Kamil Biliński w sytuacji sam na sam z bramkarzem przyjezdnych Marko Mariciem stawał trzykrotnie.

- Zabrakło bramek, ale tempo było dobre. Mieliśmy wyśmienite okazje, ale nie można z linii strzelać obok bramki, a sytuacje sam na sam należy wykorzystywać - podkreślił trener Śląska Tadeusz Pawłowski. Najbardziej żałował wspomnianej już sytuacji Picha z 73. minuty. - Robertowi zabrakło piłkarskiej inteligencji. Takiej piłki nie wolno strzelać, trzeba tylko dostawić nogę. I mówię to jako zawodnik, który strzelił najwięcej bramek w historii Śląska - podkreślił szkoleniowiec WKS-u.

Sam Słowak bronił się jednak, że płaskie zagranie od Flavio Paixao było zbyt silne, by je opanować. - Sytuacja była stuprocentowa. Szkoda, że piłka nie odbiła się ode mnie tak, by wlecieć do siatki. Nie zdążyłem nawet zareagować - tłumaczył Pich.

Inna sprawa, że w niedzielne popołudnie doskonale w bramce Lechii radził sobie Marko Marić. Chorwacki golkiper był prawdziwą zmorą Kamila Bilińskiego, który trzykrotnie został przez niego zatrzymany w sytuacji sam na sam. Najlepszą okazję miał w 17. minucie, kiedy przebiegł z piłką przez pół boiska, ale w decydującym momencie zabrakło mu i siły, i precyzji.

- Kamil świetnie wziął na plecy Jakuba Wawrzyniaka, fajnie podciągnął akcję, ustawił sobie piłkę do strzału lewą nogą, jednak uderzył nieczysto - ocenił Pawłowski.

Wychowanek Śląska świetną okazję miał także w drugiej połowie, gdy w polu karnym gości zabawił się z Arielem Borysiukiem, ale strzelił wprost w wybiegającego z bramki Maricia.

- Mieliśmy przynajmniej trzy lub cztery dogodne sytuacje. Mogliśmy się pokusić o trzy punkty. Jest mały niedosyt. Musimy swoje sytuacje wykorzystywać - przyznał kapitan wrocławskiej drużyny Mariusz Pawełek.

Wtórował mu Tomasz Hołota: - Zabrakło trochę koncentracji i skuteczności.

Śląsk w niedzielę oddał na bramkę Maricia 11 strzałów. Pod tym względem wrocławianie są w ścisłej ligowej czołówce. Co mecz oddają średnio 13 strzałów, a lepszym wynikiem pochwalić mogą się tylko Jagiellonia Białystok (15,25), Cracovia (15), Lech Poznań (14,5) i Pogoń Szczecin (13,25). Niestety, nie przekłada się to ani na gole, ani na punkty.

Wrocławianie, poza pojedynkiem z Lechią, wyjątkowo nieskuteczni byli też w meczach z Pogonią (jeden gol przy 10 strzałach) czy Legią (14 strzałów i jeden gol, przy czterech golach i 15 strzałach warszawian). Jeżeli chodzi o zdobyte bramki, to Śląsk ma ich więcej tylko od pięciu drużyn w ekstraklasie.

Okazję do nastawienia celowników podopieczni trenera Pawłowskiego będą mieli już w środę, kiedy w Pucharze Polski zmierzą się z pierwszoligowym Stomilem Olsztyn.

Będą kary za racowisko?

Atmosfera meczu przyjaźni aż za bardzo udzieliła się najbardziej zagorzałym fanom Śląska i Lechii. W pierwszej połowie sędzia główny Paweł Gil musiał przerwać spotkanie na kilka minut, bo na trybunach odpalono race i świece dymne, a na murawę poleciały serpentyny.

- Taka sytuacja powtarza się już kolejny raz i uderza w klub, bo to on płaci kary. Będziemy się starali ustalić osoby, które odpaliły race - zapowiedział rzecznik Śląska Michał Mazur, który po chwili jednak dodał, że rozpoznanie tych osób może być trudne, bo niektóre z nich miały zasłonięte twarze. - Nie jest łatwo namierzyć osoby w kominiarkach nawet za pomocą tak zaawansowanego monitoringu, jaki jest na Stadionie Miejskim - zauważył

To nie pierwszy taki przypadek na meczu Śląska w ostatnich tygodniach. Wrocławscy kibice odpalili race także podczas niedawnego meczu z IFK Goeteborg w eliminacjach do Ligi Europy. - Cały czas czekamy na decyzję UEFA za zachowanie naszych kibiców podczas tego spotkania. Spodziewamy się, że klub zostanie za to ukarany - zakończył Mazur.

Więcej o: