Sport.pl

Śląska pożegnanie jesieni i Olimpijskiego

Piłka nożna. Piłkarze Śląska kończą rundę jesienną we Wrocławiu. W ostatnim meczu przed własną publicznością zmierzą się z Podbeskidziem Bielsko-Biała.
Patrząc na tabelę II ligi, można dojść do wniosku, że w sobotę Śląsk zmierzy się z trochę mocniejszym zespołem środka tabeli. Nic jednak bardziej złudnego. Przed sezonem Podbeskidzie za udział w aferze korupcyjnej zostało ukarane sześcioma ujemnymi punktami i jeśli dodamy te punkty, to okazałoby się, że Śląsk zmierzy się z trzecim zespołem tabeli. Nie chodzi jednak o pozycję Podbeskidzia, ale przede wszystkim o imponująco małą liczbę straconych goli. Zespół z Bielska w tym sezonie dał sobie strzelić zaledwie dziewięć bramek. Tak skuteczną defensywą nie może się poszczycić nikt w lidze. Jeżeli do tego dodamy nazwiska kilku graczy występujących w Podbeskidziu, takich jak: Grzegorz Pater, Rafał Jarosz czy Mariusz Sacha, okazuje się, że w sobotę czeka wrocławian bardzo trudny pojedynek, gdzie o zwycięstwo będzie niezwykle ciężko.

Teraz - z perspektywy czasu i osiąganych przez Podbeskidzie wyników - nieco inaczej wygląda pierwszy pojedynek Śląska z zespołem z Bielska. Należy bowiem pamiętać, że w ten weekend piłkarze drugiej ligi rozpoczynają już rundę rewanżową. Na inaugurację sezonu wrocławianie po słabej grze przegrali 0:3, będąc zdecydowanie gorszą drużyną.

- Z całą pewnością po porażce 0:3 mamy coś do udowodnienia - podkreśla Waldemar Tęsiorowski, drugi trener Śląska. - Ale chcemy w sobotę wygrać przede wszystkim, aby zakończyć jesień dwoma zwycięstwami, bo liczymy, że za tydzień pokonamy też Pelikana Łowicz. To byłoby piękne i na pewno bylibyśmy w pierwszej trójce przed zimą - dodaje.

Piłkarze zapewniają, że nie jest to żądza rewanżu, ale po dłuższej rozmowie przyznają, że ten wynik gdzieś głęboko nadal w nich tkwi i wracają do niego myślami.

- Nie zasłużyliśmy wtedy na tak wysoką porażkę - wspomina tamto spotkanie Dariusz Sztylka, kapitan Śląska. - Nie traktujemy tego meczu w kategoriach rewanżu. To dla nas kolejny ligowy mecz, który chcemy wygrać. Nie ma co wracać do tego, co było trzy miesiące temu - dodaje jednak później.

Siła Podbeskidzia tkwi przede wszystkim w defensywie. Zwłaszcza na wyjazdach zespół Marcina Brosza lubi przyczaić się na własnej połowie i wyprowadzać kontrataki. Nie należy się więc spodziewać, że przeciwko Śląskowi zagrają inaczej. To wrocławianie będą zmuszeni do ataku, a goście będą wypatrywali okazji do szybkiej kontry.

- Na takiej murawie, jaka jest na Olimpijskim, trudno atakować, ale pewnie nie będziemy mieli wyboru. Podbeskidzie gra bardzo defensywny futbol i na pewno tym razem też tak będzie. Trudno im strzelić gola, dlatego nie możemy dopuścić do sytuacji, kiedy pierwsi traciliśmy gola i goniliśmy wynik - analizuje Sztylka.

Poza tym, że będzie to ostatni mecz rundy jesiennej we Wrocławiu, spotkanie ma jeszcze kilka innych podtekstów. Przede wszystkim, jeżeli nic się nie wydarzy i zakładana modernizacja Oporowskiej oraz budowa nowego stadionu przebiegać będą według planów, to może to być ostatni mecz Śląska na Stadionie Olimpijskim na długie lata, a może w ogóle w historii tego obiektu. Wiosną drużyna Ryszarda Tarasiewicza ma wrócić na Oporowską, a za trzy lata będzie już mogła grać na nowoczesnym stadionie na Maślicach.

Niestety, sobotni mecz może też być pożegnaniem dwóch zawodników Śląska z wrocławską publicznością. Chodzi o Przemysława Łudzińskiego i Patryka Klofika, którzy są do Śląska wypożyczeni i niewykluczone, że zimą wrócą do swoich klubów - Ruchu Chorzów i Zagłębia Lubin.

- Liczymy, że będzie to przede wszystkim pożegnanie z Olimpijskim i do końca sezonu będziemy grali już na Oporowskiej - stwierdza Waldemar Tęsiorowski, drugi trener Śląska. - A co do Przemka i Patryka, to zobaczymy. Na razie o tym nie ma co myśleć. Niech oni zagrają dwa dobre mecze, a później będziemy się martwili, co dalej - dodaje.

Mecz Śląska z Podbeskidziem zostanie rozegrany w sobotę o godz. 17 na Stadionie Olimpijskim. Bezpośrednią relację ze spotkania przeprowadzi Polskie Radio Wrocław.