Sport.pl

Czy to dobrze, że zawodnicy Śląska pauzują?

Śląsk w meczu z ŁKS-em Łomża stracił czterech czołowych zawodników, którzy będą musieli pauzować za żółte kartki. Ale może lepiej, że nie zagrają ze Stalą Stalowa Wola, niż miałoby ich zabraknąć w meczu z Arką Gdynia
Przed spotkaniem z ŁKS-em Łomża aż ośmiu zawodników Śląska było zagrożonych karencją w następnym meczu w przypadku ukarania żółtą kartką. Sześciu z nich wyszło w podstawowym składzie: Patryk Klofik, Przemysław Łudziński, Petr Pokorny, Dariusz Sztylka, Zbigniew Wójcik i Wojciech Górski. Na ławce siedziało pozostałych dwóch - Krzysztof Ulatowski i Benjamin Imeh. Wiele osób nie zastanawiało się, który z nich dostanie żółtą kartkę i będzie musiał pauzować za tydzień, ale ilu ich będzie.

- Przed meczem nie myśli się o takich sprawach. To byłoby błędne myślenie. Trzeba się nastawić na walkę - komentuje Dariusz Sztylka, kapitan Śląska - Może już podczas samego spotkania bardziej się wystrzega niepotrzebnych fauli czy pyskówek do sędziego, aby nie dostać tak zwanej głupiej kartki - dodaje zawodnik.

Już po pierwszej połowie było jasne, że w Stalowej Woli nie zagrają Klofik, Pokorny i Sztylka. Pierwszy został ukarany kartką za to, że sam chciał wymierzyć sprawiedliwość rywalowi po tym, jak ten brutalnie sfaulował Sebastiana Dudka. Pokorny zobaczył kartkę, ponieważ nie zgadzał się z decyzją arbitra, który odgwizdał faul Czecha. Sztylka został ukarany za faul.

- Nie należała mi się kartka - komentuje Sztylka - Po pierwsze, to był mój pierwszy faul, i nie jakiś brutalny, a po drugie, napastnik ŁKS-u i tak by nie doszedł do piłki, bo za mną był Petr - wyjaśnia zawodnik.

Po przerwie do ukaranych dołączył Łudziński. To była chyba najbardziej pechowa kartka. Po niewykorzystanym rzucie karnym próbował jeszcze wywalczyć piłkę, ale trafił w nogi rywala. Zaraz po tym, jak zobaczył kartkę, został zmieniony.

- To też była zbyt pochopna decyzja sędziego - ocenia Waldemar Tęsiorowski, drugi trener Śląska. - Kartkę mógł też dostać Wojtek Górski, jak ruszył w kierunku rywala, który go uderzył w twarz. Do niczego nie doszło, ale sędzia mógł go ukarać za sam zamiar, bo tak też można. Na szczęście tym razem się powstrzymał - przypomina sytuację Tęsiorowski.

W meczu ze Stalą zabraknie jednak czterech czołowych graczy i teraz już nic nie da tłumaczenie. Mogło być jeszcze gorzej, ale sytuacja i tak jest mało komfortowa. Na szczęście po pauzie za kartki wracają do gry Adam Marciniak i Vladimir Ćap. W ataku pewnie szansę dostanie od pierwszej minuty Krzysztof Ulatowski.

- Mamy w kadrze 24 zawodników i trener na pewno coś wymyśli - uspokajał zaraz po meczu Pokorny.

Karencja czterech zawodników w Stalowej Woli może nie okazać się jednak taka zła. A przynajmniej może być mniejszym złem. Piłkarze wyczyścili swoje konta w momencie, kiedy czeka ich seria ciężkich meczów. Po meczu ze Stalą czeka ich pojedynek z Arką Gdynia, a później po kolei z Turem Turek, Piastem Gliwice i Wisłą Płock. Teoretycznie są to bardziej wymagający przeciwnicy niż Stal. Arka, Piast, a także Wisła to rywale Śląska w walce o ekstraklasę.

- Dla mnie to wcale nie lepiej. Zagrałem w końcu pełnych 90 minut, wszedłem w rytm meczowy i znowu muszę pauzować. Wolałbym grać dalej - stwierdza jednak Sztylka.

Kierownik Śląska Zbigniew Słobodzian analizuje: - Chyba cięższa byłaby sytuacja, gdyby tych czterech piłkarzy zabrakło w meczu z Arką. Chociaż nikt nie mówi, że ze Stalą będzie łatwo o wygraną.

- Można tak mówić, że lepiej, że teraz pauzują niż gdyby nie zagrali z Arką - w podobnym tonie wypowiada się Tęsiorowski - Ale przecież trzy punkty zdobyte na Stali są takie same jak te na Arce. A nikt się przed nami nie położy w Stalowej Woli i nie odda zwycięstwa. Najlepiej, gdybyśmy mieli wszystkich do dyspozycji i w meczu ze Stalą, i z Arką.

Teoretycznie punkty są takie same.