Sport.pl

Po meczu Stal - Śląsk, czyli za co były czerwone kartki

Piłka nożna. W dwóch ostatnich meczach piłkarze Śląska zostali ukarani aż 10 żółtymi kartkami. Sobotni mecz ze Stalą Stalowa Wola wrocławianie kończyli w dziewiątkę.






W klubie z Oporowskiej w poniedziałek nadal wszyscy żyli wydarzeniami ze Stalowej Woli. Szkoleniowcy nie mogli pogodzić się z decyzjami Pawła Pskita, który sędziował mecz.

- Przecież graliśmy z Ryśkiem sami i wtedy grało się o wiele ostrzej, a takich kartek nie było - komentował wzburzony drugi trener Śląska Waldemar Tęsiorowski.

Kłopoty wrocławian w Stalowej Woli zaczęły się od 72. min. Wtedy jeszcze Śląsk prowadził 1:0 i spokojnie kontrolował przebieg drugiej połowy. Wówczas jednak za ostry faul na Jacku Maciorowskim żółtą kartką ukarany został Marek Gancarczyk. I w tym przypadku wrocławianie nie mają pretensji do sędziego. Żółta kartka dla Marka Gancarczyka nie oznaczałaby niczego złego dla wrocławian, gdyby nie fakt, że zaledwie kilka minut wcześniej ten sam zawodnik otrzymał już żółty kartonik za rzekomą próbę wymuszenia rzutu karnego. - Piszemy odwołanie od tej pierwszej kartki. Nie wiem, czy to coś da, ale napiszemy - opowiada Zbigniew Słobodzian, kierownik Śląska.

Na zdjęciach i filmie z meczu widać, że pomocnik wrocławskiego zespołu wcale nie wymuszał rzutu karnego, tylko naprawdę był faulowany.

- Założyłem siatę rywalowi i kiedy próbowałem go obiec, złapał mnie ręką i jeszcze pomagał sobie kolanem. Siłą rozpędu upadłem na murawę. Wcale nie myślałem o wymuszaniu karnego - opowiada Gancarczyk. - W drugim wypadku można powiedzieć, że należała mi się kartka - dodaje.

Pięć minut później Śląsk grał już w dziewiątkę, bowiem Wojciech Górski dostał drugą żółtą kartkę i musiał opuścić boisko. To rozwścieczyło trenera Ryszarda Tarasiewicza, który tak mocno protestował, że został odesłany na trybuny.

- Z Wojtkiem to już zupełnie było totalne nieporozumienie - opowiada Tęsiorowski. - Zwracał uwagę sędziemu, że mur rywali jest ustawiony za blisko i sędzia dał mu kartkę. Ja się pytam za co? - dodaje.

Sam zawodnik zdradza: - Może i padło jakieś niecenzuralne słowo, ale na pewno nie po to, aby obrazić sędziego. Jak są emocje, to czasami coś się wymknie.

Arbiter, po tym, jak wyrzucił z boiska Górskiego i nakazał wykonać rzut wolny, kazał cofnąć się piłkarzom gospodarzy, którzy stali w murze o dwa metry. - Sędzia po meczu tłumaczył, że to nie Stal źle ustawiła mur, ale nasi piłkarze przesunęli piłkę do przodu i dlatego cofnął mur - dopowiada Słobodzian.

Marek Gancarczyk dodaje: - Gdybyśmy nawet kończyli mecz w dziesiątkę, to na pewno wygralibyśmy. Szkoda, bo wygrana była nam potrzebna.

- Właśnie mnie zabrakło - wyjaśnia Górski - Widziałem, jak Stal zdobywa gola, to właśnie ja tam zawsze stoję przy różnych rzutach i przecinam podania.

Warto przypomnieć, że w Stalowej Woli trener Ryszard Tarasiewicz nie mógł skorzystać ze wszystkich zawodników właśnie przez kartki. We wcześniejszym meczu z ŁKS-em Łomża wrocławianie ujrzeli też pięć żółtych kartek. Dla czterech piłkarzy - Dariusza Sztylki, Przemysława Łudzińskiego, Patryka Klofika, Petra Pokornego - oznaczało to, że nie zagrają przeciwko Stali.

We wcześniejszych spotkaniach Śląsk też nie miał szczęścia do decyzji sędziów. W meczu z Kmitą Zabierzów wrocławianie stracili trzeciego gola po tym, jak wcześniej piłkarz rywali był na pozycji spalonej. W Katowicach zawodnik GKS-u tak walczył z Vladimirem Ćapem, że założył mu koszulkę na głowę i chwilę później Śląsk stracił pierwszego gola. Później czerwoną kartką został jeszcze upomniany Adam Marciniak.

- Po prostu ci sędziowie, co prowadzą teraz mecze w drugiej lidze, są słabi i nie mają doświadczenia. W ogóle nie czują gry - próbuje tłumaczyć niewłaściwie decyzje sędziów Waldemar Tęsiorowski.

Panuje jednak jeszcze jedna opinia, która zyskuje coraz więcej zwolenników - Śląsk jest traktowany przez arbitrów "wyjątkowo", co ma być reakcją środowiska sędziów piłkarskich na działania wrocławskiej prokuratury związane z aferą korupcyjną. Stąd kartki i przymykanie oczu na niektóre działania rywali.

- Nie wierzę w to - krótko stwierdza Tęsiorowski.

Śląsk, mimo iż zdobył wiosną tylko cztery punkty, nadal jest wysoko w tabeli (trzecie miejsce). Ma jednak coraz większą stratę do prowadzącej dwójki - Piasta Gliwice i Lechii Gdańsk (odpowiednio siedem i sześć punktów). Wiele więc wskazuje na to, że wrocławianom pozostanie jedynie walka o trzecie, ostatnie, miejsce dające awans do ekstraklasy.