Sport.pl

Śląsk traci na rasizmie

Piłka nożna. - Nierozsądne i niepoważne okrzyki z lewej strony trybuny odkrytej doprowadziły do przerwania meczu aż na sześć minut. A normalnie może sędzia doliczyłby trzy minuty i byśmy dowieźli to zwycięstwo do końca - smutno zauważył trener Śląska Ryszard Tarasiewicz. W niedzielę wrocławscy fani przez dobrych kilka minut wznosili rasistowskie okrzyki, prowokując piłkarza Odry Opole Filipe
Śląsk wciąż walczy o awans do I ligi. Niestety, mimo że doping fanów niemal przez cały mecz z Odrą Opole był kapitalny, w pewnym momencie dała o sobie znać grupka rasistów na trybunie odkrytej. W drugiej połowie po jednym z fauli na obrońcy Odry (Filipe Felix) część kibiców zaczęła wznosić skandaliczne okrzyki pod jego adresem. Ten w teatralnym geście nadstawiał ucho, co tylko spowodowało lawinę rasistowskich haseł. W kierunku piłkarza z trybun poleciała zapalniczka. W tym momencie sędzia przerwał mecz i zagroził, że jeśli sytuacja się nie uspokoi, zakończy spotkanie. Ryszard Tarasiewicz w obawie przed walkowerem posłał drugiego trenera - Waldemara Tęsiorowskiego, pod trybunę odkrytą, by kontrolował zachowanie fanów. Efekt był taki, że już do końca meczu byliśmy świadkami żenującego widowiska. Bo Tęsiorowski zamiast spokojnie oglądać rozwój wydarzeń na boisku, obserwował trybuny. Na szczęście Felix po raz drugi nie był już faulowany w okolicach autu na wysokości trybuny odkrytej....

Po meczu nastąpił dalszy ciąg. Tarasiewicz przekonywał, że gdyby nie rasistowskie okrzyki, mecz nie zostałby przedłużony aż o sześć minut. A Śląsk nie straciłby bramki w doliczonym czasie gry, bo arbiter doliczyłby najwyżej trzy minuty. - Nierozsądne i niepoważne okrzyki z lewej strony trybuny odkrytej doprowadziły do przerwania meczu aż na sześć minut. Na pewno takie zachowanie nie powinno mieć miejsca - przekonywał Tarasiewicz.

Niektórzy piłkarze Śląska, m.in. kapitan Dariusz Sztylka, podkreślali, że Felix niepotrzebnie prowokował trybuny. Z kolei Tarasiewicz był zaskoczony groźbą przerwania meczu i ewentualnego walkoweru. - Nie wiem, dlaczego sędzia tak zareagował - mówił po meczu. - Może po kilku incydentach, które miały miejsce np. w Poznaniu z udziałem Lechii lub w Katowicach, PZPN odniósł się do tego bardziej drastycznie. Sędzia ostrzegł, że przerwie mecz i nie skończy się tylko na karach finansowych. Myślę jednak, że jeśli walczymy z rasizmem, to powinniśmy reagować drastycznie wszędzie bez żadnych sentymentów i kar finansowych. Nie może być tak, że jedni dostaną na dzień dobry karę, a drudzy mogą się prześliznąć. Podobnie jak to ma miejsce w przypadku korupcji - zakończył.

Śląsk zdołał jednak uniknąć przerwania meczu i ewentualnego walkowera. Nie można jednak wykluczyć kar finansowych za niedzielne incydenty. W ostatnich tygodniach za rasistowskie zachowania Lechia Gdańsk otrzymała karę w wysokości 50 tys. zł, a GKS Katowice - 5 tys. zł. Na Jagiellonię Białystok za transparent "Roger - nigdy nie będziesz Polakiem" Komisja Ligi nałożyła karę 15 tys. zł i ukarała klub jednym meczem bez udziału publiczności. - Czułbym się bardziej komfortowo, gdybyśmy mogli zastosować wobec Lechii karę odjęcia punktów. Niestety, w regulaminie PZPN nie ma takiego zapisu - narzekał przewodniczący Wydziału Dyscypliny PZPN Adam Gilarski.

FIFA nakazuje już za pierwszy przypadek rasizmu karać odjęciem trzech punktów, za recydywę - sześciu punktów, a w kolejnym przypadku klub będzie z miejsca degradowany. PZPN ma czas do 1 stycznia 2009 roku, by dostosować się do tych przepisów.



Rasistowskie incydenty na Dolnym Śląsku

Marzec 1998 roku

Śląsk Wrocław rozgrywał wyjazdowy mecz z Polonią Gdańsk. Gdy w 62. min trener Żugaj wpuścił na boisko czarnoskórego N'Kathazo, szalikowcy Śląska wbiegli na murawę, ostro protestując przeciwko tej zmianie! Nie minął nawet kwadrans i Żugaj ściągnął z boiska N'Kathazo, zastępując go Tatajem.

Październik 2000 roku

Podczas I-ligowego meczu Zagłębia Lubin z Polonią Warszawa miejscowi szalikowcy non stop wyzywali czarnoskórych piłkarzy gości - Emmanuela Olisadebe i Emmanuela Ekwueme. Gdy w 35. minucie reprezentant Polski Olisadebe podbiegł w kierunku narożnika boiska, w pobliże sektora zajmowanego przez kibiców Zagłębia, w jego kierunku poleciały banany. W sumie ponad 30 sztuk tych owoców zasypało skrawek boiska. - To nie było ani mądre, ani miłe. Nie bałem się, ale szczęśliwy z tego powodu na pewno nie byłem - skomentował krótko całe zdarzenie Olisadebe.

Luty 2002 roku

Przed i w trakcie meczu ćwierćfinału Challenge Cup pomiędzy piłkarzami ręcznymi Śląska i francuskiego D'Ivry wrocławscy szalikowcy gwizdali i buczeli, gdy tylko do piłki dochodzili czarnoskórzy piłkarze francuscy. Przez cały czas skandowali też nazwisko nazistowskiego przywódcy z czasów III Rzeszy - Rudolfa Hessa.

Czerwiec 2005 roku

Podczas meczu żużlowców Atlasu Wrocław część pseudokibiców spod wieży postanowiła "przywitać" debiutującego w barwach Atlasu czarnoskórego Szweda Antonio Lindbaecka transparentem z napisem "White Power". Klub twierdził później, że transparent wywiesili kibice związani ze Śląskiem Wrocław.