Tarasiewicz: Będzie ultimatum, to odejdę

Piłka nożna. - Jeśli usłyszę, że Śląsk ma być w górnej części tabeli, a jeśli nie będzie - wówczas zostanę zdymisjonowany, to wcześniej sam odejdę. Bo na razie nie mam nawet ze Śląskiem podpisanego nowego kontraktu - mówi Ryszard Tarasiewicz, trener Śląska
Michał Karbowiak: Czuje Pan satysfakcję, że fuzja z Groclinem nie doszła do skutku?

Ryszard Tarasiewicz: Nie, choć w tej sprawie miałem cały czas jednoznaczne stanowisko. I nie mam do prezydenta Dutkiewicza pretensji, tak jak niektórzy, że negocjował twardo i w ostatniej chwili wycofał się z pomysłu. Moim zdaniem w tym wszystkim najbardziej zabrakło mu cierpliwości. Chciał tu bardzo szybko zrobić zespół, który byłby dobrą wizytówką Wrocławia, grałby w europejskich pucharach. Ale ja w takim Śląsku nie mógłbym zostać. To po prostu nie byłby ten Śląsk.

Czuł się Pan pominięty?

- W pewnym sensie tak. Bo wcześniej ustalenia i plany były inne. A tak po fuzji nie mógłbym prowadzić tego zespołu. Nie dlatego, że - jak sugerują niektórzy - nie potrafiłem się dogadać z Drzymałą czy nie odbierałem jego telefonów. Takich telefonów w ogóle nie było, a z panem Drzymałą rozmawiałem dwa razy. Nie przyjąłbym pracy w Śląsku, bo wiadomo, że nie miałbym wpływu na kadrę ani na dobór współpracowników.

Z jednej strony Tarasiewicza komplementowali radni PO, a z drugiej strony rzecznik prezydenta krytykował Pana za nieumiejętność dogadania się z Drzymałą. Czuł się Pan przedmiotem gry politycznej?

- Nie. Moje kontakty z Drzymałą zostały przedstawione trochę w złym świetle przez pana Piętę [rzecznik Zbigniewa Drzymały - przyp. red.], i tak to poszło w świat, chociaż ten pan chyba nie znał realiów. Zarówno radnym PO, jak i prezesowi Groclinu powiedziałem to samo. Zespołu nie można budować, opierając się na 17 obcokrajowcach. Trzeba to robić powoli. Albo chcemy mieć zespół wrocławski, albo nie. Powinniśmy dać po prostu szansę tym chłopakom, którzy przywrócili honor i godność wrocławskiej piłce.

Dlatego nie chciał Pan robić rewolucji w składzie?

- Niech się ci chłopcy pokażą, przekonają się, czy stać ich sportowo i mentalnie na grę w ekstraklasie. Oczywiście muszą liczyć się z tym, że z każdym rokiem wymagania będą rosły, a zespół będzie przebudowywany.

Wie Pan, że drużyna w tym sezonie musi zająć miejsce w górnej części tabeli?

- Na jakiej podstawie pan tak twierdzi?

Takie ultimatum postawił przed Panem prezydent Rafał Dutkiewicz.

- Prezydent powiedział to dziennikarzom, a nie mnie. Poza tym nie rozumiem, czemu pan prezydent tak mówi. Piłka to nie jest taśma produkcyjna, gdzie można wszystko przewidzieć. Jak ktoś mi nie wierzy, to niech zadzwoni do innych trenerów i zapyta, jakie cele stoją z reguły przed beniaminkiem. My chcemy najpierw zapewnić sobie utrzymanie. Oczywiście, że nasze ambicje sięgają jak najwyżej - realnie powiedzmy: 8.-10. miejsce. Ale zajęcia wyższych lokat to można wymagać od Lecha Poznań, który od lat nic nie zdobył, a nie od ligowego nowicjusza. I to nie jest tak, że ja się boję odpowiedzialności. Jestem realistą. Pamiętajmy, skąd przyszliśmy, jakie problemy miał i ma Śląsk.

Ale prezydent powiedział w wywiadzie dla "Gazety", że to ultimatum nie podlega negocjacjom.

- Jeśli usłyszę, że mam być w górnej części tabeli, a jeśli nie będę - wówczas zostanę zdymisjonowany, to wcześniej sam odejdę. Bo na razie nie mam nawet ze Śląskiem podpisanego nowego kontraktu. Proszę mi pokazać klub w Europie, od którego po awansie do ekstraklasy żąda się nie wiadomo jakich osiągnięć. Takiego zadania podjąłby się tylko trener, który czeka na miesięczną pensję, a którego nie obchodzą wyniki.

Nie muszę nikomu nic udowadniać. Awansowałem ze Śląskiem z III do I ligi, chociaż wielu twierdziło, że nam się nie uda. Jak przychodziłem, mieliśmy siedem punktów straty do lidera. Na wiosnę mówiło się, że przez fuzję będziemy dostarczycielem punktów. A weszliśmy do ekstraklasy. Wcześniej we Wrocławiu byli trenerzy Kubik i Żurek, a Śląsk ledwo zapewnił sobie utrzymanie. W zeszłym sezonie wyprzedziliśmy drużyny ze znacznie większym budżetem, jak np. Arkę Gdynia. Pomijam fakt, że wcześniej dzięki mnie awansowała Jagiellonia Białystok, w której też nie było za różowo z pieniędzmi. Przecież Białystok wszedł do ekstraklasy nie dzięki ostatnim meczom trenera Płatka, tylko dzięki temu, jak przygotowałem drużynę wcześniej.

I teraz ściąga Pan graczy Jagiellonii do Śląska. Podobno najłatwiej trafić stamtąd do Śląska?

- O co panu chodzi? O Sotirovicia i Sobocińskiego? Przecież oni strzelili dwie trzecie bramek Jagiellonii w ekstraklasie. Piotrek Celeban, który grał wcześniej w Śląsku bardzo dobrze? Zupełnie więc nie rozumiem tej argumentacji. Poza tym przecież w drużynie jest wielu młodych graczy, którym daję szansę występów.

Mógłbym funkcjonować tak jak normalni trenerzy i powiedzieć, że chcę tych i tych graczy, a jak nie, to odchodzę. Ale jak tak nie robię, patrzę na sytuację finansową klubu, staram się szukać takich piłkarzy, którzy podnieśliby poziom sportowy, ale jednocześnie byłoby nas stać na nich w obecnych warunkach. Wcześniej z Jagiellonii puściłem dwóch ważnych graczy, bo nie było pieniędzy. Ale na to nikt nie patrzy, wszyscy chcą tylko wyniku.

Gdyby miał Pan wcześniej obiecanych siedem milionów z kasy miejskiej, to transfery wyglądałyby inaczej?

- Aktualnie nie było takiej potrzeby. Przy obecnych cenach tych kilka milionów poszłoby na dwóch, trzech piłkarzy. Dzisiaj mamy takie czasy, że nie za graczy, tylko kopaczy żąda się astronomicznych kwot. Zobaczymy, jak zespół zaprezentuje się jesienią, i jeśli będzie taka potrzeba, to go wzmocnimy w zimowym okienku transferowym. Możemy nawet wydać duże pieniądze na zawodnika, ale tylko jeśli będzie pasował do zespołu, także pod względem mentalnym.

Największą piłkarską gwiazdą Śląska jest nadal Ryszard Tarasiewicz?

- W zespole jest kilku bardzo uzdolnionych chłopaków. Największą ich bolączką jest to, żeby mogli sprzedać w meczach mistrzowskich to, co robią na treningach. Mnie się to udawało. Mam nadzieję, że moim piłkarzom też się powiedzie. Bo właśnie od psychiki zależy najwięcej.

Kiedy spotka się Pan z władzami Śląska w sprawie nowego kontraktu?

- Dokładnie jeszcze nie wiem. Na pewno po obozie w Słowenii.