Polonia Bytom - Śląsk Wrocław 1:1 (0:0)

Po meczu w Bytomiu Śląsk powinien mieć w lidze cztery punkty, a ma o połowę mniej. Wrocławianie znów prowadzili, mieli ogrom okazji, a zamiast zwyciężyć, tylko zremisowali z Polonią
W pewnym sensie to spotkanie było podobne do inauguracji sezonu, kiedy Śląsk podzielił się punktami z Lechią Gdańsk. I wcale nie chodzi tu o wynik.

Wrocławianie znów jako pierwsi strzelili bramkę, a jej autorem, podobnie jak tydzień temu, był Vuk Sotirović. Niestety, w starciu z gdańszczanami Serb zmarnował karnego, a teraz seryjnie marnował świetne okazje do zdobycia kolejnych goli. Już po pierwszej połowie mógł ustrzelić co najmniej hat tricka.

Na jego nieszczęście świetnie w bramce Polonii spisywał się Michal Pesković, który za każdym razem wygrywał pojedynki z graczem z Wrocławia.

Z kolei broniący się przez większość meczu poloniści w pierwszej części tylko raz bardzo poważnie zagrozili gościom. Piłka uderzona przez Grzegorza Podstawka z pięciu metrów, zamiast z potężną siłą wpaść do bramki Śląska, powolutku poturlała się do rąk Wojciecha Kaczmarka.

Po przerwie przypomniał o sobie Sotirović. Choć po nieudanej dla siebie pierwszej połowie Serb mógł stracić ochotę do uprawiania futbolu, to udowodnił, że psychika jest jego mocną stroną. Napastnik gości strzelił gola w najmniej oczekiwanym momencie. Klątwę Peskovicia udało mu się zdjąć po rzucie rożnym egzekwowanym przez Sebastiana Milę. Sotirović, choć nie imponuje wzrostem, wygrał pojedynek główkowy ze stoperami Polonii i wyprowadził swój zespół na prowadzenie.

- Wcześniej miałem fantastyczne okazje, a się nie udawało. Za to przy golu miałem sporo szczęścia, bo tylko dołożyłem głowę i wpadło. Niestety, jak prowadzimy na wyjeździe, to powinniśmy wygrywać - stwierdził napastnik. A wygrać się nie udało, a co więcej, piłkarze Śląska wywołali w Bytomiu sporo kontrowersji. Radość ze zdobycia gola postanowili zademonstrować tuż przed sektorem zajmowanym przez najzagorzalszych kibiców Polonii. Nic dziwnego, że doprowadzili miejscowych fanów do furii. - Po bramce strzelonej przez Vuka podbiegłem do niego i normalnie cieszyliśmy się z gola. Nikogo nie prowokowaliśmy. Normalnie się cieszyliśmy, nie ma o czym mówić - wyjaśniał Mila. Innego zdania był jednak arbiter, który ukarał Sotirovicia za to zachowanie żółtą kartką.

Stracony gol podziałał na polonistów mobilizująco. Z dobrej strony pokazał się rezerwowy Jakub Zabłocki, który rozkręcił ofensywne poczynania gospodarzy. To właśnie piłkarz pozyskany latem z Korony Kielce przeprowadził akcję, która dała Polonii wyrównanie. Jego szarżę w polu karnym Śląska faulem zatrzymał Mariusz Pawelec i arbiter podyktował rzut karny. Pewnym egzekutorem jedenastki okazał się Słowak Marek Bażik. - No cóż, chyba po jednobramkowym prowadzeniu powinniśmy grać spokojniej. A tak jeden błąd i zamiast trzech punktów mamy jeden - podsumował Mila.

W końcówce wrocławianie opadli z sił i tylko bronili wyniku. Gospodarzy nie było już jednak stać na zdobycie drugiego gola.

Polonia Bytom 1 (0)

Śląsk Wrocław 1 (0)

Bramki: 0:1 Sotirović (64.), 1:1 Bażik (77. z karnego)

Polonia: Pesković - Hricko, Owczarek, Dziółka, Sokolenko - Trzeciak (70. Jaromin), Przybylski, Bażik, Wolański Ż (58. Komorowski Ż) - Podstawek, Zieliński (62. Zabłocki).

Śląsk: Kaczmarek - Wołczek Ż (90. Socha), Celeban, Wójcik Ż, Pawelec - Ostrowski Ż, Sztylka, Mila (74. Ulatowski Ż), Górski, J. Gancarczyk - Sotirović Ż.

Sędziował: Piotr Siedlecki (Warszawa).

Widzów: 4 tys.