Sport.pl

Śląsk wygrał dzięki bramce strzelonej w 93 minucie!

Ekstraklasa piłkarska. Śląsk wydarł zwycięstwo w ostatniej akcji meczu! Bohaterem spotkania został rezerwowy napastnik wrocławian Tomasz Szewczuk, który strzelił obydwie bramki i doprowadził rywali do rozpaczy
W futbolu tak jak w życiu trzeba mieć fart i szczęście. Tym razem uśmiechnęło się ono do wrocławian oraz ich trenera Ryszarda Tarasiewicza. Bo Śląsk zapewnił sobie zwycięstwo praktycznie w ostatniej akcji meczu, gdy kończył się już doliczony czas gry. Wrocławski szkoleniowiec cieszył się niezwykle ekspresyjnie, ale podczas konferencji prasowej przyznał: - Wiem, co teraz czuje Paweł Janas. Mam mieszane uczucia, bo takie sytuacje bolą i sam jak najdłużej nie chciałbym ich zaznać.

Ślask - mimo że piłkarsko nie był lepszy - wygrał, gdyż do końca wierzył i walczył o komplet punktów. Bełchatów minimalistycznie chciał zadowolić się remisem, choć miał szansę wygrać we Wrocławiu. Szczególnie przez pierwsze 20 minut pojedynku goście sprawiali lepsze wrażenie. W tym fragmencie gry dwoma doskonałymi zagraniami popisał się powracający po kontuzji na ligowe boiska Łukasz Garguła, który wyłożył piłkę Popkowi i Costly'emu. Szczególnie efektowna była ta druga akcja, gdy Garguła zewnętrzną częścią stopy zagrał piłkę w sposób rzadko widywany na naszych stadionach - ale napastnik z Hondurasu przestrzelił tuż nad poprzeczką. Bełchatowianie dłużej utrzymywali się przy piłce, grali spokojnie, ale z upływem minut przestali zagrać bramce wrocławian.

Śląsk wyszedł ofensywnie ustawiony, ale słabszy mecz przytrafił się Mili, który był mało widoczny. Inni pomocnicy też mieli problemy z przeciwnikami i odcięty od podań Sotirović był całkowicie bezproduktywny. Na dodatek po półgodzinie gry Serb doznał kontuzji łydki i zszedł z boiska. Zastąpił go Szewczuk, który później okazał się bohaterem pojedynku.

Na cztery minuty przed końcem pierwszej połowy Śląsk stworzył pierwszą sytuację pod bramką rywali i od razu zdobył gola. Po dośrodkowaniu Mili z rzutu wolnego zbyt krótko wybitą piłkę przejął Gancarczyk i dograł na głowę do Szewczuka, który z pięciu metrów pewnie trafił do siatki. W dwóch ostatnich spotkaniach Pucharu Ekstraklasy, które trener Tarasiewicz potraktował bardzo poważnie, Szewczuk również trafiał do siatki, zdobywając gole w meczach z Wisłą Kraków i Cracovią. Teraz po kontuzji Sotirovicia najprawdopodobniej trafi do podstawowego składu.

Druga połowa była nieco ciekawsza. W Śląsku dobre okazje mieli: Dudek, Szewczuk i Ostrowski. Z upływem minut GKS rzucił się do odrabiania strat - najpierw bramkarz Śląska Wojciech Kaczmarek wybił piłkę z okienka po strzale Garguły, a później instynktownie z linii bramkowej, gdy z bliska główkował Adamiec. Bezradny był jednak, kiedy Garguła dośrodkował z rogu, a debiutujący w lidze w barwach Bełchatowa Drzymont celnie uderzył głową z kilku metrów.

Od tego momentu szczęśliwi z remisu goście wyraźnie grali na utrzymanie wyniku. Natomiast utrata bramki rozłościła wrocławian. Miejscowi za wszelką cenę starali się atakować. Śląsk powinien zdobyć gola w 83. minucie - po efektownej akcji Szewczuka i zagraniu piętą Dudka sam przed Kozikiem znalazł się Gancarczyk, który zmarnował wyborną okazję.

I wreszcie nadeszła trzecia minuta doliczonego czasu gry. W ataku rozpaczy Krzysztof Ulatowski przedzierał się przed polem karnym i został podcięty przez Drzymonta. Po strzale Ostrowskiego z rzutu wolnego piłka trafiła w mur i spadła pod nogi Szewczuka - ten lewą nogą posłał ją tuż przy słupku. Ekipa Śląska oszalała z radości, a załamani gracze Bełchatowa padli na murawę boiska. Było po meczu.

Śląsk Wrocław - GKS Bełchatów 2:1 (1:0)

Bramki: 1:0 - Szewczuk (41), 1:1 - Drzymont (69), 2:1 - Szewczuk (90+3)

Śląsk: Kaczmarek - Socha, Sztylka, Celeban, Cap Ż (64. Pawelec) - Ostrowski, Łukasiewicz, Dudek, Mila (76. Ulatowski), J. Gancarczyk - Sotirović (28. Szewczuk).

Bełchatów: Kozik - Herrera Ż, Drzymont, Pietrasiak, Popek - Kuklis 1+ (46. Nowak), Gol Ż, Jarzębowski, Rachwał, Garguła (84. Cetnarski) - Costly.

Sędziował: Dawid Piasecki. Widzów: 5 tys.

Zdaniem trenerów

Paweł Janas

trener GKS Bełchatów

Niestety, ciężko mi mówić o spotkaniu, które przegraliśmy w 93. minucie. Uważam, że zespół jest dobrze przygotowany do sezonu, a problem tkwi w psychice zawodników. Garguła powoli wraca do swojej dyspozycji sprzed kontuzji. Ten zawodnik potrafi wiele, umie przetrzymać piłkę, dokładnie dograć. Zagrał pozytywnie, ale jeszcze brakuje mu trochę ogrania.

Ryszard Tarasiewicz

trener Ślaska Wrocław

Moi piłkarze do końca wierzyli w zwycięstwo. Nie przestraszyliśmy się rywala, gdy ten doprowadził do remisu, i chcieliśmy zdobyć zwycięskiego gola. W końcówce mieliśmy przewagę, atakowaliśmy i zdobyliśmy bramkę. Świadczy to, że fizycznie jesteśmy dobrze przygotowani do rozgrywek. Wiem, co czuje Paweł Janas, dlatego mam mieszane uczucia, bo takie sytuacje bolą i sam jak najdłużej nie chciałbym ich zaznać.

Zdaniem zawodników

Tomasz Szewczuk

napastnik Śląska

Gdy Bełchatów wyrównał, to nieco zwątpiłem w naszą wygraną. Jednak w końcówce zaatakowaliśmy i udało się. W drużynie jest duża rywalizacja i nie wiem, czy mimo strzelonych bramek w następnym meczu Śląska zagram w podstawowym składzie. I niczego nie zmienia tu kontuzja Sotirovicia.

Marcin Drzymont

obrońca GKS Bełchatów

Przyznaję, że w ostatniej akcji meczu faulowałem Ulatowskiego. On nie doszedłby chyba do tej piłki, jednak teraz nie ma to już żadnego znaczenia. Co z tego, że zdobyłem gola w ligowym debiucie dla nowego klubu, skoro zawaliłem drugą bramkę, która dała wygraną Śląskowi. Przegraliśmy i strzelony gol zupełnie mnie nie cieszy. Trudno mi powiedzieć dlaczego Bełchatów nie zdobywa punktów, bo jestem tu zbyt krótko.

Łukasz Garguła

pomocnik GKS Bełchatów

Przegraliśmy mecz, w którym moim zdaniem byliśmy lepsi. Ale co z tego, skoro nie strzelamy bramek i popełniamy proste błędy. W Bełchatowie może być nerwowo, gdyż mieliśmy wygrywać i być w górze tabeli, a jest zupełnie inaczej.

Nie ukrywam, że znów chciałbym dostać powołanie i wrócić do reprezentacji. Nie wiedziałem, że na trybunach jest asystent selekcjonera Rafał Ulatowski. Fizycznie czuję się nieźle, ale trochę brakuje mi ogrania.

Skandaliczne zachowanie pseudokibiców

Pojedynek Śląska z Bełchatowem nie wzbudził wielkiego zainteresowania we Wrocławiu. Spotkanie obejrzało niewiele ponad 5 tys. widzów. Jeszcze na kwadrans przed rozpoczęciem spotkania większa część trybuny odkrytej była pusta. To nieco zaskakujące zjawisko, gdyż na pojedynki Śląska w minionym sezonie w II lidze chodziło wielu kibiców i często mecze oglądał komplet widzów.

Być może wpływ na nie najlepszą frekwencję miała wczesna pora meczu. Pojedynek rozpoczął się o godz. 15.15. Inną przyczyną mogą być stosunkowo wysokie jak na polskie warunki ceny biletów - na odkrytej trybunie bilet kosztuje 30 zł, a na krytej 45 zł (bez karty kibica). Być może właśnie takie ceny odstraszają część kibiców.

Nawet trener Ryszard Tarasiewicz podczas konferencji prasowej wspomniał o słabej frekwencji. - Kibice pomogli nam dzisiaj wygrać, ale mam trochę żal do wrocławskich sympatyków piłki nożnej. Nie czekajmy na Wisłę Kraków czy Lecha Poznań, aby zapełnić ten stadion w całości! - apelował Tarasiewicz.

Niestety, niewielka część wrocławskich kibiców podczas meczu z Bełchatowem zachowywała się nieodpowiedzialnie i skandalicznie. Grupa pseudokibiców głosami naśladującymi małpy buczała, gdy przy piłce byli dwaj ciemnoskórzy zawodnicy Bełchatowa Jhoel Herrera oraz Carlos Costly. Rasistowskie zachowania są od dawna ścigane i surowo karane przez FIFA, UEFA oraz PZPN.

Wszystko więc wskazuje na to, że Śląsk za idiotyczne zachowanie grupy osób będzie ukarany.

Piłka nożna: Cashback 55 PLN od BetClick.com - poleca Mateusz Borek » - reklama