Śląsk wygrał w Zabrzu z Górnikiem!

Śląsk Wrocław wygrał 2:1 z prowadzonym przez Henryka Kasperczaka Górnikiem Zabrze i awansował na pozycję wicelidera tabeli!
W Zabrzu Śląsk zagrał osłabiony brakiem dwóch kluczowych graczy ofensywnych: Janusza Gancarczyka i Vuka Sotirovicia. Obydwaj są kontuzjowani podobnie jak obrońca Vladimir Cap. W efekcie trener Tarasiewicz zmuszony został do sporych zmian w ustawieniu zespołu - z tego względu Sebastian Mila zagrał na lewej pomocy, a od początku meczu na boisku pojawili się Tomasz Szewczuk i Remigiusz Sobociński.

W Górniku za kartki nie mógł wystąpić Tomasz Hajto. Dla Zabrza wydarzeniem był jednak debiut na ławce trenerskiej Henryka Kasperczaka, który zastąpił zwolnionego Ryszarda Wieczorka.

Mimo osłabienia przez pierwsze pół godziny wrocławianie byli zdecydowanie lepsi od rywali i dominowali na boisku. Piłkarze Śląska mądrze i spokojnie prezentowali się w defensywie, całkowicie neutralizując rywali. Z kolei w ofensywie świetnie spisywali się grający na prawej stronie boiska Tadeusz Socha oraz Krzysztof Ostrowski. Obydwaj konstruowali akcje ofensywne, dogrywając dobre piłki do Szewczuka, Sobocińskiego i Mili. Niestety, żadnej z nich nie wykorzystali. W tych akcjach brakowało Sotirovicia, który szczególnie groźny jest w polu karnym i potrafi wykorzystywać takie zagrania.

Jednak w końcówce pierwszej połowy wrocławianie zostali zepchnięci do defensywy i tylko się bronili. Górnik zdecydowanie rzucił się do ataku, zaczął zagrażać bramce Kaczmarka. Szczególnie aktywny był Przemysław Pitry, który w ciągu kilku minut miał trzy wyborne okazje strzeleckie - na szczęście nie potrafił ich wykorzystać. W czwartej sytuacji Śląsk miał szczęście, gdy po rzucie rożnym napastnik Górnika trafił do siatki, ale sędzia nie uznał bramki, stwierdzając, że Pitry faulował Sztylkę. Jednak sytuacja była kontrowersyjna i gdyby arbiter puścił grę, wrocławianie nie mogliby mieć pretensji, gdyż faulu raczej nie było.

Od początku drugiej połowy Górnik nadal atakował i znów z bliska uderzał Pitry, ale świetnie interweniował Kaczmarek. Bezradny był jednak w 55. minucie, gdy doświadczony Jerzy Brzęczek zwodem ominął najpierw Dudka, potem Łukasiewicza i strzałem sprzed pola karnego posłał piłkę, która otarła się o słupek i wpadła do siatki.

Riposta Śląska była praktycznie natychmiastowa i bardzo mocna. W ciągu kilku mint wrocławianie strzelili dwie bramki. Najpierw po dośrodkowaniu Mili z rzutu rożnego Szewczuk dołożył nogę i z sześciu metrów doprowadził do remisu. To piąty gol tego napastnika strzelony w czterech ostatnich meczach Śląska. Ale na tym emocje się nie skończyły, bo po chwili wrocławianie już prowadzili. Ponownie Mila zacentrował z rzutu rożnego, a Piotr Celeban efektownym strzałem głową wyprowadził Śląsk na prowadzenie!

Później mecz stał się nerwowy. Górnik za wszelką cenę chciał doprowadzić do remisu, starał się atakować, ale czynił to chaotycznie. Trener Kasperczak chyba sam osłabił swój zespół, gdyż zdjął z boiska Pitrego, który nie strzelił bramki, ale jako nieliczny z graczy Górnika dochodził do pozycji strzeleckich i zagrażał bramce Śląska.

Wrocławianie też mogli podwyższyć prowadzenie, ale najważniejsze, że dowieźli prowadzenie do końca meczu. Dzięki wygranej Śląsk ma 11 punktów i awansował na drugiej miejsce w tabeli! Pierwsza jest Legia Warszawa. Pozostałe mecze ekstraklasy zostaną rozegrane w sobotę i niedzielę.

Górnik Zabrze - Śląsk 1:2 (0:0)

Bramka: 1:0 - Brzęczek (55), 1:1 - Szewczuk (58), 1:2 - Celeban (63).

Górnik: Vaclavik - Bonin, Pazdan, Smirnovs, Papeckys - Madejski, Danch (78. Kołodziej), Brzęczek, Rivas (46. Malinowski) - Zahorski Ż, Pitry (66. Markovsky).

Śląsk: Kaczmarek - Socha Ż, Sztylka, Celebna, Wójcik (54. Pawelec) - Ostrowski, Łukasiewicz, Dudek (60. Szydziak), Sobociński (81. Ulatowski), Mila Ż - Szewczuk.

Sędziowł: Hubert Sijewicz (Białystok). Widzów: 10 tys.

W innym piątkowym meczu Cracovia przegrała z Legią Warszawa 0:3.