Ryszard Tarasiewicz: Śląsk na piątkę

Piłka nożna. - Jeśli do końca rundy utrzymamy piąte miejsce i będziemy mieli niewielką stratę do lidera, to będę mógł powiedzieć, że Śląsk powalczy o puchary albo nawet o mistrzostwo. Jeśli nie, to najpierw musimy sobie zapewnić spokojny byt, czyli utrzymanie - mówi Ryszard Tarasiewicz, trener piłkarzy Śląska
Po ośmiu kolejkach, czyli po jednej czwartej sezonu, jego drużyna jest najlepszym z beniaminków polskiej ekstraklasy. Wrocławianie zajmują piąte miejsce w tabeli i mają tylko cztery punkty straty do prowadzących Wisły Kraków, Legii i Polonii Warszawa. Jednak z drugiej strony Śląsk ma tylko trzy "oczka" przewagi nad 11. Polonią Bytom. Teraz przed wrocławskim zespołem znacznie trudniejsza część rozgrywek. Podopieczni trenera Tarasiewicza już wkrótce zmierzą się z 

faworytami rozgrywek, czyli Wisłą, Legią i Lechem Poznań. Z ekipą z czołówki do tej pory wrocławianie grali tylko raz - w Warszawie na Konwiktorskiej przegrali z Polonią 3:0. To ich jedyna dotychczasowa porażka w sezonie.

Michał Karbowiak: Przed inauguracją sezonu mówił Pan, że pierwszy raz coś więcej o lidze będzie można powiedzieć po ośmiu kolejkach. Właśnie jesteście po połowie rundy jesiennej.

Ryszard Tarasiewicz, trener Śląska: Szczerze mówiąc, to myślałem, że liga będzie bardziej podzielona. Tymczasem można powiedzieć, że tabela jest dość spłaszczona. Ani na górze, ani w dole tabeli nikt specjalnie nie odstaje. Dzięki temu dla kibiców rozgrywki są znacznie bardziej atrakcyjne niż w zeszłym sezonie, kiedy Wisła Kraków w pewnym momencie miała 12 czy 13 punktów przewagi nad rywalami.

Czy zatem przy tym spłaszczeniu tabeli można faktycznie powiedzieć, że Śląsk jest piątą siłą w kraju, jak sugerują dotychczasowe wyniki?

- Myślę, że nie jest przypadkiem, iż jak do tej pory przegraliśmy tylko jedno spotkanie. Trudno tu może mówić o jakiejś klasie, ale bardziej o regularności. Jeśli mamy z nią problemy, to tylko w niektórych fragmentach poszczególnych spotkań. Generalnie jest dobrze. Uważam, że poza porażką w Warszawie z Polonią w pozostałych meczach nadawaliśmy ton grze i stwarzaliśmy więcej sytuacji. Skłamałbym, gdybym powiedział, że jestem niezadowolony z tego, co prezentujemy, i z liczby wywalczonych punktów. Moglibyśmy ich mieć jeszcze ze dwa, trzy więcej, ale nie ma co narzekać. Po zakończeniu rundy będziemy weryfikować nasze przedsezonowe założenia. Jeśli nadal będziemy na piątym, szóstym miejscu, a strata do lidera będzie wynosiła tyle co teraz, to powiem, że Śląsk będzie grał o puchary czy nawet o mistrzostwo. Jeśli jednak znajdziemy się niżej, to oczywiste, że najpierw będziemy musieli zapewnić sobie spokojny byt, czyli utrzymanie.

Wielu obserwatorów twierdzi, że Pana drużyna ma sporo szczęścia. W Zabrzu rywalom nie uznano bramki, z Bełchatowem wygraliście w 94. minucie, w Białymstoku podyktowano dla Was wątpliwego karnego, a przeciwko Śląskowi ewidentnego już nie.

- Jeśli chodzi o pojedynek z Górnikiem, to faktycznie mogliśmy tam zremisować i byłby to wynik sprawiedliwy. Z drugiej strony proszę jednak pamiętać o spotkaniach takich jak te z Lechią Gdańsk czy Polonią Bytom, gdzie powinniśmy wygrać. Natomiast co do meczu w Białymstoku, to kilka razy oglądałem powtórki. Uważam, że z przebiegu gry to dla Jagiellonii podział punktów jest wynikiem szczęśliwym. Nie można, grając u siebie, w drugiej połowie kopać piłki tylko do przodu i liczyć, że coś wpadnie. Poza tym jedenastka dla nas była podyktowana prawidłowo, a wątpliwości są tylko dlatego, że Janek Gancarczyk nie jest typem aktora i nie pada w polu karnym. Później w polu karnym faulowany był Tomek Szewczuk, czego w telewizji nie można było zobaczyć. Czasami przekaz nie oddaje do końca tego, co działo się na boisku. Generalnie uważam, że nasze wyniki nie są efektem szczęścia, tylko dobrej gry.

Ponad połowę bramek Śląsk zdobył po stałych fragmentach gry. Co będzie, jeśli rywale w końcu Was rozpracują?

- Nie ma takiej możliwości, że ktoś będzie oglądał, jak je rozgrywamy, nagle nas rozszyfruje i zneutralizuje. Stałe fragmenty gry to element, przed którym najtrudniej się zabezpieczyć. Tu w dużej mierze decyduje szybkość reakcji i determinacja. Poza tym duża liczba stałych fragmentów gry jest wynikiem tego, że stwarzamy sobie wiele okazji bramkowych

Rywale mają mniej okazji, ale też strzelają Wam stosunkowo dużo goli, czasami wręcz kuriozalnych. Jest Pan zadowolony z postawy bramkarzy Wojciecha Kaczmarka i Jacka Banaszyńskiego?

- Mamy trzech wyrównanych bramkarzy, bo do tego dochodzi jeszcze Andrzej Olszewski. Uważam, że nasi golkiperzy nie popełniają wcale więcej błędów niż ich koledzy z innych drużyn. Problem w tym, że jak oni się pomylą, to z tyłu nikt nie naprawi ich błędu i pada bramka dla przeciwnika. Nie jest jednak prawdą, że chcę kogoś ściągnąć zimą w miejsce naszych dotychczasowych bramkarzy. Na dziś nie mam takich planów.

Dobra dyspozycja bramkarzy będzie potrzebna właśnie teraz, kiedy czekają Was mecze z czołowymi drużynami ligi: Lechem, Legią i Wisłą Kraków. To będzie chyba realna weryfikacja możliwości Śląska.

- Nie zgadzam się. Najważniejsze, żebyśmy zagrali tak jak do tej pory, a wtedy możemy tym zespołom napsuć sporo krwi. Trzeba jednak pamiętać, że to one mają większy potencjał, zwłaszcza w ofensywie. Poza tym są skazane na sukces choćby ze względu na to, ile lat grają w lidze. Nie martwimy się jednak, bo przecież od początku było wiadomo, że będziemy się z nimi spotykać właśnie teraz. Nie zakładam żadnego planu minimum, jeśli chodzi o punkty. Chcemy po prostu udowodnić naszą dobrą dyspozycję, solidną motorykę, dobrą organizację gry. Pamiętajmy jednak, że przecież wszyscy w lidze tak czy inaczej będą musieli zagrać z tymi drużynami. Ale oprócz tego są jeszcze inne mecze, jak te z Arką, Piastem, Ruchem czy ŁKS-em, i tam możemy zarobić dużo punktów. Nawet jeśli Wisła, Legia, Lech czy Polonia zajmą cztery czołowe miejsca, to dalej są wolne lokaty i zawsze pozostaje choćby miejsce piąte, które teraz zajmujemy. Dobrze byłoby je utrzymać, i to nie jest jakiś minimalizm z mojej strony.