Sport.pl

Śląsk: Wygrać z chorobą i łódzkim rywalem

Piłka nożna. - Pewnie na mecz z ŁKS-em będę tak zmotywowany, że nie będzie mi przeszkadzać choroba - mówi Sebastian Mila, który po tygodniowej przerwie wraca do jedenastki Śląska. Mila zagra przeciwko ŁKS-owi, z którego przed sezonem przyszedł do Śląska
Transfer środkowego pomocnika z ŁKS-u do Śląska za 1,2 mln zł wzbudził latem różne emocje. We Wrocławiu głównie zadowolenie, ale w Łodzi raczej frustrację. Wszak popularny "Roger" w ekipie z alei Unii odbudował się po nieudanych wojażach na Zachodzie, a kibicom obiecał, że jeśli odejdzie, to tylko do Legii lub Wisły. Tymczasem wylądował w beniaminku ekstraklasy.

- Wiem, że kibice mi to pamiętają, i nie spodziewam się wielu oklasków. Są tam jednak pewnie i tacy ludzie, którzy pamiętają, że przyczyniłem się do utrzymania ŁKS-u w ekstraklasie. A byłem przecież z klubem w bardzo trudnych czasach - podkreśla Mila.

W zasadzie trudne czasy trwają jednak w Łodzi do dzisiaj. Klub ledwie wiąże koniec z końcem, a dodatkowo jest na przedostatnim miejscu w lidze. - Pod względem organizacyjnym można mieć pretensje do działaczy, bo obiecali, że po utrzymaniu dużo się w klubie zmieni. A na razie jest jak jest, chociaż słyszałem, że przynajmniej wypłaty są w miarę regularne - stwierdza Mila.

W Śląsku problemów finansowych nie ma, ale są inne. Zespół przetrzebiła grypa. Trenerowi Ryszardowi Tarasiewiczowi przed meczem w Łodzi z drużyny wypadli: Remigiusz Sobociński, Tomasz Szewczuk, Wojciech Kaczmarek i Antoni Łukasiewicz. - Dramatu nie ma, ale będziemy musieli jakoś połatać dziury. Dobrze, że wracają choćby Sebastian Dudek czy Vuk Sotirović i mamy nieco większe pole manewru - stwierdza drugi trener Śląska Waldemar Tęsiorowski.

Jednym z tych, którzy wracają do drużyny, jest także sam Mila. W Poznaniu z powodu grypy nie znalazł się nawet na ławce rezerwowych. Mimo nieobecności jego i czterech innych kolegów Śląsk zremisował na Bułgarskiej. Ten wynik przyjęto we Wrocławiu z zadowoleniem. Gdyby jednak powtórzył się z spotkaniu z ŁKS-em, to reakcja pewnie będzie inna. ŁKS ma tylko osiem punktów, a Śląsk nadal walczy o miejsce w czołówce. Na razie jest czwarty, ale gdyby jednak wrocławianie w Łodzi punkty stracili, to mogą spaść nawet na siódmą lokatę.

- Chcemy w Łodzi wygrać, ale nie jedziemy tam w roli faworyta. ŁKS ma wielu bardzo dobrych piłkarzy i na pewno u siebie jest znacznie groźniejszy niż na wyjeździe. Są tam przecież doświadczeni Wyparło, Drumlak, Adamski czy nieobliczalny Jarka. W tym sezonie łodzianie urwali już przecież punkty Legii. A my nadal jesteśmy beniaminkiem ligi i każda zdobycz jest dla nas cenna - podkreśla Tęsiorowski.

- Sodówka nam nie odbija. Znamy swoją wartość, ale mamy również szacunek dla rywala. Nie mogę się już doczekać pojedynku, bo przecież tydzień temu nie grałem - kończy Mila.

Piłka nożna: Cashback 55 PLN od BetClick.com - poleca Mateusz Borek » - reklama