Taraś następcą Leo? Na razie jedzie na urlop

Piłka nożna. Następcą Leo Beenhakkera na stanowisku trenera reprezentacji Polski będzie Ryszard Tarasiewicz. Tak przynajmniej wynika z piątkowych doniesień medialnych. - Jestem już nawet spakowany. Tyle że jadę na urlop - śmieje się szkoleniowiec Śląska.
O sprawie napisały zgodnie: "Dziennik Polska The Times", "Dziennik", "Przegląd Sportowy" oraz "Fakt". Wszystkie gazety informacje te uzyskały na zgrupowaniu kadry narodowej w Kapsztadzie od anonimowego działacza PZPN-u. Na swoim pasku wiadomość o Tarasiewiczu jako potencjalnym opiekunie biało-czerwonych podał także TVN24.

Można więc powiedzieć, że pod względem medialnym to trener Śląska już w zasadzie następcą Beenhakkera został. I to on ma poprowadzić Polaków na Euro 2012.

Wizja to dla szkoleniowca bardzo miła, tyle że na razie będąca tylko w sferze spekulacji. - Szczerze mówiąc, nie wiem, skąd to się urodziło, może po tych dwóch słabszych meczach reprezentacji. Niemniej na jest to dla mnie bardzo sympatyczne, bo każdy chciałby być wymieniany jako trener reprezentacji Polski. Na dziś mogę tylko powiedzieć, że jestem gotowy objąć kadrę, ale z nikim jeszcze na ten temat nie rozmawiałem - komentuje Tarasiewicz.

Na działaczach PZPN-u wrażenie miał zrobić ofensywny styl gry prowadzonego przez niego Śląska, ale także styl samego szkoleniowca, który jest postacią niezwykle charyzmatyczną. Do tego Tarasiewicz jest szkoleniowcem stosunkowo młodym, bo ma dopiero 47 lat. Ze swoim zespołem w zasadzie jeszcze niczego nie przegrał, a w tym sezonie zajął dobre, szóste miejsce w ekstraklasie.

A to właśnie ostatnie porażki w lidze miały wyciąć z wyścigu o schedę po Beenhakkerze Jana Urbana, Franciszka Smudę i Henryka Kasperczaka. Dwaj pierwsi z Legią i Lechem mistrzostwa Polski nie zdobyli, a Kasperczak zanotował wręcz blamaż, bo spuścił z ekstraklasy Górnika Zabrze.

Beenhakkera nie zastąpi także podobno opiekun Wisły Kraków Maciej Skorża, który choć tytuł na krajowym podwórku wywalczył, to podpadł działaczom PZPN-u jeszcze jako asystent Pawła Janasa.

Sposobem eliminacji wyszło więc na popularnego "Tarasia", który ma mieć także poparcie Andrzeja Placzyńskiego - szefa firmy Sportfive. Sportfive handluje prawami do transmisji meczów reprezentacji Polski, a sam Placzyński uznawany jest za szarą eminencję PZPN-u. - Tego pana nie znam, nigdy z nim nie rozmawiałem. Nie zmienia to faktu, że jestem już nawet spakowany. Nie jadę jednak na rozmowy do związku o posadzie trenera kadry, tylko na urlop - śmieje się opiekun Śląska. - Swoje przemyślenia o kształcie reprezentacji mam. Nie wybiegam jednak tak daleko w przyszłość, by zastanawiać się, kogo ewentualnie bym do niej powołał. Póki co mam do wykonania swoją robotę w Śląsku i muszę się skupić na przygotowaniu zespołu do nowego sezonu - kończy Tarasiewicz.

Wkrótce ma on podpisać ze Śląskiem nową, trzyletnią umowę. Ma w niej być klauzula pozwalająca szkoleniowcowi odejść, gdyby dostał on propozycję prowadzenia kadry narodowej. - Na pewno w takim przypadku nie będziemy blokować trenerowi drogi rozwoju. Na razie jednak traktuję tę informację jako kaczkę dziennikarską. Jeśli nasz szkoleniowiec dostąpiłby takiego zaszczytu jak prowadzenie reprezentacji, to serdecznie mu pogratuluję, bo to wielka sprawa - podkreśla prezes Śląska Piotr Waśniewski.