Trenera Ryszarda Tarasiewicza władza absolutna

Piłka nożna. Trener Ryszard Tarasiewicz ma, czego chciał. W Śląsku Zygmunta Solorza za sprawy sportowe będzie odpowiadał niemal jednoosobowo, co da mu najmocniejszą pozycję spośród wszystkich trenerów ligowej czołówki.
W Wiśle, Legii, Lechu czy Polonii kompetencje szkoleniowców są ograniczone, gdyż muszą oni dzielić się władzą z dyrektorami sportowymi. Maciej Skorża ma obok siebie Jacka Bednarza, Jan Urban - Mirosława Trzeciaka, Jacek Zieliński - Marka Pogorzelczyka, a Jacek Grembocki - Holendra Tonego Bruinsa Slota, a przede wszystkim ekscentrycznego właściciela Józefa Wojciechowskiego. Dyrektorzy sportowi niby mają szkoleniowcom pomagać, ale często są w dużej mierze "agentami właścicieli" zapewniającymi swoim mocodawcom kontrolę nad drużyną. Odpowiadają też za transfery, co często stanowi dla trenerów powód do wszelakiego rodzaju usprawiedliwień. W Śląsku ma być inaczej.

W Śląsku władzę absolutną, i w związku z tym absolutną odpowiedzialność za wyniki, dzierżył będzie trener Ryszard Tarasiewicz. Jeśli we wrocławskim klubie dyrektor sportowy w ogóle się pojawi, to będzie to osoba, która wcześniej uzyska namaszczenie samego szkoleniowca. Tak przynajmniej można wnioskować ze słów mecenasa Józefa Birki, który w imieniu Zygmunta Solorza prowadził negocjacje z miastem o inwestowaniu we wrocławski klub.

Po czwartkowym walnym zebraniu akcjonariuszy Birka został przewodniczącym rady nadzorczej, a więc jedną z najważniejszych osób w Śląsku. W rozmowie z dziennikarzem "Gazety" zapowiedział, że klub nie będzie sprowadzał dyrektora sportowego, chyba że zażyczy sobie tego szkoleniowiec. Zamiast zapowiadanego początkowo dyrektora z Bundesligi, posadę tę zajmie pewnie trener Krzysztof Paluszek, który stał się ostatnio jednym z najbliższych współpracowników Tarasiewicza.

Swoich dwóch najbliższych współpracowników do rady nadzorczej Śląska desygnował Zygmunt Solorz. Oprócz mecenasa Birki znalazł się tam także Aleksander Myszka, który był prezesem Polsatu. Trzecią osobą jest syn Birki - Kamil, i to prawdopodobnie on będzie pilnował spraw klubu. Birka junior to 28-letni aplikant adwokacki, który na meczach drużyny Tarasiewicza pojawiał się już wiosną, a teraz będzie to robił jeszcze częściej.

W zarządzie Śląska pozostaje prezes Piotr Waśniewski, desygnowany przez prezydenta Rafała Dutkiewicza, oraz ludzie Solorza: Michał Domański oraz Sebastian Mrówczyński. Pierwszy z nich odpowiedzialny będzie za sprawy organizacyjno-prawne, drugi za nadzorowanie budowy galerii handlowej przy stadionie na Maślicach. Z tej trójki tylko Waśniewski miał wcześniej z futbolem cokolwiek wspólnego. I choć przez pewien czas był on nawet prezesem Śląska, to sam szczerze deklaruje, że bardziej od piłki nożnej interesuje się koszykówką. Na wyjazdy swojej drużyny nie jeździ, a trudno nazwać go również jej wielkim fanem. - Prawda jest brutalna, ale w końcu Śląsk to jest biznes. Zawodnicy, trenerzy czy ja zostaliśmy wynajęci, by nasz klub funkcjonował jak najlepiej. Od kibicowania Śląskowi są kibice - szczerze mówi Waśniewski.

Czy jednak to, że członkowie zarządu nie interesują się futbolem, nie sprawi, że nie będą oni mogli w pełni kontrolować tego, co się dzieje w klubie. Na przykład w kwestii transferów? -Zdaję sobie sprawę, że w piłce nożnej - tak jak w koszykówce - duże znaczenie przy transferach mają np. koleżeńskie powiązania i ktoś może chcieć wcisnąć mi przysłowiowy kit Ale aby do tego nie dochodziło, mamy w klubie trenera Tarasiewicza. On udowodnił, że można na nim polegać, że liczą się dla niego umiejętności zawodnika, a nie to, od jakiego jest agenta. Trener ze Śląskiem osiągnął w tym sezonie bardzo dobry wynik i zamierzamy wciąż na niego stawiać. A jeśli nie będzie satysfakcjonujących rezultatów, to nastąpi weryfikacja. Dotyczy ona zresztą nie tylko szkoleniowca, ale wszystkich osób w klubie, ze mną na czele - dodaje prezes.

Na razie jednak, aby Tarasiewicz mógł w Śląsku rządzić, trzeba z nim podpisać nowy kontrakt. - Dla mnie sprawa kontraktu została już zakończona. Szczegóły są uzgodnione, więc szkoleniowiec musi tylko wrócić z urlopu i podpisać umowę. To kwestia kilku dni - kończy Waśniewski.

Solorz przejmuje władzę w Śląsku - czytaj tutaj »