Tarasiewicz: Selekcjoner swoich marzeń

Trenera Ryszarda Tarasiewicza na następcę Leo Beenhakkera wymyślił... sam Tarasiewicz. Teraz szkoleniowiec Śląska mówi: - Wiem, że mam małe szanse na posadę selekcjonera reprezentacji Polski, ale chcę walczyć o realizację swoich marzeń.
Śląsk odniósł duży sukces, bo mimo osłabień w składzie zremisował u siebie z Legią Warszawa. Po meczu trener wrocławian równie dużo co o spotkaniu z wicemistrzem Polski mówił o możliwym objęciu przez niego stanowiska selekcjonera kadry narodowej. Mówił, choć prezes PZPN Grzegorz Lato w gronie potencjalnych kandydatów nawet nie wymienił jego nazwiska.

Tarasiewicz na nowego trenera reprezentacji wykreował się niemal sam. To on po wejściu Śląska do ekstraklasy i wygraniu kilku meczów obwieścił, że ma pomysł na reprezentację i jest gotowy ją prowadzić. Powiedział więc głośno coś, o czym większość ligowych trenerów dotąd nie miała odwagi nawet szeptać.

Bo Tarasiewicz jest inny od większości z nich: pewny siebie, bezkompromisowy, szczery, a czasem złośliwy.

- Kadrę chcę teraz, bo po Euro 2012 mogę stracić wzrok. Na pewno jednak nie będę pracował w klubie i reprezentacji, bo to zupełny absurd. Równolegle to można prowadzić 3A i 3B w szkole podstawowej - mówił trener Śląska.

Swoją osobowością szkoleniowiec z Wrocławia miał ująć nawet działaczy PZPN. Ci podczas zgrupowania reprezentacji w RPA nieoficjalnie mówili dziennikarzom, że to właśnie opiekun Śląska ma największe szanse, aby poprowadzić kadrę na Euro 2012.

- Wtedy byłem pierwszy w kolejce, teraz jestem szósty. Coś się tu kupy nie trzyma. Na pewno nie będę jednak chodził przez tydzień i czytał prasę w oczekiwaniu, że moja główka znajdzie się wśród potencjalnych kandydatów - zapewnia Tarasiewicz.

Jak dotąd jego największym osiągnięciem jest zajęcie ze Śląskiem szóstego miejsca w ekstraklasie i wygranie z wrocławskim zespołem Pucharu Ekstraklasy.

- Tarasiewicz na razie nie ma żadnych sukcesów, ale skoro trenerem kadry może być Stefan Majewski, to w zasadzie może być nim każdy - mówi Grzegorz Mielcarski, były reprezentant kraju, a obecnie ekspert telewizji Canal Plus.

Na argumenty o słabym trenerskim CV szkoleniowiec Śląska odpowiada: - Niech mi nikt nie mówi, że żeby objąć kadrę, trzeba pracować po 100 lat w polskich klubach. Jeśli najważniejszym kryterium jest doświadczenie, to wiadomo, że reprezentacja należy się Orestowi Lenczykowi.

Gdyby Tarasiewicz przejął kadrę, to byłaby ona pewnie taka jak wrocławski Śląsk - czyli waleczna, dobrze przygotowana motorycznie i próbująca prowadzić grę mimo braków technicznych.

- My, Polacy, nigdy nie będziemy grali tak pięknie jak Hiszpanie czy Brazylijczycy. Mamy jednak inne atuty i trzeba je wykorzystać. Tak przez lata robili choćby Niemcy i osiągali sukcesy - zaznacza szkoleniowiec z Wrocławia.

W meczu z Legią jego Śląsk grał trochę po niemiecku - był dobrze zorganizowany, twardy i nieustępliwy. Nie pozwolił rywalom na stworzenie sytuacji podbramkowych, choć sam nie miał ich też prawie wcale.

- Rysiek ma charyzmę, ale nie wiem, jakby się czuł w pracy z kadrą, bo przecież reprezentacja to zupełnie coś innego niż klub. Tam nie trzeba trenera, tylko selekcjonera - podkreślał trener Jan Urban - prywatnie dobry kolega Tarasiewicza. - Ja w każdym razie nie chciałbym objąć reprezentacji teraz, bo uważam, że jestem zbyt mało doświadczony. To przecież dla mnie dopiero trzeci sezon pracy w lidze - zaznaczał Urban. On w ekstraklasie pracuje i tak o rok dłużej niż szkoleniowiec Śląska.