Sport.pl

Po porażce z Wisłą: Tamtego Śląska już nie ma

Piłka nożna. Ze Śląska, który w zeszłym sezonie był rewelacją rozgrywek, niewiele już zostało. Atuty odebrały wrocławianom kontuzje, ale nie tylko - wielu zawodników sprawia wrażenie, jakby cofnęło się w piłkarskim rozwoju.
W piątek Śląsk przegrał u siebie z mistrzem Polski Wisłą Kraków 1:3 i od sześciu kolejek pozostaje bez zwycięstwa w lidze. Wrocławianie mecz przegrali w zasadzie już po 30 minutach, bo najpierw sędzia Szymon Marciniak słusznie wyrzucił z boiska Piotra Celebana, a potem Antoni Łukasiewicz podał głową do Pawła Brożka, który wyprowadził Wisłę na prowadzenie.

Na przegraną z mistrzem Polski nie ma się oczywiście co zżymać, bo Śląskowi z "Białą Gwiazdą" wygrać byłoby ciężko, nawet gdyby do końca występował w komplecie. Jak sam przyznał trener Ryszard Tarasiewicz, krakowianie są dziś poza zasięgiem jego zespołu.

- Może i lepiej, że błędy Piotrkowi i Antkowi zdarzyły się w tym meczu, bo porażkę z Wisłą można było jakoś tam wkalkulować. Z Wisłą na dziesięć meczów wygramy jeden i kilka zremisujemy. Prawda jest jednak taka, że Śląsk musi szukać punktów z zespołami o podobnym do nas potencjale. Jeśli ogramy Bełchatów, Lubin, Piasta czy Odrę Wodzisław, to możliwe jest zajęcie nawet piątego czy szóstego miejsca - analizował szkoleniowiec wrocławian.

Atutów brak

Wizja to dość optymistyczna, bo na razie nie wiadomo, jak jego drużyna miałaby potrzebne punkty zdobywać. Na dziś nie posiada żadnego z atutów, które dały jej wysoką pozycję w zeszłym sezonie i uczyniły ze Śląska rewelację rozgrywek.

Wówczas gra ekipy Tarasiewicza opierała się na trzech zasadniczych elementach: dobrych skrzydłowych, kreatywnym rozgrywającym i skutecznych stałych fragmentach gry. Teraz Śląsk wszystkie te atutu zatracił.

Skrzydła, mówiąc obrazowo, zostały wrocławianom odcięte. Marek Gancarczyk doznał kontuzji więzadeł krzyżowych, a jego brat Janusz jest w dyspozycji wręcz dramatycznej. W meczu z Wisłą Gancarczyk był w pełni zdrów, a jednak Tarasiewicz na lewej stronie pomocy wolał wystawić Amira Spahicia, wcześniej grającego na pozycji stopera. Na początku mogło to dziwić, ale kiedy młodszy z braci Gancarczyków już się na boisku pojawił, dziwić przestało. Pomocnik wrocławian jest cieniem samego siebie, a w klubie nie mają pojęcia, dlaczego od dziesięciu miesięcy jego forma pikuje.

Kolejnym problemem jest przeciętna forma Sebastiana Mili, który w zeszłym sezonie obsługiwał partnerów świetnymi podaniami z drugiej linii. Teraz zawodnik Śląska długo dochodzi do siebie po kontuzji kolana i choć bardzo się stara, to notuje głównie straty. Inna sprawa, że Mila liderem środka pola być nie może, bo Tarasiewicz łata nim dziury i dotąd wystawiał go na bokach pomocy, a w piątek nawet w ataku.

Przy problemach z ofensywą Śląsk mógłby ratować się stałymi fragmentami. Mógłby, ale się nie ratuje, choć w zeszłym sezonie po rzutach rożnych czy wolnych wrocławianie strzelili dużo goli. W tym udało im się to zaledwie w spotkaniach z Cracovią i Polonią Bytom. Co więcej, piłkarze Tarasiewicza po stałych fragmentach gry nie stwarzają nawet większego zagrożenia pod bramką rywali, a jeśli już, to prowokują zagrożenie pod własną. Tak było choćby w meczach z Ruchem Chorzów czy właśnie Wisłą

Zero rozwoju

Można oczywiście słabsze wyniki Śląska zrzucić na kontuzje, kartki czy pecha, ale to tylko część prawdy. Niestety, prawda jest brutalna - niewielu zawodników wrocławskiej drużyny jest w dobrej formie. Większość z nich nie tylko stanęła w miejscu, ale nawet zrobiła krok do tyłu w swoim piłkarskim rozwoju. Znamienne jest, że w starciu z Wisłą najlepsi wśród gospodarzy byli Amir Spalić i Ivo Vazgec - czyli piłkarze, którzy w zeszłym sezonie w drużynie z Wrocławia nie grali.

Nieszczęście spowodowali ci, którzy jeszcze niedawno byli Śląska absolutną podporą. Piotr Celeban w ostatnich rozgrywkach zagrał wszystkie mecze i był jednym z najlepszych stoperów w ekstraklasie. W piątek złapał drugą czerwoną kartkę pod rząd i w ważnym momencie osłabił swój zespół. Antoni Łukasiewicz rok temu świetnie spisywał się w obronie i jako defensywny pomocnik, a teraz przynajmniej trzy bramki bezpośrednio obciążają jego konto. Gdy dodamy do tego Janusza Gancarczyka czy będących w fatalnej dyspozycji Patryka Klofika, Kamila Bilińskiego czy Łukasza Madeja, trzeba postawić pytanie: Panie trenerze Tarasiewicz, co się dzieje ze Śląskiem?

Liczby Śląska

6 - od tylu meczów zespół pozostaje bez zwycięstwa w lidze

3 - tyle bramek stracił Śląsk w meczu z Wisłą. To najwięcej od 22 marca 2008 roku - wówczas tyle goli zdobył we Wrocławiu Znicz Pruszków.