Trenerzy Śląska: Piłkarze mają biegać szybciej

- Już słyszałem opinię, że Śląsk skończy podobnie jak w zeszłym sezonie Górnik Zabrze. Zapewniam, że tak nie będzie, a zła karta się odwróci, bo są ku temu przesłanki - podkreśla drugi trener Śląska Wrocław Paweł Barylski.
Piłkarze Śląska Wrocław w ten weekend meczu w lidze nie rozgrywali, gdyż ekstraklasa ma przerwę związaną z występami reprezentacji Polski. Jednak w ciągu ostatnich dni piłkarze na nudę nie mogą narzekać, bo sztab szkoleniowy klubu zarządził ostre treningi, a niektóre z nich trwały dwie i pół godziny, czyli znacznie dłużej niż normalnie.

- W trakcie przerwy na mecze reprezentacji skupialiśmy się głównie na taktyce i poprawieniu dynamiki. Zadanie mieliśmy oczywiście utrudnione, bo kilku chłopaków dostało powołania do różnych reprezentacji, więc nasza kadra była nieco uszczuplona. Wobec kontuzji Marka Gancarczyka jesteśmy zmuszeni szukać innych rozwiązań w grze, a pierwsze efekty powinniśmy zobaczyć w meczu z GKS Bełchatów - mówi trener Barylski, najbliższy współpracownik Ryszarda Tarasiewicza.

Śląsk z GKS zagra już w piątek i będzie to dla niego arcyważny mecz. Bełchatowianie bowiem również nie zaczęli tego sezonu rewelacyjnie, ale mozolnie pną się w górę tabeli. Tego samego nie można powiedzieć o wrocławianach, którzy w lidze są na dziesiątym miejscu, a bez zwycięstwa pozostają od sześciu meczów. Dodatkowo ostatnio wyraźnie ulegli u siebie Wiśle Kraków 1:3.

- Wiem, że wszyscy po tym spotkaniu oceniają nas negatywnie, ale ja widzę parę plusów. Wisła grała w piłkę, my za nią biegaliśmy, ale przynajmniej biegaliśmy do końca. To świadczy o tym, że zespół jest w dobrej kondycji fizycznej. Po tym, co zaprezentowali krakowianie, uważam, że nikt ich już w lidze nie zatrzyma. Oni są świetni pod każdym względem i widać efekty pracy, którą od trzech lat wykonuje trener Maciej Skorża. To widać zarówno jeśli chodzi o elementy piłkarskie, jak i motoryczne. U nas potrzeba na to jeszcze czasu - przekonuje trener Barylski, który odpowiedzialny jest w Śląsku m.in. za przygotowanie fizyczne zawodników.

Właśnie do przygotowania fizycznego piłkarzy Śląska było ostatnio wiele zastrzeżeń. We Wrocławiu zaczęto się nawet zastanawiać, czy słaba dyspozycja drużyny nie jest spowodowana właśnie zmianą sposobu przygotowań do sezonu. Według słów trenera Tarasiewicza nowe metody miały dać nie najlepsze efekty na początku rozgrywek, ale z każdym meczem drużyna miała prezentować się lepiej. Niestety, na razie jest zupełnie odwrotnie.

- Odrzucam zarzut, że Śląsk jest źle przygotowany do sezonu. Wszystkie badania potwierdzają, że dyspozycja fizyczna chłopaków jest dobra. To, co staramy się zrobić, to wyciągnąć tkwiące w nich rezerwy i doprowadzić do apogeum możliwości. Potem będziemy się starali ten najwyższy poziom utrzymać i to będzie najtrudniejsze - opisuje drugi trener wrocławskiego zespołu. Po chwili Barylski dodaje: - Potrzeba jeszcze czasu, aby np. Łukasz Madej doszedł do pełni formy. Natomiast u Janusza Gancarczyka problem tkwi raczej w głowie niż w nogach, bo on chyba nie radzi sobie z dużą presją. Doświadczenie ligowe ma niewielkie, ale już wszyscy wymagają od niego tego, żeby decydował o grze zespołu. Nie zamierzamy jednak narzekać albo wykonywać jakichś nerwowych ruchów. Do tego wszystkiego potrzeba wiary, cierpliwości, i my obie te cechy posiadamy. Los na razie nam nie sprzyja, ale zła karta wkrótce się odwróci. Na pewno nie będzie tak, że Śląsk zostanie drugim Górnikiem Zabrze i spadnie z ligi - kończy trener Barylski.