Śląsk mocno sfrustrowany

Piłka nożna. Po dwóch tygodniach przerwy w grze Śląska nie zmieniło się zupełnie nic, a drużyna w lidze nadal nie wygrywa. Piłkarzom nadal brakuje dynamiki, a trener Ryszard Tarasiewicz mówi o możliwości gry z kontry - choć jeszcze niedawno taka wizja napawała go obrzydzeniem.
Ekstraklasa.tv: Śląsk poległ w Bełchatowie - wideo »

W piątek Śląsk przegrał w Bełchatowie z PGE GKS-em 0:2 i był to jego siódmy mecz z rzędu bez zwycięstwa. Po spotkaniu trener wrocławian Ryszard Tarasiewicz mówił: - Następny mecz z Zagłębiem Lubin musimy wygrać, bo inaczej nasza sytuacja może się lekko skomplikować. W spotkaniu z Lubinem mamy dwa wyjścia: albo będziemy z furią atakować na przełamanie, albo staniemy na 40. metrze i będziemy czekać na swoją szansę.

Te dwa zdania oznaczają dwie zmiany w postawie samego Tarasiewicza. Do tej pory trener Śląska niskiej pozycji swojego zespołu w tabeli niemal nie zauważał, a mówił jedynie, że on pucharów nie obiecywał. Dodatkowo swoją drużynę za serię remisów chwalił, bo jak dowodził, świadczyła ona o regularności gry zespołu.

Dziś można powiedzieć, że faktycznie Śląsk gra regularnie, ale przy tym regularnie słabo. Wrocławianie nie wygrali od trzeciej kolejki tego sezonu, a w tabeli zajmują zaledwie jedenaste miejsce. Nominalnie punktowo lepsza jest też Jagiellonia, ukarana 10 ujemnymi punktami za udział w aferze korupcyjnej.

Zamiast o pucharach muszą więc myśleć o tym, aby za chwilę nie znaleźć się w strefie spadkowej. - Naszym problemem faktycznie jest to, że dawno nie wygraliśmy i to może być dla wszystkich mocno frustrujące - otwarcie przyznaje szkoleniowiec Śląska.

Taka sytuacja zmusza go także do zmiany swojego dotychczasowego trenerskiego credo. Do tej pory Tarasiewicz podkreślał, że Śląsk z kontry grał nie będzie, a teraz już taką możliwość dopuszcza. I dzieje się tak, choć za tydzień rywalem wrocławian nie będzie Wisła, Legia czy Lech, ale ligowy beniaminek.

Szkoleniowiec niby zakłada jeszcze wersję skrajnie ofensywną, ale chyba lepiej, aby wrocławianie jej nie realizowali. Ofensywnie Śląsk miał bowiem zaprezentować się również w Bełchatowie, gdzie Tarasiewicz posadził na ławce rezerwowych choćby defensywnego pomocnika Antoniego Łukasiewicza. W efekcie wrocławianie przez pierwszych 20 minut wyglądali, jakby na mecz w ogóle nie dojechali, a potem ich gra była tak przewidywalna jak wcześniej.

Śląsk starał się atakować skrzydłami, ale na dobrą sprawę nie stworzył sobie ani jednej klarownej sytuacji. Dodatkowo zespół niepotrzebnie osłabił Krzysztof Ulatowski, a bramkarz Ivo Vazgec niemal podarował rywalom drugą bramkę. Pierwszą bełchatowianie strzelili po świetnej akcji skrzydłowego Tomasza Wróbla, który wraz z Maciejem Małkowskim robił w tym meczu za profesora od gry na boku pomocy.

- Nie ma co ukrywać, że nie mieliśmy w ofensywie tylu atutów co Bełchatów. Oni cały czas nękali naszą defensywę i w końcu musiała ona popełnić błąd. W naszych akcjach, niestety, nadal brakuje dynamiki - podkreślał trener Tarasiewicz.

Jak ją odnaleźć, już nie powiedział.