Sport.pl

Śląska Wrocław rachunek sumienia

Piłka nożna. Dla Śląska 2009 rok był dobry, bo przede wszystkim naznaczony inwestycją w klub Zygmunta Solorza, szóstym miejscem w lidze i zdobyciem Pucharu Ekstraklasy. Ale w kolejnym roku wymagania i oczekiwania wobec klubu będą większe, bo taka jest istota sportowej rywalizacji
Śląsk ma za sobą najlepszy okres od wielu lat i trzeba ten fakt docenić. Przecież jeszcze na początku tej dekady spółka miała potężne długi, a zespół rywalizował w III lidze. Dziś klub jest stabilny finansowo i organizacyjnie, gra w ekstraklasie, wywalczył niezbyt prestiżowy Puchar Ekstraklasy, ale to właśnie Śląsk - jako jeden z nielicznych klubów - podszedł do rywalizacji w tych rozgrywkach profesjonalnie i ich nie zlekceważył. To trzeba docenić.

Jednak najgorsze, co mogłoby się teraz zdarzyć, to samozachwyt szefów Śląska i bierne oczekiwanie, aż wrocławski klub sam stanie się wielki. Śląsk wielki jeszcze nie jest i nie będzie, jeśli osoby z nim związane nie zrobią swoistego rachunku sumienia.

Przedstawiamy subiektywny wykaz cnót i grzechów Śląska za rok 2009.

Cnoty Śląska:

1. Skuteczność

W tym wypadku tę cnotę należy przypisać raczej prezydentowi Wrocławia Rafałowi Dutkiewiczowi niż przedstawicielom Śląska. Dzięki skuteczności prezydenta byliśmy świadkami sportowego wydarzenia roku w naszym regionie - we wrocławski klub zainwestował jeden z najbogatszych Polaków Zygmunt Solorz. Właśnie po namowach Dutkiewicza Solorz przejął Śląsk, choć pieniędzy wydawać nie lubi. Co więcej, właściciel Polsatu przekonuje, że na klubie z Oporowskiej zarobić nie chce, co w jego karierze biznesowej jest przypadkiem jedynym.

Dodatkowo Solorz podkreśla, że Śląska klasycznie sponsorować nie będzie. Zamiast tego stworzy wehikuł finansowy pozwalający klubowi utrzymywać się samemu. Tym wehikułem ma być galeria handlowa, która w 2012 roku powstanie obok stadionu na wrocławskich Maślicach. Ma ona przynosić Śląskowi przynajmniej 20 mln zł zysku rocznie i tym samym pozwolić na stworzenie dużego budżetu i włączenie się do walki o mistrzostwo Polski i europejskie puchary.

2. Profesjonalizm

Tę cnotę piłkarze trenera Ryszarda Tarasiewicza potwierdzili tegorocznym zwycięstwem w Pucharze Ekstraklasy. Podczas gdy inni te rozgrywki wyśmiewali, w Śląsku uznano, że trzeba je wygrać. Nie słyszeliśmy od wrocławian bredni o "pucharze pasztetowej" i nie widzieliśmy lekceważenia rywali i kibiców. Śląsk był na zwycięstwo pazerny i zasłużenie je osiągnął. Piłkarze zarobili na tym milion złotych, a być może takimi małymi zwycięstwami dojdą kiedyś do triumfów wielkich.

3. Waleczność

W dużej mierze dzięki walce i niebywałej ambicji zawodników wiosną na stadionie przy Oporowskiej zjawiał się komplet widzów, a Śląsk był wysoko w tabeli. Wrocławscy kibice wreszcie mieli przeświadczenie, że na mecze ich drużyny przychodzić warto, bo ona nie poddaje się niemal nigdy. Zespół Tarasiewicza punkty rywalom niemal wyszarpywał, a dzięki waleczności pozbawił mistrzostwa choćby warszawską Legię.

Śląsk charakter pokazał także jesienią, bo wówczas przyszło mu się zmierzyć z nawałem kontuzji. Ten ciężki okres wrocławianie przetrwali i są w środku stawki.

Grzechy Śląska

1. Bierność

To Śląska grzech główny, który sprawił, że drużyna obecnie w lidze znajduje się niżej, niż mogłaby i powinna być. Odkąd współwłaścicielem klubu został Solorz, mało mówi się we Wrocławiu o teraźniejszości, za to dużo o świetlanej przyszłości. Przyszłości związanej oczywiście z budową galerii handlowej na Maślicach. Problem w tym, że owa galeria już teraz stała się dla działaczy świetnym alibi usprawiedliwiającym przeciętne, a czasami słabe wyniki w rundzie jesiennej. Piękną wizją zamykają usta krytykom, a na lepsze rezultaty każą kibicom czekać aż do 2012 roku. Do tego czasu fani powinni pokornie kupować bilety na mecze Śląska i nie przejawiać większych ambicji w marzeniach o sukcesach.

Niestety, z takim myśleniem "Wielkiego Śląska" nie zbuduje się ani teraz, ani później. I stadion na Maślicach zapełnić będzie ciężko.

2. Samozadowolenie

Ten grzech wynika bezpośrednio z poprzedniego, czyli Bierności. Chyba w największym stopniu dotknął on trenera Tarasiewicza. Jesienią szkoleniowiec wrocławian sprawiał wrażenie zadowolonego ze wszystkiego, no może poza postawą "złośliwych" mediów. Wyszło więc na to, że w futbolu najważniejsze są remisy, a siedem meczów bez zwycięstwa o kryzysie wcale świadczyć nie musi. To znaczy musi, ale w przypadku rywali, a nie wrocławskiego Śląska. Doceniamy, że trener Tarasiewicz chce chronić swoich piłkarzy, ale czasem mógłby jednak nie zaklinać rzeczywistości i oceniać pewne zdarzenia realnie.

3. Nieporadność

Tę Śląsk wykazywał szczególnie na rynku transferowym. Na pięciu pozyskanych w tym roku zawodników póki co tylko Amir Spahić wydaje się być dużym wzmocnieniem. Inne nabytki Śląska albo są chimeryczne (Ivo Vazgec, Łukasz Madej), albo spisują się tragicznie (Patryk Klofik). Z kolei Jarosławowi Fojutowi w grze przeszkadzają chroniczne kontuzje.

Dodatkowo Śląsk na krajowym rynku ewidentnie sobie nie radzi, o czym świadczyć może choćby nieudana walka o pozyskanie Radosława Matusiaka czy groteskowa próba zakupu Andrzeja Rybskiego w ostatnim dniu okienka transferowego. Wypada liczyć na to, że Śląsk lepiej wypadnie w polowaniach na piłkarzy z Peru i Paragwaju, choć przecież tam rywali penetrujących ten rynek będzie miał znacznie bogatszych.

PS W ostatnim wywiadzie dla "Gazety" trener Ryszard Tarasiewicz zarzucił mediom, że odstraszają od drużyny kibiców. Na 2010 rok życzymy szkoleniowcowi i klubowi samych sukcesów, a kibiców zachęcamy do tłumnego przybywania na Oporowską. Wówczas wyrobią sobie o grze drużyny własne zdanie.