NIK twierdzi: Wrocław nie miał prawa kupić Śląska

Najwyższa Izba Kontroli twierdzi, że zaangażowanie Wrocławia w piłkarski Śląsk mogło naruszyć prawo. Rozważa nawet skierowanie wniosku do wojewody, żeby zbadał, czy uchwała rady miasta o przejęciu klubu była legalna.
NIK skontrolowała w ubiegłym roku wszystkie wrocławskie spółki miejskie. Do sprawy Śląska krytycznie odniosła się protokole i późniejszym wystąpieniu pokontrolnym. - Gmina i jej władze powołane są do rozwiązywania problemów samorządowych, a nie do działalności komercyjnej. Uważamy, że samorządy mogą działać w spółkach prawa handlowego, pod warunkiem że nie wykraczają poza realizację swoich ustawowych zadań. A w tym sensie zaangażowanie się wrocławskiego samorządu w piłkarski Śląsk może naruszać polskie prawo - tłumaczy Krzysztof Paliwoda, asystent prasowy wrocławskiej delegatury NIK.

O co chodzi NIK?
NIK powołuje się na dwie ustawy: o samorządzie gminnym i sporcie kwalifikowanym.
* Pierwsza, w rozdziale "Zakres działania i zadania gminy", w art. 7.1 mówi, że "zaspokajanie zbiorowych potrzeb wspólnoty należy do zadań własnych gminy". Wyszczególnia 15 takich zadań, a wśród nich kulturę fizyczną i turystykę, w tym tereny rekreacyjne i urządzenia sportowe.
Kwestią sporną jest to, czy utrzymywanie zawodowego klubu jest zaspokajaniem zbiorowych potrzeb wspólnoty.
* Z kolei w art. 9.1. tej ustawy jest mowa o tym, że gmina może prowadzić działalność gospodarczą wykraczającą poza zadania o charakterze użyteczności publicznej wyłącznie w przypadkach określonych w odrębnej ustawie.
NIK twierdzi, że w przypadku Śląska tej zasady nie dotrzymano. Taką odrębną ustawą może być ustawa o sporcie kwalifikowanym. Ale w art. 37. mówi ona, że ze środków samorządu terytorialnego sportowcy mogą otrzymywać jedynie wyróżnienia i nagrody, których tryb przyznawania oraz wysokość musi uchwalić rada miejska.
NIK twierdzi, że w tej ustawie jest mowa wyłącznie o jednorazowych gratyfikacjach dla wybitnych sportowców, a nie o finansowaniu bieżącej działalności sportowych spółek



Wszystko dla Śląska

Miasto przejęło zadłużoną sportową spółkę w 2007 roku, gdy piłkarze grali w drugiej lidze. Władze Wrocławia uznały, że jest to zgodne z ustawowym zakresem zadań gminy. Argumentowano, że po zbudowaniu silnej drużyny Śląsk będzie ważnym elementem promocji miasta.

Radni jednogłośnie uchwalili przejęcie klubu przez miasto - czytaj więcej

Gmina spłaciła jego długi i sukcesywnie wykupywała udziały rozproszone u prywatnych osób. Od trzech lat przekazuje też po kilka milionów złotych rocznie na funkcjonowanie zespołu (w tym roku 5 mln zł). W budżecie wydatki te zapisane są w rubryce "promocja miasta". Z myślą o Śląsku za mniej więcej 800 mln zł miasto buduje też stadion na Maślicach. Znalazło też dla klubu strategicznego inwestora - właściciela Polsatu Zygmunta Solorza. Ma on w spółce ponad 51 proc. akcji, a miasto ponad 47.

Solorz został właścicielem Śląska - czytaj więcej

Wojewoda miał obiekcje

Prawne zastrzeżenia do przejęcia przez miasto sportowej spółki w 2007 roku podniósł ówczesny wojewoda Krzysztof Grzelczyk. Domagał się unieważnienia uchwały rady miasta, która tę decyzję zaakceptowała. Przygotował nawet skargę do sądu administracyjnego. Kwestionował m.in. zapis uchwale mówiący, że jednym z głównych celów spółki będzie działalność komercyjna. - Zadaniem gminy jest upowszechnianie sportu, ale to nie jest jednoznaczne z prowadzeniem spółki sportowej - argumentował. Po jego protestach rada miasta zmieniła sporne zapisy w uchwale. Dopiero gdy znalazło się w niej sformułowanie, że "spółka ma przede wszystkim promować kulturę fizyczną oraz zdrowy styl życia i poprzez futbol promować Wrocław", Grzelczyk wycofał skargę z sądu.

Miasto: To my mamy rację

Na te wydarzenia powołują się dziś władze miasta. Bardzo krytycznie oceniają też protokół i wystąpienie pokontrolne NIK. Złożyły do niego zastrzeżenia, które trafiły do Komisji Rozstrzygającej NIK. Zdaniem miasta w 90 proc. nie zgodziła się ona z wnioskami zawartymi w dokumentach kontrolerów z wrocławskiej delegatury Izby. Do zastrzeżeń dołączono też ekspertyzę profesora Michała Kuleszy, twórcy polskiej reformy samorządowej, który w przejęciu Śląska nie widzi naruszenia prawa.

Marcin Garcarz, rzecznik prezydenta Wrocławia: - Uchwała o przystąpieniu do Śląska była przedmiotem analizy Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego, który nie dopatrzył się żadnych nieprawidłowości. Mało tego, gdy spółka została wpisana do KRS, sąd rejestrowy również badał tę sprawę pod kątem formalnoprawnym i nie znalazł żadnych uchybień. Niczego nieprawidłowego nie dostrzegła też Regionalna Izba Obrachunkowa, która zatwierdziła środki w budżecie miasta na ten cel. Naszym zdaniem to koronne argumenty, które świadczą, że w tym sporze to miasto ma rację. W polskim systemie prawnym nie ma możliwości, aby NIK sytuowała się ponad niezawisłymi sądami.

- Zdecydowanie różnimy się z miastem w ocenie potrzeby zaangażowania się w Śląsk - komentuje Paliwoda.

Po NIK wojewoda, a potem sąd?

Na początku marca Komisja Odwoławcza NIK opublikuje ostateczne podsumowanie kontroli. Co będzie, jeśli prezes NIK ją zatwierdzi?

- Nie wykluczamy, że zwrócimy się do wojewody, aby rozpatrzył, czy uchwała rady miasta o przejęciu Śląska jest legalna - zapowiada Paliwoda.

Jeśli stwierdzi, że nie była, automatycznie sprawą zajmie się Wojewódzki Sąd Administracyjny. Może on nawet nakazać wycofanie się miasta ze spółki.

Jakie polskie gminy zainwestowały w kluby?
Kielce w Koronę, Kraków w Cracovię, Gliwice w Piasta, w Bydgoszcz w Zawiszę i Polonię, Łódź w ŁKS.