Śląsk przegrał z Jagiellonią: Rozklepani jak juniorzy

Śląsk zasłużenie przegrał z Jagiellonią, bo miał nikły potencjał ofensywny, słabą ławkę rezerwowych i był wyraźnie słabszy. Wrocławianie są teraz jedynym zespołem w ekstraklasie, który nie wygrał meczu na wyjeździe.
Była 59. minuta meczu, a Śląsk zasłużenie przegrywał z Jagiellonią 0:2 i musiał "gonić" wynik. Trener gości Michał Probierz zdjął właśnie z boiska Brazylijczyka Maycona i wprowadził szybkiego reprezentanta Polski Kamila Grosickiego. W odwodzie szkoleniowiec rywali miał jeszcze m.in. solidnych Bruno i Dariusza Jareckiego oraz byłego rozgrywającego warszawskiej Legii Marcina Burhardta.

Trener Ryszard Tarasiewicz nawet na swoją ławkę nie spoglądał. Oprócz bramkarza i dwóch obrońców siedzieli na niej wracający po kontuzji Patryk Klofik i Przemysław Łudziński oraz 19-letni Dariusz Góral. "Gonić" wyniku nie było więc absolutnie kim. - Darka to chętnie bym wpuścił na lewą stronę, ale tylko gdybyśmy prowadzili. Gdybym zrobił to przy niekorzystnym wyniku i presji kibiców, to mógłbym mu tylko wyrządzić krzywdę. Są zawodnicy, którzy po czymś takim już nigdy się nie otrząsnęli i ich talent został zmarnowany - tłumaczył później Tarasiewicz.

W ciągu tygodnia wrocławski szkoleniowiec stracił trzech zawodników, bo za kartki w meczu z Jagiellonią pauzowali Antoni Łukasiewicz i Sebastian Dudek, a kontuzji kręgosłupa nabawił się Tomasz Szewczuk. Rezerwy Śląska się więc posypały, a niestety o zmiany w składzie prosiło się już po pierwszej połowie sobotniego spotkania. W środku pola nie radzili sobie Dariusz Sztylka i Amir Spahić, a przeciętne zawody rozgrywali na skrzydle Piotr Ćwielong oraz Łukasz Madej. - Przy naszym obecnym potencjale ofensywnym ciężko było nawet odrobić stratę dwóch bramek - przyznawał trener Śląska.

Tarasiewicz stracił już wszelkie pole manewru, bo zamknięte zostało okienko transferowe i Śląsk w tym składzie musi dotrwać do końca sezonu. - Będziemy pracować nad tym, aby nasz potencjał ofensywny funkcjonował lepiej. Niestety, mecz zaczęliśmy z ogromnym, niepojętym dla mnie bagażem psychicznym i robiliśmy bardzo dużo błędów technicznych. Tak szybko jak odbieraliśmy piłkę, tak szybko ją traciliśmy. Uważam jednak, że gdybyśmy nie stracili drugiej bramki, to tego meczu nie przegralibyśmy. Przed jej stratą nie uchroniłby się jednak żaden zespół - zaznaczał szkoleniowiec.

W 51. minucie Remigiusz Jezierski uderzył z półobrotu w samo okienko bramki Mariana Kelemena. Wcześniej strzałem z rzutu wolnego Jagiellonii prowadzenie dał inny były gracz Śląska - Jarosław Lato. Honorowe trafienie dla gospodarzy po rzucie rożnym zaliczył Piotr Celeban.

Przez większą część pojedynku Jagiellonia była zespołem co najmniej o klasę lepszym od Śląska. Pod każdym względem. Rywale dominowali niepodzielnie na boisku, spokojnie rozgrywali piłkę, stwarzali sobie okazje bramkowe, a bezradni wrocławianie biegali tylko za przeciwnikami i rzadko byli przy piłce. Co gorsza, wśród piłkarzy Śląska szybko można było dostrzec zrezygnowanie i wyjątkowo małą agresję w grze. W przerwie spotkania doskonale grający Tomasz Frankowski z Jagiellonii przyrównał nawet pojedynek do meczu towarzyskiego - bo tak wyraźna była dominacja gości i wyjątkowo mierne zaangażowanie wrocławian w walkę.

- Zdarzają się mecze, w których przegrywa się u siebie, ale ja tego nie akceptuję. We Wrocławiu przegrywać nam po prostu nie wolno - podkreślał Tarasiewicz.

Śląsk jednak Jagiellonii uległ i tym samym przerwał passę czterech zwycięskich spotkań na własnym boisku. Białostoczanie przerwali za to serię 32 pojedynków bez wygranej na wyjeździe. Teraz jedyną ekipą, której na obcym boisku wygrać się w tym sezonie nie udało, jest Śląsk.



Śląsk Wrocław - Jagiellonia Białystok 1:2 (0:1) Strzelcy bramek: Piotr Celeban (78.) - Jarosław Lato (33.), Remigiusz Jezierski (52.). Śląsk: Kelemen - Wołczek, Fojut, Celeban, Pawelec - Madej, Spahić (88. Łudziński), Sztylka Ż, Ćwielong - Mila - Sotirović. Jagiellonia: Sandomierski Ż - Norambuena, Skerla, Cionek, El Mehdi - Jezierski (68. Bruno), Grzyb, Hermes, Lato - Maycon (58. Grosicki), Frankowski (76. Burkhardt). Sędziował: Dawid Piasecki ze Słupska.