Szefowi Śląska lokata obojętna - Tarasiewicz ma konsekwentnie budować drużynę

Szczerze mówiąc, mnie jest wszystko jedno, czy będzie to szósta, czy ósma lokata. Działania konkurentów nie wywołują w nas większej nerwowości - mówi szef rady nadzorczej Śląska, Józef Birka po przegranym meczu z Jagiellonią Białystok 1:2.
Śląsk był w sobotę dwie klasy gorszy od Jagiellonii, która wygrała na wyjeździe pierwszy raz od 32 meczów.

Michał Karbowiak: Czy najbogatszego Polaka Zygmunta Solorza zadowala przeciętność klubu, którego jest współwłaścicielem?

Józef Birka, szef rady nadzorczej Śląska, najbliższy współpracownik Zygmunta Solorza: - Prezesa Solorza nie zadowala przeciętność, ale konsekwentnie zamierza realizować swój plan. Zakłada on, że Śląsk będzie bardzo silny w 2012 roku. Wtedy właśnie naprzeciwko stadionu powstanie galeria handlowa, a dochód z niej zostanie przeznaczony na klub. Tak ruszy nasz "wehikuł finansowy", czyli przedsięwzięcie handlowe, z którego zyski zainwestujemy w drużynę.

Do 2012 roku trener Ryszard Tarasiewicz ma konsekwentnie budować drużynę, i to właśnie robi. W swojej misji nie miał na razie żadnych wpadek i mamy do niego pełne zaufanie.

Po wybudowaniu galerii Śląsk przez 25 lat będzie spłacać około 25 mln zł kredytu rocznie. Dla polskiego klubu to ogromna suma.

- Raty kredytu spłacimy z dochodów z galerii, więc Śląsk na pewno na tym nie straci. Poza tym wysokość kredytu i czas jego spłaty ciągle jest negocjowany z bankami. Może uda nam się wynegocjować tak zwaną karencję - wówczas przez dwa pierwsze lata nie musielibyśmy nic płacić. Przy takim rozwiązaniu wszystkie dochody z galerii trafiłyby do Śląska, a wtedy budżet klubu będzie potężny.

Nawet jeśli tak się stanie, to w 2012 roku wrocławski klub i tak może być daleko za rywalami. Przecież Wisła, Legia czy Lech są dziś silniejsze od Śląska i inwestują w swoje drużyny.

- Obserwujemy, co się dzieje u konkurentów. Ale ich działania nie wywołują w nas większej nerwowości. Nie zmienimy swojej koncepcji, bo to mogłoby bardziej Śląskowi zaszkodzić, niż pomóc. W budowaniu wielkiego klubu najważniejsze są konsekwencja i spokój. Nie przewidujemy żadnych gwałtownych ruchów i nie będziemy ulegać naciskom. Widzimy, co się dzieje w Polonii Warszawa, gdzie nagle wpakowano w zespół bardzo duże pieniądze, a mimo to nie osiąga on świetnych wyników. W Śląsku budujemy na razie szkielet drużyny i będziemy ją stopniowo wzmacniać. Ten proces już się zaczął, bo nie kupujemy słabych piłkarzy, którzy mieliby być tylko "zapchajdziurami". Staramy się pozyskiwać zawodników dobrych, a przy okazji perspektywicznych. Myślę, że to się udaje. Poza tym proszę zobaczyć, że zimą Sebastian Mila odrzucił świetną finansowo ofertę z Ukrainy i został u nas. To świadczy, że w Śląsku wszystko idzie w dobrym kierunku.

Właściciel Wisły Kraków Bogusław Cupiał od razu zainwestował w klub duże pieniądze i zdobył z nim już siedem tytułów mistrza Polski. Takie rozwiązanie was nie pociąga?

- Pan Cupiał ma swoją filozofię, my swoją. To, co do tej pory robiono w polskiej piłce, to był sponsoring, a my od takiego modelu chcielibyśmy odejść. Kluby dostawały od swoich właścicieli pożyczki i były od nich w pełni uzależnione.

Według naszej koncepcji Śląsk ma być najpierw samowystarczalny, a potem może zacząć osiągać wielkie sukcesy. Oczywiście, jeśli sukcesy przyjdą szybciej, to będzie świetnie. Jeśli nie, nie zamierzamy robić tragedii. Liczy się efekt długofalowy.

Jaki jest cel Śląska na rundę wiosenną?

- Wygrać jak najwięcej spotkań i zająć jak najwyższe miejsce w tabeli. Szczerze mówiąc, mnie jest wszystko jedno, czy będzie to szósta, czy ósma lokata. Wiem jednak, że dla kibiców to bardzo ważne, aby klub był w lidze jak najwyżej. Dlatego życzyłbym sobie, by Śląsk po prostu spisywał się dobrze i przyciągał na stadion jak najwięcej fanów.

Jesienią na Oporowską przychodziło po cztery, pięć tysięcy ludzi. Jak na 700-tysięczny Wrocław to bardzo mało.

- Rzeczywiście niska frekwencja na meczach we Wrocławiu trochę mnie martwi. Myślę jednak, że w pewnej mierze wynika ona z niedoskonałości naszego stadionu. Na obiekcie budowanym na Euro 2012 będzie już pod tym względem znacznie lepiej. W mieście musi też powstać moda na Śląsk, i to jest zadanie nie tylko dla klubu, ale też lokalnych mediów. Silny Śląsk to nasza wspólna sprawa.

Zygmunt Solorz zainwestował w Śląsk prawie rok temu. W tym czasie nie zniechęcił się jeszcze do polskiej piłki?

- Nie. We Wrocławiu nasza współpraca z miastem układa się wzorowo, więc nie możemy narzekać. Wszystko idzie tak, jak sobie założyliśmy. Dla nas najważniejsze jest to, że polska piłka zaczęła się oczyszczać. Bez tego na pewno prezesa Solorza w futbolu by nie było. Nie da się jednak ukryć, że na poziom ligi wpływa to, co działo się w niej przez lata. Piłkarze mają np. problemy wydolnościowe, bo skoro przez lata seryjnie ustawiano mecze, to w zasadzie nie trzeba było odpowiednio trenować. Te braki wychodzą podczas spotkań w europejskich pucharach, czy w momencie, gdy nasi piłkarze wyjeżdżają na Zachód. Aby to się zmieniło, potrzeba jeszcze sporo czasu.

Wszystko o 19. kolejce Ekstraklasy »