Ryszard Tarasiewicz: Z Piastem gramy mecz o życie!

- Piłkarze są świadomi tego, co nas czeka. Mówimy, że mecz z Piastem jest spotkaniem o życie i musimy w nim walczyć - podkreśla Ryszard Tarasiewicz przed meczem z Piastem Gliwice.
W sobotę Śląsk zmierzy się na wyjeździe z Piastem Gliwice i będzie to dla wrocławian niemal mecz sezonu. Piast jest przedostatni w tabeli, a Śląsk ma nad nim tylko trzy punkty przewagi. Jeśli więc wrocławianie w Gliwicach wygrają, to w zasadzie zapewnią sobie utrzymanie w lidze. W przypadku porażki sytuacja zespołu z Oporowskiej może się zrobić arcytrudna, bo w kolejnych spotkaniach zmierzy się on na wyjeździe z Odrą Wodzisław i u siebie z Arką Gdynia.

Śląsk w tym roku nie wygrał jeszcze meczu, a bez zwycięstwa pozostaje od dziesięciu spotkań.

Rozmowa z trenerem Śląska

Michał Karbowiak: Kiedyś powiedział Pan, że trudniejsza od walki o mistrzostwo Polski jest walka o utrzymanie. Nadal Pan tak uważa?

Ryszard Tarasiewicz: Tak. Dla mnie jest to o tyle logiczne, że walkę o mistrzostwo można odroczyć na następny sezon. Po spadku już tak dobrze nie ma. W tym przypadku jest znacznie większa presja i odpowiedzialność. Wiadomo, jakie są konsekwencje po ewentualnej degradacji. Klub spada o ligę niżej, ponosi straty finansowe, nie wiadomo, czy w kolejnym roku awansuje. Dlatego właśnie uważam, że przy walce o utrzymanie pojawia się więcej problemów, niż wtedy gdy rywalizuje się o mistrzostwo.

Jak z tymi problemami poradzą sobie Pana piłkarze?

- Z tego co widzę, piłkarze są świadomi tego, co nas czeka. Mówimy, że mecz z Piastem jest spotkaniem o życie i musimy w nim walczyć. Ale przecież moi zawodnicy wcześniej nie dawali sygnałów, że oni walczyć nie chcą. Nie jest więc tak, że teraz muszą dać z siebie 150 proc. normy. Zawsze staraliśmy się zdobywać punkty i wygrywać na tyle, na ile mogliśmy w danym dniu. Sytuacja ułożyła się tak, jak się ułożyła i teraz trzeba myśleć nie o tych trzech meczach, które nas czekają, ale o najbliższym pojedynku z Piastem. Przy naszym zwycięstwie możemy sobie przecież utrzymanie zapewnić już teraz. W zwycięstwo w Gliwicach wierzę zarówno ja, jak i zawodnicy. Nie mamy wcale na sobie większej presji niż Piast, bo mamy więcej punktów. Dodatkowo nasz najbliższy rywal nie ma tylu atutów co Lech, Wisła czy Legia i nie powinien nam stwarzać tylu problemów. Pewne jest, że w tym spotkaniu zagra agresywnie i zdecydowanie, ale my odpowiemy tym samym. Może być tak, że przez pierwszy kwadrans słowo futbol zejdzie na drugi plan. Przegra ten, kto pierwszy pęknie. Tak naprawdę przed meczem z Piastem obawiam się tylko o ewentualne decyzje sędziego. To nie daje mi spokoju. O resztę się nie martwię.

Nie za dużo tego pańskiego narzekania na sędziów?

- Ja nie narzekam na sędziów. Na konferencjach prawie o nich nie mówię. Zawsze generalnie reaguję spokojnie. Oglądałem jednak powtórki z meczu z Lechem i nadal uważam, że Lewandowski przy trzeciej bramce był na spalonym.

Analizy komputerowe w telewizji pokazały co innego.

- Nie potrzeba analiz, wystarczy zatrzymać obraz w odpowiednim momencie. Lewandowski był nogą i lekko ciałem poza linią obrony. Sędzia liniowy nie widział tego, bo był gdzie indziej. Dodatkowo denerwuje mnie to, że nie jesteśmy zespołem brutalnym, a mimo to każda zdecydowana interwencja jest karana kartkami. To nie jest odpowiednie traktowanie.

Zastanawiał się Pan nad tym, dlaczego Śląsk walczy o utrzymanie?

- Tak. I naprawdę trudno powiedzieć. Analizowałem poszczególne spotkania i mogę powiedzieć, że w większości prezentowaliśmy poprawną grę. Ja wiem, że nie wolno patrzeć na innych, ale też oglądam mecze naszej ekstraklasy. Widzę więc, jak grają poszczególne zespoły od miejsc 8.-16., i wiem, że nasz rytm, jakość gry jest od niektórych znacznie lepsza. Mimo to zdobyliśmy mniej punktów. Gdyby coś było nie w porządku z rytmem czy jakością, to mógłbym z obawami podchodzić do ostatnich trzech meczów. Ale widzę, że jest w porządku. Przyznaję jednak, że nie spodziewałem się, że moją drużynę może spotkać tak długi okres bez zwycięstwa. Nie ma co jednak płakać nad tą sytuacją i popadać w paranoję. Jeśli wpadniemy w psychozę, to przez nerwowość będziemy podejmować na boisku nieracjonalne decyzje. Trzeba myśleć pozytywnie, a nie zastanawiać się, co będzie, jak przegramy z Piastem czy Odrą Wodzisław.

Skoro ze Śląskiem jest tak dobrze, to dlaczego jest tak źle?

- Nie mówię, że jest dobrze. Prawdą jest jednak, że tak grając, powinniśmy mieć pięć punktów więcej. Dziś powinniśmy myśleć, żeby wygrać z Piastem Odrą i Arką i zakończyć sezon na siódmym miejscu. Jest jednak, jak jest i się z tym zmierzymy. Proszę mi wierzyć, że pretensje do siebie mógłbym mieć, gdybyśmy grali tylko fazami, a punkty zdobywali szczęśliwie.

Z Koroną Kielce czy Zagłębiem Lubin właśnie tak było.

- W tym roku trafiliśmy na zespoły, które z nami prezentowały się wyjątkowo dobrze. Na przykład Korona wyglądała we Wrocławiu pozytywnie. Z drugiej strony pojechała na Piast i przegrała tam z kretesem. Nie mieliśmy takiego meczu, gdzie przy naszej dobrej grze rywale mieli słabszy okres. Gdyby tak się stało, to na pewno byśmy wygrali.

W kilku wywiadach mówił Pan, że przyzwyczaił ludzi do tego, że dobry zespół można zbudować małym kosztem. Tak właśnie jest z obecnym Śląskiem?

- Proszę zauważyć, że pozyskiwaliśmy zawodników za darmo bądź szukaliśmy takich za 500-600 tys. zł. Nie sądzę, że są to duże pieniądze. Klub jest w trakcie powiększania budżetu i są pewne ograniczenia finansowe. Ja nie mogę ich przeskoczyć. Działam więc zgodnie z sygnałami, jakie mam. Z drugiej strony chciałem udowodnić, że jestem na tyle dobry, aby z zawodników o pewnym potencjale zrobić zespół bijący się z ekipami zdecydowanie lepszymi i wydającymi większe pieniądze. Może tu wyszło moje wyolbrzymione ego i to, że lubię iść pod prąd. Może powinienem być bardziej agresywny, jeśli chodzi o transfery. Chciałem jednak być lojalny.

Obecnie jednak wszyscy musimy sobie zdać sprawę, że Śląsk bez inwestycji nie będzie odgrywał wiodącej roli w lidze. Cieszę się, że wkrótce będę miał większe pole manewru. Jesteśmy po słowie z dwoma graczami - napastnikiem i pomocnikiem. Mam nadzieję, że ich pozyskamy. Teraz pewne sprawy są jednak w zawieszeniu. Najważniejsze jest utrzymanie.