Urażona duma króla piłkarskiego Śląska Wrocław

Sprowadzenie dyskusji o piłkarskim Śląsku Wrocław wyłącznie do oceny wyniku, jaki osiągnęła w tym sezonie drużyna, jest znacznym uproszczeniem problemu. A problem jest, i to bardzo poważny.
Paradoksem jest sytuacja, do której doszło we Wrocławiu. Trener zespołu Ryszard Tarasiewicz poczuł się urażony i obraził się, gdyż kibice i dziennikarze mają śmiałość ocenić efekty jego pracy w Śląsku. Niestety, jest bardzo dużo prawdy w ironicznym stwierdzeniu prezydenta Wrocławia Rafała Dutkiewicza, który powiedział kiedyś o Tarasiewiczu, że "czuje się on w Śląsku niczym król".

Nieomylny geniusz

Nikt nie lubi, gdy się go krytycznie ocenia. Jednak w przypadku szkoleniowca wrocławskiego zespołu ta cecha przybiera skrajne rozmiary. Szkoda, że trener nie potrafi zrozumieć, iż prawdziwą istotą problemu jest Śląsk jako klub, jego teraźniejszość i przyszłość, a nie sam Tarasiewicz. Bo wbrew temu, o czym myśli szkoleniowiec, jeszcze tak nie jest, że on i Śląsk oznacza to samo. Śląsk to nie tylko Tarasiewicz.

Trener uważa siebie za nieomylnego wizjonera-geniusza, co, niestety, uniemożliwia jakąkolwiek merytoryczną dyskusję. Dla szkoleniowca wrocławian każdy próbujący dyskutować, oceniać sytuację w Śląsku, jest śmiertelnym wrogiem, który najpewniej ma złe zamiary i chce zdezawuować jego wielkość. To dlatego trener z taką wściekłością atakuje część mediów czy kibiców.

Dziennikarskie informacje o tym, że właściciele klubu zastanawiają się, czy zdymisjonować trenera, sam Tarasiewicz określił jako " kompletne bzdury". A informacje są prawdziwe. Decyzja o tym, czy Tarasiewicz nadal będzie prowadził Śląsk, jeszcze nie zapadła. Potwierdził to oficjalnie prezes zarządu Piotr Waśniewski, tłumacząc, że właśnie w tej kwestii wkrótce dojdzie do rozmów właścicieli ze szkoleniowcem.

Wróg czai się wszędzie

Generalnie wszelkie analizy, sugestie poprawienia sytuacji Śląska, szkoleniowiec odbiera jako atak skierowany tylko na niego. Tak jest choćby z zatrudnieniem dyrektora sportowego, który powinien pomagać i wyręczać trenera w wielu kluczowych sprawach związanych nie tylko z bieżącą polityką transferową, ale także z wizją rozwoju klubu. Tarasiewicz niby się zgadza na zatrudnienie takiej osoby, ale równocześnie dodaje: "Jeżeli go nie będzie, to sam sobie poradzę".

Takie podejście wynika z wyjątkowej nieufności Tarasiewicza, który wszędzie doszukuje się wrogów, spisku przeciwko sobie. Organiczna niechęć do współpracy z kimkolwiek to efekt niebywałej wręcz podejrzliwości szkoleniowca, przekonanego, że dyrektor sportowy będzie czyhał na jego stanowisko i działał na niekorzyść Śląska. Trwają poszukiwania kompetentnej osoby, która podjęłaby pracę we wrocławskim klubie. Tylko jaki dobry fachowiec zgodzi się przyjść do Śląska, z góry wiedząc, że w osobie trenera będzie miał wielkiego wroga?

Niestety, takie podejście do problemu nie zwiastuje niczego dobrego. Aby stworzyć naprawdę silny, nowoczesny klub mający europejskie aspiracje, potrzeba nie tylko pieniędzy, mądrej wizji rozwoju, ale przede wszystkim grupy współpracujących, mających do siebie zaufanie fachowców. Bezgranicznie zadufany we własnej wielkości jeden człowiek doprowadzi ten klub donikąd.

Piłkarzom się należy?

Uważam, że trener Tarasiewicz stracił nieco poczucie rzeczywistości. Wielkie niezadowolenie kibiców z postawy Śląska ma swoje konkretne przyczyny i nie jest przez nikogo sterowane. Fani swoje widzą i nie przekonają ich mało sensowne, niespójne - delikatnie to ujmując - opowieści trenera. Zespół grał kiepsko, zajął niskie miejsce w słabiutkiej lidze, swoją postawą nie zachęcił do przyjścia na stadion tysięcy nowych kibiców. Dziewiąta pozycja w tabeli (a tak naprawdę dziesiąta, bo Jagiellonia wywalczyła na boisku 8 punktów więcej niż Śląsk) wcale nie jest przypadkiem, zbiegiem nieszczęśliwych zdarzeń, tylko realnym odzwierciedleniem małej wartości tej ekipy. W tabeli wrocławian wyprzedziło 8, a wliczając Jagiellonię 9 klubów. Na 18 spotkań rozegranych z drużynami, które były wyżej w tabeli, Śląsk wygrał tylko jedno - u siebie z Polonią Bytom. To konkretny dowód, jaką wartość piłkarską prezentowała ekipa Tarasiewicza.

Pamiętajmy, iż decyzja władz miasta, aby przejąć piłkarski Śląsk, spłacić jego stare długi, konsekwentnie finansować klub z miejskich pieniędzy, miała wielu przeciwników. Część mieszkańców Wrocławia, mediów i działaczy sportowych była i jest temu pomysłowi zdecydowanie przeciwna. Krytycznie o pomaganiu za publiczne pieniądze tylko piłkarskiej drużynie wypowiadają się rozżaleni działacze innych wrocławskich klubów, którzy nie dostają nic. W piłkarskim Śląsku niektórzy chyba tego nie widzą i nie rozumieją istoty problemu. Prezentują typowo roszczeniowy sposób myślenia, na zasadzie, że panom piłkarzom wszystko się należy.

Dobrze byłoby więc, aby trener Tarasiewicz i jego drużyna na boisku udowodnili, że są gwarancją sukcesów Śląska. Na razie o swojej wielkości i świetnych meczach tylko mówią.