Śląsk wciąż poszukuje ofensywnych wzmocnień

Piłka nożna. - Szukamy zawodników dobrych i perspektywicznych, a nie takich, którzy pograją u nas rok i zakończą karierę - mówi prezes Śląska Piotr Waśniewski. Z tego względu Śląsk nie chciał zatrudnić byłego reprezentanta Polski Marcina Żewłakowa, który był zainteresowany grą we Wrocławiu.
Ofertę przysłał do Śląska menedżer Marcina Żewłakowa, który szukał piłkarzowi pracy w polskim klubie. Żewłakow wyjechał z Polski 11 lat temu. Występował w Polonii Warszawa, z którą zdobył mistrzostwo Polski. Później grał w Belgii, Francji, a ostatnio w cypryjskim APOEL-u Nikozja. W barwach tego ostatniego zespołu dwa sezony temu Żewłakow wystąpił w Lidze Mistrzów i na wyjeździe strzelił gola londyńskiej Chelsea. Wcześniej występował w reprezentacji Polski i wywalczył awans do finałów mistrzostw świata w 2002 roku. Strzelił wówczas jedną z bramek w wygranym 3:1 spotkaniu z USA. Teraz piłkarz chce wrócić już do Polski.

Śląsk rozmów o zatrudnieniu 34-letniego zawodnika nawet nie podjął, bo jego transfer nie zgadzałby się z filozofią przyjętą przez władze klubu. Trenerzy i działacze Śląska chcą pozyskiwać głównie zawodników przed 30. rokiem życia. Kupieni gracze mają w zespole z Oporowskiej rozwinąć się piłkarsko i tu osiągnąć apogeum swoich sportowych możliwości.

- Jesteśmy na innym etapie budowy drużyny niż np. Wisła i dlatego potrzebujemy innych zawodników. Nie chcemy kupować piłkarzy, którzy pograją u nas przez rok czy dwa, a potem zakończą karierę. Stawiamy na graczy nie tylko dobrych, ale i perspektywicznych. Stąd choćby pozyskanie Waldemara Soboty czy Łukasza Gikiewicza - zaznacza prezes Waśniewski.

Sobota i Gikiewicz to na razie jedyni piłkarze kupieni przez Śląsk przed nowym sezonem. Obaj są ofensywni, mają po 23 lata, a w zeszłym sezonie grali jeszcze w I lidze. Teraz kolejnych wzmocnień Śląsk szuka głównie w Ameryce Południowej. W kręgu zainteresowań jest grupa siedmiu piłkarzy. Być może wkrótce będzie ich jednak nieco więcej, bo wrocławianie rozpoczną współpracę z dwoma skautami na stałe mieszkającymi w Brazylii. Ci mają dla Śląska obserwować zawodników występujących w tamtejszych niższych ligach.

- Będziemy przyglądać się raczej zapleczu tamtejszej elity, bo tam również mogą się trafić wielkie talenty. Naszym zadaniem jest znaleźć dobrego zawodnika 15 minut wcześniej, niż zrobi to jakiś wielki klub z Zachodu. Tylko wtedy będziemy mieli szansę podpisać z nim umowę. Taki gracz ma u nas błysnąć, a potem za przyzwoite pieniądze zostać sprzedany np. do Bundesligi. I nie ma co się śmiać, że ci, których obserwowaliśmy zimą, trafili już do lepszych klubów. To tylko znaczy, że szukamy dobrze, ale musimy być czujni i cierpliwi. Wtedy na pewno uda nam się pozyskać kogoś bardzo wartościowego - zapewnia Waśniewski.

Co ciekawe, mówiąc o potencjalnych transferach graczy z Ameryki Południowej, prezes Śląska zastrzega: - Nie liczymy, że taki Brazylijczyk przyjdzie do nas i w ciągu kilku meczów strzeli kilkanaście bramek. Może tak się zdarzyć, że na aklimatyzację będzie potrzebował rundy czy nawet sezonu. To jest ryzyko, które musimy i jesteśmy gotowi ponieść - podkreśla.

Taka deklaracja prezesa Śląska w sposób naturalny nasuwa jednak dwie wątpliwości: czy transfery mogą i mają pomóc Śląskowi już w tym sezonie oraz czy drużyna będzie w stanie zająć piąte miejsce, a taki cel przed trenerem postawili właściciele klubu? Waśniewski: - Zajęcie piątego miejsca to nie jest jakieś ultimatum. Może zdarzyć się przecież tak, że drużyna zakończy sezon na szóstej pozycji, ale zrobi to w tak dobrym stylu, że nikt nie będzie mógł mieć do piłkarzy pretensji. I właśnie o ten styl nam przede wszystkim chodzi. Właściciele po prostu nie chcą, aby powtórzyła się tak mało efektowna runda jak ostatnio. Transfery mają oczywiście podnieść jakość gry zespołu już teraz i jestem przekonany, że tak właśnie się stanie.

michal.karbowiak@wroclaw.agora.pl