Piłkarski Śląsk: Zagraniczny trener na celowniku

Na razie trener piłkarskiego Śląska Ryszard Tarasiewicz nie zostanie zdymisjonowany. Ale właściciele klubu doszli już do wniosku, że ten szkoleniowiec nie jest żadnym gwarantem zbudowania silnego Śląska, i za granicą szukają jego następcy.
Oficjalnie tematu zmiany trenera w piłkarskim Śląska nie ma. Najważniejsze osoby w klubie podkreślają, że Ryszard Tarasiewicz ma zaufanie przełożonych i poprowadzi zespół w najbliższych meczach. Na pewno w sobotnim przeciwko Widzewowi w Łodzi. Przedstawiciele Śląska konsekwentnie zaznaczają, że gra drużyny jest lepsza niż w minionych rozgrywkach, ale wyniki i miejsce w tabeli zespołu ciągle rozczarowują.

Jednak z nieoficjalnych, ale bardzo wiarygodnych informacji wynika, że szefowie piłkarskiego klubu powoli tracą zaufanie do trenera Tarasiewicza. Niepodważalnym dowodem na to jest fakt, że rozpoczęli wstępne poszukiwania nowego szkoleniowca. Mimo że wrocławianie starają się utrzymywać to w tajemnicy, w polskim środowisku piłkarskim takie informacje rozchodzą się błyskawicznie. Pierwszy sygnał ze Śląska wyszedł po przegranym meczu z Lechią Gdańsk, gdy szukano rady u Zbigniewa Bońka. Po porażce z Lechem pewne osoby zdobywały informacje o Jose Bakero. We Wrocławiu już wiedziano, że Hiszpan zostanie zwolniony z Polonii Warszawa, i przez krótki czas w Śląsku zastanawiano się, czy aby nie zatrudnić właśnie Bakero. Ten pomysł równie szybko jak się pojawił, tak szybko też upadł.

Wszystko wskazuje, że Śląsk szuka trenera zagranicznego. Z kilku powodów. Po pierwsze: dobrych polskich szkoleniowców jest bardzo, bardzo niewielu, a ci, których można by zatrudnić, teraz pracują w innych klubach. Pod koniec minionego sezonu najwyżej stały w Śląsku notowania Rafała Ulatowskiego, ale nawet gdyby teraz został zdymisjonowany w Cracovii, to kto sprowadzi szkoleniowca, który w kompromitującym stylu rozpoczął ten sezon? Widać też, że kandydatura bezrobotnego od dłuższego czasu Czesława Michniewicza nie zyskała aprobaty właścicieli klubu.

Śląsk szuka trenera na Bałkanach oraz w Niemczech. Szefowie klubu nie mają łatwego zadania, bo znaleźć przyzwoitego fachowca tuż po rozpoczęciu sezonu nie będzie łatwo. Tym bardziej że oferta nie zostanie przecież złożona przez markowy europejski klubu. Bo takim Śląsk na pewno nie jest.

Poszukiwania następcy Tarasiewicza nie są prowadzone w atmosferze nerwowości, gdyż sytuacja jeszcze dramatyczna nie jest. Mało tego, całkiem prawdopodobny jest wariant, że obecny trener popracuje co najmniej do końca rundy jesiennej. Chyba że w kolejnych meczach dojdzie do jakiejś katastrofy i dymisja stanie się koniecznością chwili. Możliwy jest nawet scenariusz, że jeśli "zagraniczne łowy" zakończą się fiaskiem, Tarasiewicz wytrwa do końca sezonu. Ale jedno jest już raczej przesadzone - właściciele klubu doszli już do wniosku, że trener Tarasiewicz nie jest żadnym gwarantem zbudowania silnego Śląska.

Trudno się im dziwić, i tak wykazują się już wystarczająco długą cierpliwością. A może to nie dowód cierpliwości, tylko - delikatnie ujmując - słabej znajomości tematu? Jednak nawet najwięksi laicy powoli zaczynają zauważać, że od dłuższego czasu Śląsk niebezpiecznie zadołował w dolne rejony tabeli naszej słabej ekstraklasy. Tak było w końcówce minionego sezonu, a teraz ten koszmar znów powraca. Niby jeszcze nie ma powodów do niepokoju, bo za nami tylko pięć kolejek, ale dlaczego to Śląsk wraz z Zagłębiem Lubin jest na przedostatnim miejscu stawki? Jeśli coś złego powtarza się częściej niż jeden raz, to nie jest już tylko pech. To słabość.

Już nie tylko kibice, ale pewnie i właściciele klubu zadają sobie pytanie - dlaczego choćby taka Jagiellonia Białystok, mająca mniejszy budżet niż Śląsk, w minionym sezonie zdobyła Puchar Polski, wywalczyła więcej punktów w lidze niż Śląsk (startowała z dziesięcioma ujemnymi punktami), a teraz jest na czele ekstraklasy?

We Wrocławiu trener Tarasiewicz cały czas opowiada, że ciągle buduje zespół na bliżej nieokreśloną przyszłość, i zapewnia, że stworzy wielki Śląsk. Szkoda, że przy okazji obraża miejscowych sympatyków futbolu. Bo jaki inaczej można odebrać słowa wypowiedziane przez szkoleniowca w minionym tygodniu w wywiadzie dla naszej "Gazety"? Ryszard Tarasiewicz powiedział wtedy: "Dziś kibice, którzy przychodzą, powinni się cieszyć z tego, że gościmy najlepsze zespoły, że nie jesteśmy chłopcem do bicia. Przyjdzie czas, że będziemy chcieć czegoś więcej. Ale nie można wariować i bez odpowiedniego okresu czasu wymagać, byśmy zawsze byli na styk z Lechem czy Wisłą. To jest jakaś paranoja. Ludzie, którzy tak mówią, mają siano zamiast mózgu".

Trener Jagiellonii Michał Probierz nie obiecuje cudów w bliżej nieokreślonej przyszłości, choć pracuje w Białymstoku znacznie krócej niż Tarasiewicz w Śląsku. Spokojnie mówi, że walczy o mistrzostwo Polski, i właśnie tego mitycznego Lecha i Wisłę ograł w lidze. We Wrocławiu za takie męskie, odważne postawienie kwestii sportowej rywalizacji można przez trenera Tarasiewicza zostać potraktowanym w niewyszukany sposób. Ale przecież wiadomo od dawna - we Wrocławiu genialny jest tylko szkoleniowiec, wszyscy o innym zdaniu mają "siano zamiast mózgu".

W przedostatnim meczu sezonu 2008/09 Legia zremisowała we Wrocławiu ze Śląskiem i wówczas straciła szanse na mistrzostwo Polski. Podczas konferencji prasowej po tym pojedynku trener Tarasiewicz pewnie zadeklarował: "Przyjdą czasy, że i od nas będzie się wymagać mistrza Polski, a my go wtedy zdobędziemy".

Czekamy, panie trenerze. Cierpliwie czekamy.