Piłkarskiego Śląska życie po Tarasiewiczu

Zastąpienie w Śląsku trenera Ryszarda Tarasiewicza będzie dla każdego szkoleniowca zadaniem arcytrudnym. Może to zrobić tylko ktoś z duża charyzmą, bo inaczej we wrocławskim klubie przygniecie go ?duch poprzednika?
Tarasiewicz jest w swoich obowiązkach zawieszony, a w dzisiejszym meczu z Koroną Kielce Śląsk poprowadzi dotychczasowy drugi trener Paweł Barylski. Wiadomo jednak, że jest to rozwiązanie awaryjne, a na początku przyszłego tygodnia wrocławski klub mianuje kogoś nowym trenerem. Ten od razu zmierzy się z niesamowicie trudnym zadaniem. I nie chodzi tu tylko o konieczność wygrania kolejnego spotkania i wyciągnięcie zespołu z przedostatniego miejsca w tabeli. Obrazowo mówiąc, nowy trener we Wrocławiu będzie się musiał zmierzyć z mitem Tarasiewicza. Dziś kibice pamiętają jeszcze ostatnie niepowodzenia "Tarasia", ale wkrótce sytuacja może się zmienić. Po kilku ewentualnych słabych meczach wielu przypomni sobie, że Tarasiewicz wcale taki zły nie był, a przede wszystkim był swój. A swojemu błędy wybacza się nieco łatwiej.

Wstrząsnąć, nie zniszczyć

Dodatkowo nowy szkoleniowiec wejdzie do szatni pełnej piłkarzy, których w jakiejś części nazwać można "wyznawcami Tarasiewicza". Przecież zawsze deklarowali bezwzględną lojalność względem trenera, a wielu twierdziło, że w Śląsku będą do momentu, gdy zespół będzie prowadził właśnie ich ulubiony szkoleniowiec. Praca z wrocławskimi graczami wcale łatwa być nie musi, bo oni przywykli do stylu swojego byłego opiekuna. A ten polegał głównie na tym, że trener nie krytykował swoich zawodników.

To wszystko sprawia, że do Śląska przyjść musi trener z autorytetem, który dodatkowo będzie miał odpowiednią charyzmę i charakter. Tylko taki człowiek poradzi sobie z wejściem w drużynę, jaką odziedziczy po Tarasiewiczu. Nowy szkoleniowiec zespołem musi wstrząsnąć, ale na pewno nie może go zniszczyć, bo dobra atmosfera w szatni zawsze była wrocławskim atutem.

W takim kontekście dobrym kandydatem wydaje się trener Orest Lenczyk. Ten 67-letni szkoleniowiec jest niezwykle doświadczony i na pewno charyzmy mu nie brakuje. W sytuacji piłkarskiego "strażaka" trener sprawdzał się już parę razy i zawsze radził sobie nie najgorzej. W Śląsku będzie miał pełnię władzy, bo tu szkoleniowcom raczej nikt niczego nie narzuca.

Dodatkowym jego atutem jest fakt, że Lenczyk surowy, ale ma dobry kontakt z piłkarzami. A do futbolu na najwyższym poziomie wprowadzał choćby.... Ryszarda Tarasiewicza. Nestor polskich trenerów w Śląsku już raz pracował, a w sezonie 1979/80 zdobył z zespołem brązowy medal mistrzostw Polski. Jako zawodnik Lenczyk występował natomiast w Ślęzie i wielokrotnie wspominał o swojej sympatii do Wrocławia.

Słabych już nie ma

Czy dla Śląska nie byłoby lepiej, gdyby drużynę poprowadził trener z zagranicy? Być może. Ale tylko pod warunkiem, że będzie to szkoleniowiec, który wniesie do klubu nową jakość. Musi to być człowiek, który piłkarzy oczaruje, tak jak swego czasu zrobił to w reprezentacji Holender Leo Beenhakker. I powinien to być, oczywiście, przede wszystkim dobry warsztatowiec. To zastrzeżenie szczególnie istotne jest przy kandydaturze byłego trenera Polonii Warszawa Jose Marii Bakero.

Był on zawodnikiem legendarnej Barcelony, ale szkoleniowcem jest słabiutkim. Dodatkowo czasem zachowuje się w sposób nieprzewidywalny. Tak było, kiedy zadzwonił, aby zerwać kontrakt z Polonią, gdy wyjechał na cztery dni do domu, zostawiając swoją drużynę, czy wówczas gdy pozwalał, aby skład ustalał mu prezes Józef Wojciechowski. Hiszpan ma także jeden podstawowy problem - nie mówi inaczej niż w swoim języku. A to oznacza konieczność rozmowy z zespołem z pomocą tłumacza. W obecnej sytuacji to ostatnie wydaje się fatalne, a komunikacji z piłkarzami nie polepszy.

Tak czy inaczej Śląsk z nowym szkoleniowcem koniecznie musi zacząć zdobywać punkty. Drużyna ma ich zaledwie cztery, jest przedostatnia w tabeli, a konkurencja jej ucieka. Poza Cracovią nie ma w lidze zespołu, który systematycznie nie zdobywałby punktów. Robią to nawet Polonia Bytom czy Arka Gdynia, choć one teoretycznie wydawały się znacznie słabsze od Śląska. Dziś szukać drużyn słabszych nie wypada. To Śląsk musi być od rywali lepszy, bo inaczej skończy się po prostu degradacją.

Korona Kielce - Śląsk Wrocław, piątek, godz. 17.45 Stadion Miejski w Kielcach