Dariusz Sztylka: Wszystko szybko zaskoczyło

Piłka nożna. - Śląsk dopiero wychodzi z ciężkiej sytuacji, więc musimy skupić się na zdobywaniu punktów w kolejnych meczach. O wysokich pozycjach, a tym bardziej europejskich pucharach, na razie nie myślimy - mówi pomocnik Śląska Dariusz Sztylka.
Dariusz Sztylka ten sezon rozpoczął na ławce rezerwowych. Do podstawowego składu drużyny wrócił, gdy trenerem został Orest Lenczyk. Prowadzeni przez nowego szkoleniowca i ze Sztylką na boisku wrocławianie nie przegrali sześciu kolejnych meczów z rzędu, a dodatkowo w ostatnich trzech zwyciężyli.

Po tej serii Śląsk awansował na dziesiąte miejsce w tabeli, choć nad przedostatnim Lechem Poznań ma zaledwie punkt przewagi. Do końca rundy jesiennej wrocławianie zmierzą się w lidze dzisiaj z Ruchem Chorzów, za tydzień z Arką Gdynia, a na koniec roku rozegrają jeszcze spotkanie z Jagiellonią Białystok.

Michał Karbowiak: Ostatnią dobrą passę Śląska powinniśmy wiązać z zatrudnieniem trenera Oresta Lenczyka czy z Pana powrotem do podstawowego składu drużyny?

Dariusz Sztylka: Mój powrót nie ma tu dużego znaczenia. Beze mnie Śląsk też grał dobrze, ale drużynie brakowało szczęścia i dlatego zdobyliśmy mało punktów. Po przyjściu trenera Lenczyka sytuacja się zmieniła, polepszyły się wyniki i to na pewno należy wiązać z osobą szkoleniowca, a nie ze mną.

Na początku sezonu u trenera Ryszarda Tarasiewicza był pan jednak tylko rezerwowym. Nie miał pan obaw, że w Śląsku będzie pan już skazany na siedzenie na ławce rezerwowych do końca kontraktu?

- Nie było tak, że w Śląsku czułem się niepotrzebny. Spokojnie pracowałem, obserwowałem, co się dzieje i czekałem na swoją szansę. Do trenera Tarasiewicza nie miałem żadnych pretensji, bo przyjął pewną politykę personalną i miał do tego pełne prawo. Ja wiedziałem, że mój czas prędzej czy później przyjdzie. W Śląsku jestem już wiele lat i podobne sytuacje przeżywałem. To jest naturalna kolej rzeczy w życiu piłkarza.

Co do mojego kontraktu, to kończy się on w czerwcu 2011 roku, ale na razie o przedłużeniu umowy nie rozmawialiśmy. Na to będzie jeszcze czas. Póki co koncentruję się na grze i na najbliższych meczach. Cieszę się, że jestem zdrowy, sił starcza mi na 90 minut, a dodatkowo Śląsk wygrywa. Nic tylko jeszcze mocniej pracować.

Po ostatnich trzech wygranych Śląsk ma punkt przewagi nad przedostatnim Lechem i pięć oczek straty do trzeciej Wisły czy Legii. Do której części tabeli wam bliżej?

- Dziś nie myślimy o trzecim czy piątym miejscu, bo w naszej sytuacji to bez sensu. Z ciężkiego okresu dopiero wychodzimy, więc nie ma sensu mówić o wysokich pozycjach i europejskich pucharach. Zdajemy sobie sprawę, że Śląsk nie zasługuje na niską lokatę w tabeli, ale po słabym początku musimy na razie konsekwentnie odrabiać straty. Trzeba skupić się na każdym kolejnym pojedynku, bo tabela jest bardzo spłaszczona i po jednym meczu można przesunąć się nawet o kilka miejsc. Dlatego właśnie tak ważne dla nas są spotkania z Ruchem, Arką i Jagiellonią. Postaramy się zdobyć w nich jak największą ilość punktów, żeby zapewnić sobie spokojną zimę i dobrą pozycję wyjściową na wiosnę. Porażek trzeba unikać, bo po nich znów może się zrobić bardzo nerwowo, a tego za wszelką cenę chcielibyśmy uniknąć.

Co będzie, jak Śląsk przestanie strzelać bramki po stałych fragmentach gry, a mecze nie będą wam się układać tak dobrze jak z Zagłębiem Lubin czy Górnikiem Zabrze?

- To, że potrafimy walczyć do końca, pokazaliśmy choćby w spotkaniu z Polonią Warszawa, gdzie wyrównującą bramkę zdobyliśmy w 90 minucie. Śląsk ma charakter, a do tego duży potencjał, szczególnie w ofensywie. Przy tych dwóch elementach to, kiedy zaczniemy zdobywać punkty, było tylko kwestią czasu. Teraz wygrywamy i dobrą passę trzeba kontynuować. Naszą siłą, wbrew temu, co się ostatnio mówiło, jest też bardzo dobra atmosfera. W szatni tworzymy monolit i to przekłada się również na współpracę na boisku. W Śląsku nie ma żadnych nieporozumień, a że przyszedł nowy trener, to musieliśmy się poznać. Wszystko szybko zaskoczyło, drużyna jest w dobrej dyspozycji, a szkoleniowiec ma problem, kogo wybrać do podstawowego składu. Oby tylko było tak dalej.

Śląsk kontra Ruch

Spotkanie Śląska Wrocław z Ruchem Chorzów będzie ostatnim ligowym meczem, jaki wrocławianie rozegrają na swoim stadionie w tym roku. Pojedynek rozpocznie się w sobotę o godz. 14.45.

Drużyna prowadzona przez trenera Oresta Lenczyka stoi przed szansą wygrania czwartego z rzędu meczu ligowego. W Śląsku będzie mógł już zagrać obrońca Krzysztof Wołczek, który ostatnio pauzował za żółte kartki. Z kolei do składu Ruchu wracają Sebastian Olszar oraz Grzegorz Bronowicki, gracze którzy wcześniej byli kontuzjowani.