Vuk Sotirović: Straciliśmy dziwne bramki

- Właśnie czekam na rozmowy w sprawie przedłużenia umowy, bo nie ukrywam, że chciałbym zostać w Śląsku jak najdłużej. Ten klub jest dla mnie priorytetem - mówi najlepszy strzelec Śląska.
Maciej Korolczuk: Kiedy schodził pan z boiska, wyglądał pan na mocno niezadowolonego. Zaskoczyła pana ta zmiana?

Vuk Sotirović: (długa cisza ) Nie byłem niezadowolony. Wszystko w porządku.

Ale pańska mina mówiła co innego.

- Nie zawsze wyraz twarzy świadczy o tym, co myślimy. Arka grała w polu lepiej od nas, szkoda niewykorzystanych sytuacji, bo mieliśmy ich więcej. Nie ma co szukać sensacji. Co mecz schodzę z boiska jako pierwszy. Powiedzmy, że to taka taktyka. Muszę się z tym pogodzić.

Jesteście zadowoleni z punktu? Po golu na 1:0 wydawało się, że mecz macie pod kontrolą.

- Przede wszystkim straciliśmy dziwne bramki. Przy pierwszej piłka się odbijała między obrońcami, a Labukas strzelił praktycznie z zerowego konta. A druga? Szkoda gadać. W szatni zakładamy sobie jedno, a na boisku wychodzi co innego. Najważniejsze, że udało nam się szybko wyrównać. Punkt na wyjeździe plus trzy u siebie to dobra droga na pięcie się w górę tabeli.

Za tydzień gracie w Białymstoku z Jagiellonią. Sentymentalna podróż w czasie?

- Rzeczywiście, spędziłem na Podlasiu fajne półtora roku. Jagiellonia to fajny klub, a piłka to praktycznie jedyna rozrywka dla tego miasta.

Arka potrzebuje napastnika. Do kiedy ma pan kontrakt w Śląsku?

- (śmiech ) Moja umowa wygasa z końcem czerwca, ale nie wiem, czy chciałbym grać w Arce. Właśnie czekam na rozmowy w sprawie przedłużenia umowy, bo nie ukrywam, że chciałbym zostać w Śląsku jak najdłużej. Ten klub jest dla mnie priorytetem.