Sebastian Mila: Najgorsze już za nami

W tej rundzie ostro dostaliśmy po tyłku i tylko my wiemy, ile kosztowało nas wyjście z tej sytuacji. Krytyczny moment mamy już jednak za sobą, a dzięki temu będziemy mocniejsi od tych, którzy go jeszcze nie przeżywali - mówi pomocnik Śląska Sebastian Mila
Lider wrocławskiego zespołu w tym sezonie bramki wprawdzie jeszcze nie strzelił, ale to nadal on w znaczący sposób decyduje o obliczu gry drużyny. Na razie widoczne jest to głównie przy doskonałym wykonywaniu stałych fragmentów gry. Bezpośrednio lub pośrednio po nich Śląsk zdobył w ostatnich ośmiu meczach aż 14 goli. Również dzięki temu drużyna trenera Oresta Lenczyka żadnego z ośmiu ostatnich spotkań nie przegrała i po rundzie jesiennej zajmuje dziewiąte miejsce w tabeli. Wrocławianie mają pięć punktów straty do czwartej Korony Kielce i trzy przewagi nad przedostatnią Arką Gdynia. Drużyna z Oporowskiej może byłaby wyżej, ale początek sezonu miała wprost koszmarny i w siedmiu pojedynkach zdobyła zaledwie cztery punkty. Po tych meczach pracę w Śląsku stracił trener Ryszard Tarasiewicz, który Milę do klubu sprowadził.

Michał Karbowiak: Śląsk w pierwszej części sezonu przegrał pięć meczów z rzędu, a później w ośmiu kolejnych spotkaniach nie zaznał porażki. Które oblicze drużyny jest prawdziwe?

Sebastian Mila: Obydwa oblicza są w pewnej części prawdziwe. Proszę pamiętać, że sam początek sezonu mieliśmy dobry, bo zremisowaliśmy z Jagiellonią i wygraliśmy na Cracovii. Potem pogubiliśmy się, przyszły kolejne porażki i wszystko zaczęło nam się walić na głowę. Nasza gra niby nie była najgorsza, a jednak wyniki się nie zmieniały. Widzieliśmy, że coraz bardziej odstajemy od rywali i sytuacja robiła się bardzo niedobra. Można powiedzieć, że wszystko, czego się dotknęliśmy, obracało się przeciw nam. Były niewykorzystane sytuacje, czerwone kartki, bramki samobójcze, a na końcu oczywiście przegrane mecze. Nie da się ukryć, że przeżywaliśmy ciężkie chwile. Na szczęście w zespole ciągle mieliśmy dobrą atmosferę i udało nam się to przetrwać. Teraz najgorsze już za nami.

W zespole nie ma już jednak trenera Ryszarda Tarasiewicza, który pana do drużyny sprowadzał, a potem uczynił jej kapitanem. Tęskni pan za poprzednim szkoleniowcem?

- Ryszardowi Tarasiewiczowi wiele zawdzięczam, bo to on wpłynął na to, jak się w zespole i mieście zaaklimatyzowałem. Nadal uważam, że to świetny fachowiec, a to nie jest tylko moje zdanie. Obecną drużynę zbudował trener Tarasiewicz i to, gdzie dzisiaj jesteśmy, jest także jego zasługą. Nie potrafię powiedzieć, dlaczego w ostatnim czasie pod jego wodzą nam nie szło. To jest piłka nożna, którą przecież kocha się za nieprzewidywalność. Uważam, że do sezonu byliśmy przygotowani świetnie, a duża część pracy poprzedniego szkoleniowca przynosi owoce także obecnie. Weźmy chociaż stałe fragmenty gry. Za czasów trenera Tarasiewicza ćwiczyliśmy ich naprawdę bardzo dużo, a teraz nam to zapaliło i strzelamy wiele bramek. Na pewno poprzedniemu szkoleniowcowi nie jest łatwo, kiedy teraz patrzy na to wszystko z boku. Ja jednak jestem pewien, że on wkrótce do pracy wróci i jeszcze o nim usłyszymy.

Śląsk z kryzysu wyciągnął jednak trener Orest Lenczyk.

- To prawda, i za to szkoleniowcowi należy się ogromy szacunek. Trener powinien mieć w sobie coś takiego, żeby umieć wyciągnąć zespół z trudnej sytuacji, i trener Lenczyk taką umiejętność pokazał. Nie mogę powiedzieć na niego złego słowa, bo on szanuje mnie jako piłkarza i jako człowieka. Trener Lenczyk jest inną osobą niż trener Tarasiewicz, ma też inne metody pracy. Nie oceniam, czy lepsze, czy gorsze, ale inne. Pod jego wodzą nasza kapela zaczęła grać i trzeba mieć nadzieję, że będzie tak nadal.

Śląskowi dziś bliżej do czołówki czy do dołu tabeli?

- Z dorobku punktowego wynika, że trzeba patrzeć w jedną i w drugą stronę. Oczywiście jako ambitny piłkarz zawsze będę myślał o zdobyciu mistrzostwa Polski czy występach w europejskich pucharach. Moje zawodowe życie jest za krótkie, aby zadowalać się walką o utrzymanie. Z drugiej strony wiem, że to utrzymanie trzeba sobie najpierw zapewnić, a potem można myśleć o czymś więcej. Nie chciałbym powtórki z poprzedniego sezonu, gdzie do samego końca było bardzo nerwowo. W tej rundzie też dostaliśmy po tyłku i na pewno nie pozwolimy, żeby znowu przydarzyła nam się jakaś passa porażek. Nie zachłyśniemy się też jednak jednym czy drugim zwycięstwem. Mamy za sobą moment krytyczny i dlatego jesteśmy mocniejsi od innych zespołów, które tego jeszcze nie przeżywały. To powinno procentować wiosną.

Jak wiosna może wyglądać?

- Trudno powiedzieć, bo w planach walkę o mistrzostwo i puchary ma w ekstraklasie chyba z 10 zespołów. Są przecież: Jagiellonia, Legia, Wisła, Korona, Lechia, GKS Bełchatów, Górnik czy Polonia Warszawa. Jest oczywiście także Śląsk. We wszystkich tych drużynach zbudowano dobre budżety, we wszystkich są spore oczekiwania. O naszej lidze mówi się, że jest coraz słabsza, ale ja zupełnie się z tym nie zgadzam. Wiele drużyn swój poziom podniosło, doszło do czołówki i dlatego nie wygrywają już tylko Wisła, Lech czy Legia. Przychodząc do Śląska dwa i pół roku temu, chciałem, żeby zespół cały czas bił się o pozycje w górnej części tabeli. Muszę więc dokończyć dzieła.