Trener Tarasiewicz chce 800 tysięcy od Śląska

Trener Ryszard Tarasiewicz we wrześniu nie został zwolniony, tylko zawieszony przez zarząd Śląska i tak stan trwa do teraz. Otrzymuje od klubu należne mu 45 tys. zł miesięcznego wynagrodzenia, ale taka sytuacja nie podoba się Tarasiewiczowi, który chciałby dostać jednorazowo 800 tys. zł i móc szukać nowej pracy.
Ryszard Tarasiewicz zawieszony został po szóstej kolejce tego sezonu. Pod jego wodzą wrocławski zespół wygrał zaledwie jeden mecz i poniósł cztery porażki z rzędu. Wrocławianie zajmowali przedostatnie miejsce w tabeli, a działacze klubu uznali, że z obecnym trenerem drużyna wyników nie poprawi. Szkoleniowca postanowili więc zawiesić, w jego miejsce zatrudniając trenera Oresta Lenczyka.

Już wówczas osoba związana z klubem tłumaczyła "Gazecie", że Śląsk poprzedniego szkoleniowca nie zwolnił, bo musiałby zapłacić mu jednorazowo wszystkie pieniądze wynikające z kontraktu, który obowiązuje do czerwca 2012. Teraz Śląsk płaci trenerowi około 45 tys. zł miesięcznie, ale Tarasiewicz nadal pozostaje jego pracownikiem. Gdyby więc trener dostał propozycję pracy w innym klubie, to musiałby najpierw rozwiązać swój kontrakt ze Śląskiem. A to oznaczałoby, że otrzymywałby wypłatę z wrocławskiego klubu tylko do momentu podjęcia pracy w innym zespole.

Szkoleniowcowi taki stan rzeczy się nie podoba i według "Przeglądu Sportowego" zamierza on złożyć do PZPN wniosek o rozwiązanie kontraktu z winy klubu. Wówczas Śląsk musiałby wypłacić trenerowi jednorazowo 800 tys. zł, a Tarasiewicz mógłby poszukać sobie nowej pracy.

- Oczywiście chciałbym pracować jako trener, ale teraz nie mogę. Kluby, które rozstają się z trenerami, zawsze osiągają jakiś kompromis. Tutaj takiego porozumienia nie ma - mówił dla "PS" Tarasiewicz.

Rzecznik Śląska Michał Mazur: - Kontraktu z trenerem nie rozwiązaliśmy, bo według związkowych przepisów nie można tego zrobić jednostronnie. Potrzeba porozumienia obu stron, a takiego jak dotąd nie osiągnięto. Dlatego umowa z trenerem Tarasiewiczem nadal obowiązuje i my ją respektujemy, co miesiąc wypłacając mu wynikające z kontraktu wynagrodzenie. Śląsk nie zamierza blokować szkoleniowcowi możliwości pracy w innym klubie. Póki jednak umowa między nim a Śląskiem jest ważna, PZPN nie zgodzi się na objęcie przez niego innej drużyny. Cały czas liczymy, że uda nam się dojść z trenerem Tarasiewiczem do porozumienia - kończy rzecznik Śląska.

KOMENATRZ: Niepotrzebne burzenie legendy

Roszczenia trenera Ryszarda Tarasiewicza zaskakują. Nie rozumiem, na jakiej podstawie trener żąda, aby Śląsk jednorazowo i natychmiast wypłacił mu wszystkie pensje do czerwca 2012 roku, a więc do końca trwania jego kontraktu. Gdyby wrocławski klub co miesiąc nie płacił zawieszonemu szkoleniowcowi ustalonych w kontrakcie pieniędzy, rzeczywiście byłby problem. A takiej sytuacji nie ma - Śląsk płaci regularnie. Gdyby tak nie było, Tarasiewicz już dawno zrobiłby awanturę i powiadomił organy dyscyplinarne PZPN.

Czy etyczne byłoby "skasowanie" teraz od Śląska 800 tys. zł, czyli pieniędzy przysługujących trenerowi za pracę do połowy 2012 roku, a za miesiąc czy dwa podjęcie pracy szkoleniowej w innym klubie? I oczywiście tam również pobieranie kontraktowych pieniędzy. Przecież jak najbardziej mogłoby dojść do sytuacji, w której Śląsk zmierzyłby się z nowym zespołem Ryszarda Tarasiewicza. I co? Wyszłoby, że Śląsk zapłacił trenerowi, który teraz zrobi wszystko, aby ze swoją nową drużyną ograć wrocławski klub.

Od dłuższego czasu nie ma przeszkód, aby inny zespół mógł złożyć ofertę i zatrudnić trenera Tarasiewicza. Wiadomo, że został zawieszony i odsunięty od prowadzenia Śląska, a więc jest do wzięcia. Tarasiewicza mogły jesienią sprowadzić Lech Poznań, Polonia Warszawa, Cracovia czy Polonia Bytom, kluby, które w czasie rundy zmieniały bądź chcą zmienić swojego szkoleniowca. Mogą go zatrudnić drużyny pierwszoligowe czy zagraniczne. Jest oczywiste, że jeśli wrocławski trener otrzyma ofertę z innego zespołu, Śląsk bez problemu rozwiąże z nim kontrakt i pozwoli odejść.

Dziwne są też pretensje Tarasiewicza, narzekającego, że Śląsk nie potrafi z nim dojść do kompromisu. Jakiego kompromisu? Jeśli szkoleniowiec chce dostać wszystkie pieniądze za cały kontrakt, to gdzie tu jest miejsce na jakikolwiek kompromis? Ten oznacza pewne odstępstwa, ale obydwu stron. Widocznie dla Tarasiewicza kompromis to całkowite zaakceptowanie jego woli i życzeń.

Z Jagiellonii Białystok Ryszard Tarasiewicz odchodził z ogromnymi pretensjami, skłócony z większością działaczy. Teraz w Śląsku zdarzenia powoli zaczynają przybierać podobny obrót. Najdziwniejsze, że dochodzi do tego w podobno bezgranicznie ukochanym przez szkoleniowca klubie. Przecież Tarasiewicz wielokrotnie podkreślał, że "Śląsk chciałby prowadzić do końca życia, bo na punkcie tego klubu ma kota".

Bez względu na wszystko Ryszard Tarasiewicz jest legendą Śląska. Szkoda tylko, że on sam zaczyna tę legendę burzyć.

Artur Brzozowski