Sport.pl

Piłkarski Śląsk zimą ostro trenuje w Spale

Podnoszą ciężary, biegają na bieżni oraz... walczą na macie. W Spale Śląsk ostro trenuje. A przy okazji jest wesoło. - A teraz walka wieczoru! Waldek walczy z Sebastianem! - zapowiedział niczym zawodowy konferansjer zapaśniczy pojedynek Mili i Soboty trener Orest Lenczyk
Zgrupowanie Śląska w Spale trwa od poniedziałku i zakończy się 26 stycznia. Wszystko przebiega według ściśle zaplanowanego harmonogramu. Pierwsze zajęcia zaczynają się o 7 rano, ale biorą w nich udział jedynie zawodnicy, którzy trenują indywidualnie pod okiem dr Ewy Bieć. Kwadrans przed 8 śniadanie, a o godz. 9.30 cała drużyna rozpoczyna trening w hali. W tym czasie zawodnicy pracują nad ogólną sprawnością, są ćwiczenia siłowe, ale także takie, które poprawiają szybkość oraz gibkość. Na godz. 12.30 zaplanowany jest obiad. Później piłkarze mają czas na odpoczynek i regenerację sił. Punktualnie o 16 zaczynają się kolejne zajęcia - w hali bądź na świeżym powietrzu - gdzie najczęściej trenowane są elementy czysto piłkarskie. O godz. 18.30 kolacja, a o 20 kolejne indywidualne zajęcia z dr Bieć. W międzyczasie zawodnicy spotykają się z trenerami na odprawie i korzystają z odnowy biologicznej.

Na trening w klapkach

Ośrodek Przygotowań Olimpijskich w Spale to kolos, w którym niczego nie brakuje. Są tutaj profesjonalne warunki stworzone z myślą o kilkudziesięciu dyscyplinach sportowych. Nic więc dziwnego, że miejsce to jest chętnie odwiedzane przez czołowych polskich lekkoatletów. Teraz w Spale przebywają m.in. olimpijczycy - kulomiot Tomasz Majewski, młociarz Szymon Ziółkowski, tyczkarki Monika Pyrek i Anna Rogowska oraz średniodystansowiec Paweł Czapiewski.

Na warunki do treningu Śląsk narzekać nie może. Kompleks hal, siłowni, basenów, boisk oraz pomieszczeń do odnowy biologicznej - wszystko to jest do dyspozycji wrocławskiej drużyny. Piłkarze korzystają także z "siłowni Lozano", do której ściągnięto sprzęt z Włoch - specjalnie na życzenie byłego selekcjonera polskiej reprezentacji siatkarskiej. Kosztował on blisko 360 tys. zł!

- Do treningów jesteśmy przygotowani jak Barcelona. Nie ma dziadostwa - śmiał się kierownik drużyny Zbigniew Słobodzian. Wtóruje mu fizjoterapeuta Śląska Jarosław Szandrocho: - Zawodnicy mają tutaj świetne warunki, niczego im nie brakuje. Oprócz tego wzięliśmy ze sobą tyle sprzętu, że ledwo zmieścił się do busa.

Kompleks w Spale połączony jest niezliczoną siecią korytarzy, z hotelu można dostać się praktycznie na każdą z sal treningowych. - Wszędzie tutaj można pójść w klapkach - mówi Szandrocho.

Walka wieczoru

Czwartkowy trening rozpoczął się z kilkunastominutowym opóźnieniem, chociaż jak zapewniał kierownik drużyny, nie miało to związku z urodzinami Sebastiana Dudka i Remigiusza Jezierskiego, które przypadały w środę. - Trener nie pozwala zawodnikom napić się choćby jednego piwa. Co robili w nocy w pokoju, tego nie wiem. To są jednak dorośli i odpowiedzialni ludzie, dlatego ich nie kontrolujemy. Wszyscy mają świadomość tego, po co tu przyjechali - przekonywał Słobodzian.

Treningi pod wodzą trenera Oresta Lenczyka różnią się od tych, które aplikował piłkarzom Ryszard Tarasiewicz. Były szkoleniowiec wrocławskiej drużyny kładł nacisk głównie na aspekt wytrzymałościowy, oparty w dużej mierze na bieganiu. Lenczyk stara się, by zajęcia maksymalnie urozmaicić. Na czwartkowym treningu nie brakowało elementów gimnastyki, ćwiczeń z piłką lekarską, podnoszenia gryfów, biegania na bieżni oraz... zapasów.

- A teraz walka wieczoru! Waldek walczy z Sebastianem! - zapowiedział niczym zawodowy konferansjer zapaśniczy pojedynek Mili i Soboty nestor polskich trenerów.

Chwilę później wspomniana dwójka zameldowała się na macie. W mgnieniu oka wokół niej ustawiła się cała drużyna. Piłkarze głośnymi okrzykami zachęcali swoich kolegów do boju. - Waldek! Waldek! Seba! Seba! - niosło się po hali.

Mimo że obaj zawodnicy reprezentowali inne kategorie wagowe, walka była bardzo wyrównana. Na macie nie zabrakło serii rzutów, nelsonów, wózków i wielu innych zapaśniczych chwytów. Ostatecznie w tym zaciętym gladiatorskim pojedynku triumfował kapitan WKS.

- Celowo wprowadzamy elementy współzawodnictwa. Jesteśmy trenerami grupy, a takie działanie poprawia atmosferę i scala chłopaków - tłumaczył drugi trener Marek Wleciałowski.

Oprócz zajęć na hali piłkarze mają także treningi czysto piłkarskie. - We wtorek ćwiczyliśmy na głównym boisku trawiastym w Spale, w środę byliśmy na doskonałej sztucznej murawie w Skierniewicach, gdzie rozegraliśmy wewnętrzną gierkę. Staramy się tak pracować i tak urozmaicać ten obóz, by chłopcom nie przyszło do głowy, że są zapaśnikami czy dżudokami, a nie piłkarzami. Mam nadzieję, że to się udaje - mówił trener Śląska Orest Lenczyk.

Kelemen załamany, Diaz rozśpiewany

Choć podczas obozu w Spale piłkarze nie mają zbyt wiele wolnego czasu, to jeżeli tylko jest to możliwe, w swoich pokojach starają się oglądać mistrzostwa świata w piłce ręcznej. Powodów do radości nie brakuje, bo Polska reprezentacja awansowała do kolejnej fazy turnieju.

Mistrzostwom w Szwecji bacznie przygląda się Marian Kelemen. Golkiper Śląska jest przyjacielem bramkarza reprezentacji Słowacji Richarda Stochla. Obaj zresztą wychowali się w tym samym mieście - w Michalovicach. Słowacja na mistrzostwach zaprezentowała się fatalnie, już w pierwszym meczu z Polską doznała porażki. Nasi południowy sąsiedzi nie wygrali żadnego spotkania i zremisowali ze słabiutkim Chile. - Po tym remisie Marian był załamany - zdradził Szandrocho.

Grupowym rywalem Polski była także Argentyna, ale urodzony w tym kraju napastnik Śląska Cristian Omar Diaz nie śledzi już tak bacznie mistrzostw. - Cristian nawet za bardzo nie wie, o co chodzi w piłce ręcznej. Jak Polska wygrała z Argentyną, to śmialiśmy się z niego, ale kiedy jego reprezentacja pokonała Szwedów, to Cristian chodził i śpiewał: "Argentina!" - opowiadał fizjoterapeuta Śląska.

Więcej o: