Niech Śląsk zacznie wygrywać

Śląsk pierwsze dwa mecze wiosny tylko zremisował, ale na boisku prezentował się dobrze i kolejnych rywali zdominował. Teraz wrocławianie muszą swoją postawę przełożyć na ligowe zwycięstwa, bo inaczej niewiele będą różnić się od Śląska z początku sezonu.
Wówczas drużyna prowadzona jeszcze przez trenera Ryszarda Tarasiewicza również pierwsze spotkania miała udane, choć, niestety, nie wpłynęło to korzystnie na jej późniejsze rezultaty. Wrocławianie przy swojej dobrej grze punktów nie zdobywali, a oprócz tego przydarzyły im się występy kompromitujące, jak te z Lechią Gdańsk czy Widzewem Łódź. Po nich Śląsk w tabeli był coraz niżej, a niewykorzystane wcześniej szanse potęgowały jedynie nerwowość panującą w klubie. Co ciekawe, wówczas drużyna z Oporowskiej w dwóch pierwszych pojedynkach z Jagiellonią i Cracovią zdobyła nawet dwa razy więcej punktów niż obecnie, bo do remisu z pierwszymi rywalami dołożyła pokonanie drugich. Tym razem podobna sztuka Śląskowi się nie udała, a w starciach z białostocczanami i krakowianami notował on odpowiednio wyniki 1:1 i 0:0.

Przywoływanie jesiennych wypadków nie jest wcale wymierzoną we wrocławian złośliwością, a powinno być dla nich jedynie powodem do wzmożonej czujności. Jeśli bowiem w kolejnych meczach tamta sytuacja się powtórzy, będzie to znaczyło, że piłkarze Śląska nie posiedli umiejętności w futbolu fundamentalnej, czyli podnoszenia się po straconych zwycięstwach. Te bowiem czasami na zawodników działają gorzej niż porażki, bo zamiast chęci rewanżu do ich głów wprowadzają jedynie frustrację. Dodatkowo miesza się ona z przekonaniem, że skoro poprzednio do wygranej zabrakło niewiele, to ze słabszym rywalem bardziej starać się nie trzeba, a by zdobyć trzy punkty, wystarczy powtórzyć to, co było. W sporcie takiego przełożenia jednak nie ma, o czym chyba najboleśniej przekonał się jesienią właśnie Śląsk.

Z drugiej strony wrocławianie po początku wiosny mają niewątpliwie wiele powodów do optymizmu, a dobra gra zamiast samozadowolenia powinna przynieść im dodatkową pewność siebie. Ta niezbędna będzie w piątkowym spotkaniu z Legią Warszawa, gdzie na Łazienkowskiej gospodarzy dopingować będzie kilkadziesiąt tysięcy kibiców.

Dla Śląska szczególnie ważne jest jednak to, że jak dotąd nie tylko stworzył on sobie wiele sytuacji bramkowych, ale także skutecznie rozbijał ofensywne zapędy rywali. Zarówno Cracovia, jak i Jagiellonia w rywalizacji z wrocławianami miały zaledwie po dwie okazje do zdobycia gola, a to oznacza, że podopieczni Lenczyka dobry poziom w defensywie nadal utrzymują. Na nim opierać mogą przyszłe, lepsze rezultaty, tym bardziej że ich atak powoli wzmacnia Argentyńczyk Cristian Diaz. Z nim w składzie Śląsk ofensywnie będzie jeszcze groźniejszy, a przede wszystkim zyskać może niezbędną skuteczność. Jeśli tak się stanie, to kolejnych zwycięstw nie powinien wrocławianom odebrać ani dobrze dysponowany bramkarz rywali, ani niesprawiedliwy arbiter.

michal.karbowiak@wroclaw.agora.pl