Świetna passa trwa: Śląsk wygrał w Warszawie z Legią!

Śląsk wygrał z Legią na Łazienkowskiej 2:1! Za kadencji trenera Oresta Lenczyka od jedenastu meczów jest niepokonany w ekstraklasie! Wrocławianie w dwóch kolejnych meczach nie pozwolili najpierw Jagiellonii, a teraz Legii awansować na pozycję lidera tabeli.
Trener Orest Lenczyk przyzwyczaił już, że lubi zaskakiwać swoimi decyzjami personalnymi. Tym razem zdecydował się w podstawowym składzie zamiast Waldemara Soboty wystawić Marka Gancarczyka, ale jeszcze większą niespodzianką było desygnowanie do wyjściowej jedenastki Tomasza Szewczuka. Ten na pozycji wysuniętego napastnika zastąpił Łukasza Gikiewicza. Co ciekawe, w tym sezonie Szewczuk zagrał tylko dwa razy w lidze - w meczu przeciwko Lechowi i zaledwie 10 minut w spotkaniu z Polonią Bytom, już za kadencji Oresta Lenczyka. Ale też trzeba podkreślić, że występ tego rezerwowego napastnika wymusiła kontuzja Remigiusza Jezierskiego i to, że Diaz po kontuzji nie jest jeszcze gotowy do gry od początku meczu.

Dwie zmiany w składzie - w porównaniu z ostatnim bardzo dobrym meczem z Jagiellonią w Białymstoku - szkoleniowiec wrocławian na antenie Canal+ wytłumaczył spokojnie i merytorycznie. - Nie chcę, abyśmy w końcówce meczu rozpaczliwie się bronili, dlatego na ten fragment spotkania potrzebuję szybkich, dobrze dryblujących zawodników - powiedział trener Lenczyk. A takim graczem na pewno jest skrzydłowy Śląska Sobota.

Skład Legii zgodny był z przewidywaniami. Kontuzjowanego pomocnika Ariela Cabrala zastąpił Ariel Borysiuk, który powrócił do gry po przerwie spowodowanej żółtymi kartkami. I to on był bohaterem pierwszej groźniejszej akcji meczu. Obrońca Śląska Tadeusz Socha fatalnie wybił piłkę przed pole karne, a nadbiegający Borysiuk popisał się fantastycznym uderzeniem z półwoleja, po którym piłka nabrała ogromnej szybkości i zatrzymała się w siatce bramki Śląska.

W pierwszym fragmencie gry Legia zdominowała Śląsk, który miał duże problemy z utrzymaniem się przy piłce i konstruowaniem akcji ofensywnych. Akcje wrocławian były chaotyczne, nerwowe. Na szczęście nie sprawdziły się słowa trenera Lenczyka, który mówił, że wiele zespołów przegrało mecz z Legią "już w autobusie do Warszawy". Śląsk wyrównał, i to po jeszcze piękniejszej bramce niż ta, którą zdobyła Legia! Będący w tym sezonie w życiowej dyspozycji Przemysław Kaźmierczak wykorzystał dośrodkowanie Dariusza Sztylki i fenomenalnym wolejem z ostrego kąta pokonał zdezorientowanego Wojciecha Skabę. To szósty gol wrocławskiego pomocnika w tym sezonie.

Początek drugiej połowy był niesamowity! Najpierw Komorowski główkował w poprzeczkę, a jego dobitkę z kilku metrów w nieprawdopodobny sposób zdołał sparować Kelemen. Po chwili Śląsk już wygrywał - lewonożny Sebastian Mila potężnym uderzeniem prawą nogą z dystansu nie dał żadnych szans obrony Skabie.

Z upływem minut emocje jeszcze rosły. W 70. min Śląsk już definitywnie mógł przesądzić losy meczu, kiedy po faulu Rzeźniczaka na Ćwielongu arbiter podyktował rzut karny dla wrocławian. Niestety, Kaźmierczak uderzył bardzo mocno, jednak nad poprzeczką.

W końcówce meczu Śląsk bronił się na własnej połowie praktycznie całym zespołem i zdołał utrzymać prowadzenie, tym samym sprawił dużą niespodziankę, wygrywając z Legią na Łazienkowskiej.

We wtorek Śląsk remisując w Białymstoku nie pozwolił Jagiellonii awansować na pozycję lidera. Teraz wygrywając z Legią również spowodował, że warszawski zespół nie będzie na czele tabeli. Liderem ekstraklasy nadal jest Wisła Kraków.

Legia - Śląsk 1:2 (1:1)

Bramki: 1:0 - Borysiuk (6.), 1:1 - Kaźmierczak (27.), 1:2 - Mila (49.).

Legia: Skaba - Rzeźniczak, Astiz, Komorowski, Wawrzyniak - Manu Ż, Borysiuk (72. Wolski Ż), Radović (46. Ogbuke), Vrdoljak, Kucharczyk - Hubnik (59. Chinyama).

Śląsk: Kelemen - Socha, Celeban, Fojut, Pawelec - Gancarczyk (78. Sobota), Sztylka (38. Gikiewicz), Kaźmierczak Ż, Mila, Ćwielong - Szewczuk (57. Łukasiewicz).

Sędziował: Dawid Piasecki (Słupsk).