Poobijany Śląsk musi wylizać rany

W najbliższym meczu z Lechią Gdańsk w Śląsku mogą nie zagrać kontuzjowani: Dariusz Sztylka, Remigiusz Jezierski, Tomasz Szewczuk i Amir Spahić. Ich urazy znacznie zmniejszają pole manewru trenerowi wrocławian Orestowi Lenczykowi.
Doświadczony szkoleniowiec na sytuację kadrową swojego zespołu lekko narzekał już po zwycięstwie 2:1 z Legią w Warszawie. Podczas konferencji prasowej po spotkaniu trener Lenczyk mówił: - Po tym meczu musimy głównie lizać rany, bo mamy wielu zawodników kontuzjowanych i klubowi lekarze będą mieli sporo roboty. W poniedziałek chcieliśmy zorganizować jakiś sparing dla tych piłkarzy, którzy na Łazienkowskiej nie grali, ale teraz widzę, że jest to absolutnie niemożliwe.

Po pojedynku w stolicy większość jego podopiecznych jest poobijana, a dwóch z nich doznało poważniejszych kontuzji. Defensywny pomocnik Dariusz Sztylka, który z Legią zmieniony został jeszcze w pierwszej połowie, naderwał mięsień czworogłowy uda, a Tomasz Szewczuk naciągnął mięsień przywodziciela i poobijał sobie biodro. Tym samym ci dwaj gracze dołączyli do wyłączonych wcześniej z gry napastnika Remigiusza Jezierskiego i obrońcy Amira Spahicia.

- Z tej grupy najpoważniejszy uraz ma Jezierski, który naderwał mięsień dwugłowy i jego leczenie jeszcze trochę potrwa. Sztylka jest kontuzjowany nieco lżej, ale z jego powrotem na boisko nie ma się co spieszyć. Szewczuk i Spahić mogą być gotowi już na spotkanie z Lechią, choć wszystko zależy od dalszych treningów - tłumaczy rzecznik Śląska Michał Mazur.

Z jego słów wynika, że w najlepszym przypadku w spotkaniu z Lechią nie zagra dwóch wrocławskich piłkarzy, a w najgorszym aż czterech. To dość mocno ograniczyłoby pole manewru trenera Lenczyka, który w pojedynku z groźnymi gdańszczanami straciłby dwóch piłkarzy ofensywnych i dwóch defensywnych.

Z całej czwórki najbardziej odczuwalny byłby brak Sztylki, będącego ostatnio w bardzo dobrej dyspozycji. Najbardziej doświadczony gracz Śląska od początku kadencji Lenczyka jest żelaznym punktem podstawowej jedenastki wrocławian, a w ostatnim meczu zaliczył asystę.

Inna sprawa, że akurat w jego miejsce szkoleniowiec Śląska ma solidnych dublerów - wystawić może Antoniego Łukasiewicza i Roka Elsnera, którzy do tej pory czekali na swoją szansę. W ataku zamiast Szewczuka i Jezierskiego do gry gotowi są z kolei Argentyńczyk Criastian Diaz oraz Serb Ljubisa Vukelja. Ten ostatni ze Śląskiem do Białegostoku i Warszawy pojechał, ale póki co usiadł tylko na trybunach. Być może w obecnej sytuacji trener Lenczyk posadzi go chociaż na ławce rezerwowych.

- Uważam, że przed meczem z Lechią nasza sytuacja kadrowa nie jest może wyśmienita, ale dramatu również nie ma. Mamy wyrównaną kadrę, a o tym, że wszyscy piłkarze są przygotowani do gry, świadczy choćby przykład Mariusza Pawelca. Zawodnik długo nie grał, a teraz wskoczył do składu i nieźle sobie radzi. Niewątpliwie dobrze jednak, że po meczu z gdańszczanami są dwa tygodnie przerwy, a w tym czasie większość graczy będzie mogła się wykurować - podsumowuje Mazur.

michal.karbowiak@wroclaw.agora.pl