Sport.pl

Kto w co z nami gra w sprawie piłkarskiego Śląska

Rafał Dutkiewicz pojechał do Zygmunta Solorza, by zapytać go, jakie ma plany wobec dziury w ziemi koło maślickiego stadionu. Prezydent wrócił do Wrocławia, ale nie chce zdradzić, jaką usłyszał odpowiedź, bo panowie umówili się na opcję milczenie. To zły wariant
Ciche dni są dobre po kłótni małżeńskiej, ale zupełnie nie przystają do relacji rządzący - obywatele. Przyjęta tu taktyka zaprzecza idei transparentności władzy i lekceważy opinię publiczną. Jeżeli dwaj obecni właściciele Śląska milczą w sprawie jego przyszłości, to skazują zainteresowaną społeczność na snucie domysłów. Można zrozumieć, że dla skutecznego przeprowadzenia biznesu potrzebna jest dyskrecja, w sytuacji gdy rozgłos mógłby jemu zaszkodzić. Jednak tu nie mamy do czynienia z takim przypadkiem.

Jasne jest, na co miasto umówiło się z Solorzem: 49 proc. udziałów w Śląsku ma Wrocław, 51 proc. Zygmunt Solorz. Nasz piłkarski klub ma zaś sfinansować galeria handlowa obok nowego stadionu, którą ma zbudować Solorz. Galeria miała być gotowa na Boże Narodzenie tego roku lub na Wielkanoc przyszłego. Nie będzie, bo budowa nie ruszyła. Według oficjalnie prezentowanej informacji dlatego, że ludzie prezesa Polsatu nie mogą wynegocjować kredytu bankowego. Ale to już trwa dwa lata i nikt nie mówi, ile jeszcze może się ciągnąć.

Trudno się dziwić, że wrocławska opinia publiczna jest już zniecierpliwiona i chce wiedzieć, czy Zygmunt Solorz będzie budował galerię handlową, czy zrezygnował z tego pomysłu. Już pisałem, że nikt na Solorzu niczego wymusić nie może, bo to jego pieniądze, jego ryzyko i jego sprawa. Jednak po drugiej stronie ma on partnera w postaci mieszkańców Wrocławia, których reprezentuje prezydent. I z szacunku dla nich powinien powiedzieć, co planuje. Obowiązkiem zaś prezydenta jest te informacje od niego wydobyć i przekazać zarówno swoim wyborcom, jak i oponentom. Z tego samego powodu - szacunku.

Kibice piłkarscy to społeczność wielkiej wiary, niezwykle przywiązana do swojego klubu, szczerze przeżywająca jego zwycięstwa i porażki. Ta grupa jest w stanie długo czekać na dni chwały. Gdy idzie o dobro jej ukochanego klubu, to wykazuje się niezwykłą cierpliwością i nie pozwala powiedzieć złego słowa o jego potencjalnych dobroczyńcach. Ale gniew kibica nie zna przebacz, gdy się kibica wyroluje. Wiedzą o tym doskonale piłkarze i trenerzy, którzy obiecywali złote góry, ale słowa nie dotrzymali. Ci kibice (nie mylić z kibolami) to sól sportowej publiczności każdego miasta. To oni demonstrują wręcz dziecięcą radość ze sportu, oni pokazują pozytywny lokalny patriotyzm. Bez nich cały ten sport, ten wielki stadion nie ma kompletnie sensu. Ich entuzjazm jest tak zaraźliwy, że w dniach sukcesów wszyscy stajemy się kibicami. Dlatego informacja o przyszłości miejskiego należy się nam jak podróżnemu rozkład jazdy pociągów.

Jesteśmy w przededniu mistrzostw Europy. Czekamy na nie z emocjami. Ale to święto szybko minie. Po nim nastaną zwykłe dni z ogromnym stadionem, na którym kibicom marzą się fantastyczne mecze wielkiego Śląska Wrocław. A nie będzie silnego klubu bez dużych pieniędzy. Tych zaś nie będzie bez źródeł finansowania. Takim ma być wspomniana galeria. Pomijam tu rozważania, czy rzeczywiście pomysł z galerią spełni pokładane w nim nadzieje. Ważniejsze jest, że to konkret, na którego realizację strony się umówiły. Jeśli dzisiejsza analiza ekonomiczna miałaby go ewentualnie wykluczyć, to w jego miejsce potrzebna jest inna propozycja. Przede wszystkim zaś potrzebna nam jest jasna odpowiedź na pytanie, w co jest ta gra. Bo że nie w piłkę nożną, to już wiemy. Nie chcemy być zaskoczeni tak jak wtedy, gdy z budowy stadionu z dnia na dzień wyleciał Mostostal.

Tej odpowiedzi oczekujemy od obu właścicieli Śląska, ze szczególnym wskazaniem na prezydenta Rafała Dutkiewicza, bo to on odpowiada przed nami za ten projekt. Nie Zygmunt Solorz, który ze swoimi pieniędzmi może w każdej chwili pójść gdzie chce. Wrocław natomiast zawsze będzie leżał pod tą samą szerokością geograficzną.

Więcej o: