Sport.pl

Brawa dla Śląska za remis z Lechem

Śląsk po dobrym meczu zremisował w Poznaniu z Lechem 2:2. Wrocławianie nadal nie stracili więc kontaktu z czołówką, a potwierdzili, że są w bardzo dobrej dyspozycji
Dla drużyny trenera Oresta Lenczyka był to już 13. mecz bez porażki, choć akurat na Bułgarskiej Śląsk punkt wywalczył po dramatycznym boju. Ekipa z Wrocławia najpierw z mistrzem Polski wygrywała, potem straty musiała odrabiać, a ostatecznie uzyskała remis. Remis dobry, biorąc pod uwagę przebieg spotkania i klasę przeciwnika. Po tym meczu w lidze utrzymał się status quo, bo Śląsk nadal ma tyle samo punktów co mistrz Polski i nie traci kontaktu z czołówką tabeli. Na którym miejscu znajdzie się po tej kolejce, okaże się jednak po spotkaniach weekendowych.

Lech do spotkania ze Śląskiem przystąpił osłabiony, bo w jego składzie zabrakło pomocnika Rafała Murawskiego i najlepszego strzelca Artjomsa Rudnevsa. Jak się okazało, ich brak paradoksalnie wyszedł "Kolejorzowi" na dobre, bo wobec tych ubytków miejsce na boisku znalazło się dla Sergieja Kriwca i Vojo Ubiparipa. Białorusin i Serb należeli do najlepszych zawodników na boisku. Z kolei Śląsk po raz pierwszy pod trenerem Orestem Lenczykiem popełnił dwa błędy w obronie i od razu stracili dwa gole. Na pierwszą porażkę pod wodzą doświadczonego szkoleniowca to się jednak nie przełożyło.

Niepokonani podopieczni Lenczyka mecz w Poznaniu rozpoczęli dobrze, a na szczęście dla nich w 21. minucie obrońca Lecha Hubert Wołąkiewicz sfaulował napastnika Śląska Łukasza Gikiewicza. Sędzia Hubert Siejewicz podyktował rzut karny, choć tego, czy przewinienie miało miejsce w obrębie "szesnastki", nie rozstrzygnęły nawet telewizyjne powtórki. Tak czy inaczej, karnego wykorzystał Sebastian Mila, dla którego była to druga bramka w sezonie. Po tym golu poznaniacy wyraźnie się ożywili, a po dziesięciu minutach udało im się uzyskać wyrównanie. Marcin Kikut dośrodkował do Vojo Ubiparipa, ten głową zgrał do Sergieja Kriwca, a wchodzący z drugiej linii Białorusin huknął nie do obrony. Za chwilę prowadzenie Lechowi dał ten, który Kriwcowi asystował, czyli Ubiparip. Serb w 40. minucie po zamieszaniu w polu karnym okazał się najsprytniejszy i z bliska po raz drugi pokonał Mariana Kelemena.

Wrocławianie takim obrotem sprawy się jednak nie załamali i w drugiej połowie konsekwentnie dążyli do wyrównania. Udało się w 52. minucie, kiedy ładnym strzałem zza pola karnego popisał się Dariusz Sztylka. W końcówce Śląsk mógł nawet w Poznaniu wygrać. Najpierw Łukasz Madej trafił w słupek, a potem tuż obok bramki strzelił Waldemar Sobota. Mimo remisu drużyna Lenczyka może być z siebie bardzo zadowolona.

michal.karbowiak@wroclaw.agora.pl

Lech Poznań - Śląsk Wrocław 2:2 (2:1)

Bramki: 0:1 Sebastian Mila (22. - rzut karny), 1:1 Sergiej Kriwiec (32.), 2:1 Vojo Ubiparip (40.), 2:2 Dariusz Sztylka (52.) Lech: Kotorowski - S. Gancarczyk, Wołąkiewicz Ż, CZ, Bosacki, Kikut - Injac, Djurdiević (60. Murawski), Stilić (60. Ślusarski), Kriwiec, Wilk (80. Mikołajczak) - Ubiparip

Śląsk: Kelemen - Socha, Celeban, Fojut, Pawelec - Kaźmierczak, Sztylka, Ćwielong Ż (40. Sobota), Mila, M. Gancarczyk (78. Madej) - Gikiewicz (82. Jezierski)

Więcej o: